UKRAIŃSKA LICENCJA NA ZABIJANIE

polskawolna.pl 1 miesiąc temu
Na pierwszym planie Agnieszka D., tuż za nią jej córka Hanna, wyraźnie wyższa od matki. Obydwie o nazwisku kończącym się na literę „o”, podobnie jak w wypadku wielu Ukraińców, w tym niejakiej Nataliji Panczenko walczącej z powodzeniem o miano najbardziej wściekłej banderowskiej aktywistki, znanej m.in. z samospełniającej się przepowiedni o fali pożarów, które dotkną Polskę w rewanżu za „anty-ukraińską” retorykę.

Jest prosta, by nie powiedzieć prymitywna – na miarę intelektualnego poziomu stepowej dziczy – ale skuteczna. Kluczowa w tym zasługa armii nie tylko ukraińskich ale wręcz banderowskich pomiotów (m.in. z „Akcji Wisła”), których wpływy sięgają najwyższych szczebli władzy III RP, zwłaszcza w tzw. resortach siłowych.

Polak np. z Kazachstanu, aby uzyskać obywatelstwo Rzeczpospolitej Polskiej i prawo osiedlenia na jej terytorium musi pokonać wiele urzędowych barier – od udokumentowania polskości swoich przodków zmuszonych – to podkreślmy – siłą do opuszczenia ojczyzny, poprzez wykazanie się znajomością języka polskiego, naszej historii, a choćby hymnu aż po znalezienie gminy, która zapewni mu mieszkanie oraz źródło utrzymania. Dla Ukraińców uzyskanie obywatelstwa III RP (jakże adekwatny skrót od Republiki Przybłędów) to drobiazg. Wystarczy sama chęć. Resztę załatwią usłużni urzędnicy uzbrojeni w specjalnie przygotowane na tę okoliczność przepisy.

Problem w tym, iż taki „stuprocentowy Polak” ma nie tylko ułatwiony dostęp do budżetowego wsparcia idącego w dziesiątki miliardów złotych i wypracowanego przez „głupich Lachów”, przypłacających tę gościnność rosnącym zubożeniem swoich rodzin. Już ten fakt generuje poczucie wyższości pasożyta nad żywicielem. Ale pozostało coś znacznie gorszego – wyjątkowa tolerancja, a choćby bezkarność w popełnianiu czynów jawnie przestępczych, wypływających zarówno z cech charakterologicznych (często dewiacyjnych) jak i głębokiej, wręcz genetycznej nienawiści do Polaków, która znalazła swój upust nie tylko na Wołyniu.

Ukrainiec z polskim dowodem osobistym zabijający kogokolwiek na obszarze III RP przy użyciu samochodu, broni palnej czy noża może liczyć nie tylko na specjalne, wyjątkowo pobłażliwe traktowanie ze strony policji, prokuratury oraz sądów ale także przysparza dodatkowych argumentów mediom głównego ścieku, żywotnie zainteresowanym kreowaniem jak najgorszego wizerunku Polaków. Po pierwsze, świadomie myląc pojęcia obywatelstwa i narodowości z premedytacją rozpowszechniają wiadomość, iż kolejnej zbrodni dopuścił się Polak. Po drugie, relacjonując późniejsze – jakże łagodne – postępowanie policyjne, prokuratorskie i sądowe wobec sprawcy przestępstwa wpajają swoim odbiorcom przekonanie o nieskuteczności bądź wręcz sprzedajności instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli akurat wobec Polaków.

Jak to wygląda w praktyce, można było przekonać się po morderstwie w Jeleniej Górze dokonanym 15 grudnia br. na 11-letniej uczennicy przez 12-latkę z tej samej szkoły podstawowej. Taki był dokładnie przekaz mediów głównego ścieku, uzupełniony bynajmniej nieprzypadkowo o informację, iż morderczyni z uwagi na swój wiek nie będzie miała procesu karnego, bo nie ma jeszcze ukończonych 13 lat i sprawą zajmie się sąd rodzinny.

Tożsamość uzbrojonej w nóż psychopatycznej zabójczyni, zwłaszcza jej faktyczne pochodzenie i wiek przez cały czas pozostają pod szczególną ochroną policji oraz prokuratury. Śmierć widocznej na powyższym zdjęciu 11-letniej Danusi J. oraz tragedia jej rodziny zeszła na dalszy plan. Czy dlatego, iż dotyczy Polaków?

Pseudo-dziennikarze zapomnieli zapewne, iż nie mają już monopolu na rozpowszechnianie jedynie słusznych wiadomości. Ewidentne luki informacyjne gwałtownie zostały uzupełnione przez internautów, w tym rodziców dzieci z tej samej szkoły, które miały więcej szczęścia niż ofiara zbrodni. Kto chciał, a nie utracił jeszcze umiejętności uważnego czytania i wyciągania wniosków dowiedział się, iż zamordowana 11-latka to Danusia J. – bardzo dobra uczennica, spokojna i lubiana przez swoich rówieśników z tej samej klasy. W opisie morderczyni też na wieku nie poprzestano. Po pierwsze – liczy nie 12 ale 14 lat, czego ma dowodzić jej nauka w VII klasie oraz wzrost raczej nie spotykany wśród 12-latek. Po drugie – ma na imię Hanna i jest córką niejakiej Agnieszki D., Ukrainki (a ściślej – osoby pochodzącej z Ukrainy) posiadającej aktualnie obywatelstwo RP, zatrudnionej na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Są też wzmianki o nietypowych – zwłaszcza dla dziewcząt – zainteresowaniach morderczyni bronią, głównie nożami oraz jej negatywnych opiniach na temat przyszłej ofiary. Wymowne uzupełnienie całości stanowią zdjęcia ściągnięte z mediów społecznościowych, w tym jedno przedstawiające Hannę D. w towarzystwie swojej matki. Wymownym także dlatego, iż widać na nim przewagę wzrostu „12-latki”.

Nie dziwi donośny klangor, jaki medialna hołota rozpętała po ujawnieniu powyższych danych. Te reakcje znamy aż nadto dobrze od kilkudziesięciu lat, a szczególnie od okresu tzw. pandemii oraz ekspansji ukraińskich nachodźców. Dziwi natomiast prymitywizm używanych argumentów, także przez samego Tomasza Siemoniaka, koordynatora służb specjalnych, ciężko pracującego na miano banderowskiej onucy oraz jego rzeczniczki prasowej Karoliny Gałeckiej. Otóż ów zgrany duet podkreślił jednogłośnie na platformie X, iż „podejrzana 12-latka z Jeleniej Góry nie jest Ukrainką”, choć dla rozwiania wszelkich wątpliwości w tak istotnej kwestii wypadałoby zaznaczyć, czy to zaprzeczenie dotyczy narodowości Hanny D. czy tylko jej przynależności państwowej. A to są dwie, zupełnie różne kwestie, czego dowodzą choćby masowe zbrodnie na Polakach dokonywane przez żydochazarów z polskim – a jakże! – obywatelstwem. Zainteresowanych odsyłam do tekstu odsłaniającego prawdziwe pochodzenie sprawców setek zbrodni sądowych, w tym popełnionej na gen. Auguście Emilu Fieldorfie, patrz „HAGADA CZY FAKTY?”.

Gdy w mediach głównego ścieku trąbi się o potrzebie rzetelnej informacji w obiegu publicznym, to wypadałoby zacząć przede wszystkim od siebie oraz od funkcjonariuszy mieniących się również publicznymi.

Henryk Jezierski
Zdjęcia:
Domeny publiczne
(29.12.2025)

Idź do oryginalnego materiału