UE przygotowuje się na atak hybrydowy z ofiarami. Europa szykuje plan

3 godzin temu

Unia Europejska przygotowuje się na sytuację, której dotąd udało się uniknąć: atak hybrydowy na jedno z państw członkowskich, w którym giną ludzie.

Według POLITICO ambasadorowie wszystkich 27 państw UE rozmawiają o tym, jak Europa powinna zareagować na taki atak. Chodzi o sytuację, w której sabotaż, operacja z użyciem dronów albo inne działanie prowadzi już do ofiar.

Rozmowy odbywały się w ostatnich tygodniach w ograniczonym gronie. Szczególnego znaczenia nabrały po wydarzeniach na lotnisku Lipsk/Halle, gdzie w sierpniu znaleziono drona wyposażonego w materiał wybuchowy. Niemcy przypisały próbę ataku Rosji. We wrześniu Unia Europejska oficjalnie potępiła incydent jako próbę rosyjskiego aktu sabotażu hybrydowego.

Lipsk pokazał, jak kilka może zabraknąć

Incydent z 4 sierpnia był czymś więcej niż kolejnym podejrzanym pojawieniem się drona nad europejską infrastrukturą. Dron znaleziony na terenie lotniska był wyposażony w materiał wybuchowy i zapalnik. Niemieckie władze wszczęły śledztwo. Miesiąc później Berlin publicznie obarczył odpowiedzialnością Rosję.

UE uznała, iż Lipsk wpisuje się w szerszy ciąg działań wymierzonych w bezpieczeństwo państw europejskich. W swoim oficjalnym stanowisku wymieniła między innymi sabotaż, zakłócanie infrastruktury oraz operacje informacyjne. Rosja odrzuca oskarżenia o prowadzenie takich działań przeciwko państwom europejskim.

Dla unijnych dyplomatów Lipsk stał się punktem odniesienia przy rozmowach o znacznie poważniejszym scenariuszu. POLITICO informuje, iż dyskusja dotyczy między innymi zespołów reagowania kryzysowego, możliwości uruchomienia unijnych pieniędzy dla zaatakowanego państwa oraz komunikacji w pierwszych godzinach po zdarzeniu.

Nie istnieje przy tym mechanizm, który po śmierci określonej liczby osób automatycznie uruchamiałby wspólną europejską odpowiedź.

Atak hybrydowy ma pozostać poniżej progu wojny

Cyberatak, sabotaż, manipulowanie informacją, nacisk gospodarczy czy uszkodzenie infrastruktury mogą powodować realne straty bez wysyłania regularnej armii. Rada UE określa zagrożenia hybrydowe jako skoordynowane działania wykorzystujące różne środki i prowadzone w sposób utrudniający przeciwnikowi reakcję.

W przypadku sabotażu odpowiedzialność może być celowo zaciemniana. Państwo musi zebrać dowody, wskazać sprawcę i ocenić charakter zdarzenia. jeżeli są ofiary śmiertelne, śledczy przez cały czas potrzebują czasu w zebranie dowodów. Politycy tego czasu mają jednak znacznie mniej.

W ostatnich dniach szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas ostrzegała, iż rosyjskie działania hybrydowe narażają życie ludzi w Europie. Podobne obawy dotyczące nasilania takich operacji wyrażał kanclerz Niemiec Friedrich Merz.

Czy wtedy zadziała artykuł 5 NATO?

Ofiary śmiertelne same w sobie nie uruchamiają artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego. NATO wyraźnie dopuszcza możliwość, iż poważny cyberatak lub inna operacja hybrydowa osiągnie skalę „zbrojnej napaści”. Sojusz podkreśla, iż taka ocena musi być dokonywana indywidualnie.

Nie ma więc ustalonej liczby ofiar ani rodzaju sabotażu, po których automatycznie rozpoczyna się procedura zbiorowej obrony. Liczyłyby się charakter ataku, jego skutki oraz możliwość wiarygodnego ustalenia odpowiedzialności.

Artykuł 5 nie oznacza też automatycznej wojny ani obowiązku identycznej odpowiedzi wszystkich państw. Zobowiązuje sojuszników do pomocy zaatakowanemu krajowi, przy czym każde państwo podejmuje działania, które uzna za konieczne.

Bruksela i NATO muszą ustalić, kto za co odpowiada

Problem ten pojawił się podczas rozmów europejskich dyplomatów. Część państw obawia się, iż tworzenie przez UE nowych procedur bezpieczeństwa zacznie dublować mechanizmy NATO. Unia ma już własny system reagowania na poważne kryzysy, IPCR, oraz instrumenty służące przeciwdziałaniu zagrożeniom hybrydowym. NATO odpowiada przede wszystkim za zbiorową obronę i odstraszanie.

Oana Lungescu, była rzeczniczka NATO, a w tej chwili ekspertka Royal United Services Institute, zwróciła uwagę w rozmowie z POLITICO na potrzebę jasnego podziału zadań. NATO mogłoby odpowiadać za wymianę informacji wywiadowczych i odstraszanie militarne, a Unia za cywilną stronę reagowania.

Spór nie dotyczy więc tego, czy Europa powinna się przygotować. Chodzi o to, jak zrobić, by UE i NATO nie zaczęły dublować swoich działań wtedy, gdy liczy się każda godzina.

Europa przygotowuje się do reagowania

Od rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę europejskie państwa mierzą się z cyberatakami, próbami sabotażu i innymi działaniami, które UE wiąże z rosyjską kampanią hybrydową. Dotychczas można je było traktować jako presję prowadzoną poniżej progu otwartej wojny.

Śmierć ludzi zasadniczo zmieniłaby sytuację. Władze zaatakowanego państwa musiałyby nie tylko ustalić sprawców, ale także zdecydować, czy odpowiedzi należy szukać na poziomie krajowym, unijnym czy NATO. Nie oznacza to, iż Bruksela spodziewa się konkretnego ataku albo zna jego miejsce i czas. Z ustaleń POLITICO wynika, iż scenariusz z wieloma ofiarami przestał być dla europejskich rządów czystą teorią. Europa chce mieć plan, zanim taki kryzys nadejdzie.

Źródła: POLITICO, Reuters

Idź do oryginalnego materiału