Trzylatka wróciła do domu po lizaka. Jej ciało znaleziono w piwnicy

5 godzin temu

Miała wrócić do dzieci

Było sobotnie popołudnie. Na osiedlu przy ulicy Słowackiego w Boguszowie-Gorcach bawiła się grupa dzieci, a wśród nich trzyletnia Monika. Dziewczynka mieszkała w jednym z pobliskich bloków, podwórko znajdowało się zaledwie kilka kroków od jej domu. Około godziny 18.30 przerwała zabawę i pobiegła do rodziców. Chciała tylko wziąć lizaka. Po chwili ponownie wyszła z mieszkania. Rodzice nie mogli wiedzieć, iż widzą córkę po raz ostatni. Monika miała wrócić do grupy, z którą bawiła się wcześniej. Nie dotarła jednak na podwórko. Początkowo nikt nie wiedział, iż wydarzyło się coś złego. Dopiero po pewnym czasie inne dzieci przyszły do mieszkania dziewczynki i zapytały jej rodziców, dlaczego Monika już do nich nie wychodzi. Wtedy stało się jasne, iż trzylatka zniknęła gdzieś na bardzo krótkim odcinku pomiędzy drzwiami własnego domu a miejscem zabawy. Rodzice zaczęli jej szukać. Dołączyli do nich sąsiedzi. Sprawdzano podwórko, klatki schodowe i miejsca, do których niewielkie dziecko mogło wejść samo. Wołano ją, pytano mieszkańców i dzieci, czy ktoś widział, w którą stronę poszła. Wciąż istniała nadzieja, iż Monika po prostu gdzieś się oddaliła albo schowała. Mijał jednak czas, a po dziewczynce nie było śladu. Po godzinie 20 rodzina zgłosiła zaginięcie w komisariacie Milicji Obywatelskiej w Boguszowie-Gorcach. Do poszukiwań włączyli się funkcjonariusze. Od chwili, gdy rodzice widzieli córkę po raz ostatni, minęło zaledwie około półtorej godziny. Trzylatka nie mogła przecież odejść daleko, dlatego uwaga poszukujących gwałtownie skupiła się również na najbliższych budynkach i ich pomieszczeniach gospodarczych.

Ojciec odnalazł ją w piwnicy

Poszukiwania zakończyły się jeszcze tego samego wieczoru. Monikę znaleziono w piwnicy budynku, w którym mieszkała jej rodzina. Na ciało córki natrafił jej ojciec. Miejsce, którego szukano w całej okolicy, znajdowało się więc adekwatnie pod ich własnym domem. Już pierwsze oględziny wskazywały, iż nie doszło do nieszczęśliwego wypadku. Dziewczynka została zaatakowana przez dorosłego. Sekcja zwłok potwierdziła, iż przed śmiercią została wykorzystana seksualnie. Ustalono także, iż doznała silnego urazu tylnej części głowy. To właśnie obrażenia powstałe po uderzeniu uznano za przyczynę jej śmierci. Na miejscu ujawniono również fragment materiału wykorzystany do zakneblowania dziecka. Monika nie miała więc możliwości wołania o pomoc, choć do tragedii doszło w budynku mieszkalnym, w sobotni wieczór, kiedy w pobliżu przebywali inni ludzie. Zabezpieczono też odciski palców oraz materiał biologiczny, który wiele lat później mógł nabrać szczególnego znaczenia wraz z rozwojem badań DNA. W 1987 roku śledczy stanęli przed sprawą, w której czas pomiędzy zniknięciem dziecka a odnalezieniem jego ciała był bardzo krótki. Wszystko wskazywało więc na to, iż sprawca musiał działać gwałtownie i wykorzystać moment, w którym trzylatka znalazła się sama. Mógł również znać budynek albo przynajmniej wiedzieć, jak dostać się do jego piwnic. Były to jednak dopiero pierwsze godziny dochodzenia. Nikt nie przypuszczał wtedy, iż zabezpieczone ślady, przesłuchania mieszkańców i wielomiesięczne poszukiwania podejrzanego nie doprowadzą do odpowiedzi na najważniejsze pytanie: kto zabił Monikę.

Śledczy sprawdzali szpitale i więzienia

Po zabezpieczeniu miejsca zbrodni rozpoczęło się szerokie śledztwo. Funkcjonariusze sprawdzali osoby, które mogły odpowiadać profilowi sprawcy, analizowali także, czy w tym czasie z zakładów karnych albo szpitali psychiatrycznych nie uciekł ktoś niebezpieczny lub czy któryś z osadzonych nie przebywał na przepustce. Ten trop nie przyniósł przełomu. Mimo przesłuchań i kolejnych czynności nie udało się zgromadzić materiału pozwalającego postawić komukolwiek zarzut zabójstwa. Sprawę utrudniały możliwości kryminalistyki końca lat 80. Materiał biologiczny zabezpieczony w piwnicy nie dawał wtedy takich możliwości identyfikacyjnych, jakie pojawiły się kilkanaście lat później wraz z rozwojem badań DNA. Śledczy mieli więc dowody rzeczowe, ale nie dysponowali technologią, która pozwoliłaby skutecznie porównać je z konkretną osobą. Po kilku miesiącach postępowanie nie doprowadziło do zatrzymania zabójcy. W kolejnych latach akta nie zniknęły jednak całkowicie z zainteresowania śledczych. W 1999 roku, kiedy metody profilowania sprawców były już bardziej rozwinięte, przygotowano psychologiczny portret człowieka, którego poszukiwano. Eksperci zakładali, iż w chwili popełnienia zbrodni mógł być mężczyzną w średnim wieku, słabo funkcjonującym społecznie i mającym problemy w relacjach, szczególnie z kobietami. Wskazywano także na możliwe skłonności seksualne wobec dzieci.

Po 22 latach pojawił się konkretny podejrzany

Nowa szansa pojawiła się dopiero w 2009 roku. Po publikacji przypominającej sprawę do redakcji "Panoramy Wałbrzyskiej" zadzwoniła anonimowa kobieta. Wskazała mieszkańca Boguszowa-Gorc, który jej zdaniem mógł mieć związek ze śmiercią Moniki. Argumentowała, iż jego wiek odpowiadał ustaleniom z profilu psychologicznego, a wśród mieszkańców miał opinię człowieka przejawiającego niepokojące zainteresowanie dziećmi. Mężczyzna został odnaleziony i przesłuchany. Zaprzeczył, by miał cokolwiek wspólnego ze zbrodnią. W 2009 roku samo zaprzeczenie nie musiało jednak kończyć weryfikacji takiego tropu. Badania genetyczne pozwalały już porównywać materiał biologiczny sprzed wielu lat z DNA konkretnego podejrzanego. W tej sprawie pojawił się jednak problem, którego nie dało się już łatwo naprawić. Najważniejszego materiału dowodowego nie udało się odnaleźć. Chodziło o zabezpieczony po zabójstwie materiał biologiczny, który po ponad dwóch dekadach mógł pozwolić odpowiedzieć na pytanie, czy wskazany mężczyzna był sprawcą. Bez niego wykonanie rozstrzygającego porównania DNA stało się niemożliwe. Media opisywały, iż dowód mógł zaginąć podczas wieloletniego przechowywania dokumentacji i zmian organizacyjnych po przekształceniu Milicji Obywatelskiej w Policję. Dla śledztwa był to wyjątkowo dotkliwy cios. Po latach pojawił się człowiek, którego można było zweryfikować metodą niedostępną w 1987 roku, ale zabrakło materiału, z którym należało porównać jego DNA. Nie oznaczało to, iż wskazany mężczyzna był winny. Oznaczało natomiast, iż jeden z najbardziej konkretnych tropów w historii sprawy nie mógł zostać jednoznacznie potwierdzony ani wykluczony.

Czy sprawca atakował także inne dzieci?

Śledczy analizowali również możliwość, iż zabójstwo Moniki nie było jedynym przestępstwem tego człowieka. W profilu sporządzonym po latach brano pod uwagę, iż sprawca mógł wcześniej lub później dopuszczać się innych czynów wobec dzieci. W regionie porównywano więc niewyjaśnione zaginięcia i przestępstwa z przełomu lat 80. i 90., szukając podobieństw, które mogłyby wskazywać na jedną osobę. Nie udało się jednak zgromadzić dowodów pozwalających połączyć konkretną inną sprawę ze śmiercią trzylatki. Po latach pozostał więc paradoks: w 1987 roku istniały ślady, ale brakowało odpowiednich narzędzi do ich wykorzystania. Gdy technologia wreszcie pozwalała na badania genetyczne na znacznie wyższym poziomie, najcenniejszego materiału nie było już w aktach. To właśnie ten problem stał się jednym z najważniejszych powodów, dla których mimo pojawienia się nowych tropów nie udało się doprowadzić sprawy do sądu.

Monika miałaby dziś ponad 40 lat. Jej życie zakończyło się, zanim zdążyło się naprawdę rozpocząć, a człowiek odpowiedzialny za jej śmierć nigdy nie został ukarany.

Źródła:

https://www.wroclawskiportal.pl/czarny-poniedzialek-monika-nie-mogla-nawet-krzyczec-brutalne-morderstwo-sprzed-30-lat-pedofila-morderce-mozna-jeszcze-schwytac-i-osadzic/#google_vignette

https://gazetawroclawska.pl/od-30-lat-szukaja-zabojcy-malej-moniki-bedzie-bezkarny/ar/11687422

https://walbrzych.naszemiasto.pl/zaginal-dowod-zabojstwa-3-latki/ar/c1-1165499

https://naszemiasto.pl/policja-i-prokuratura-wciaz-poszukuja-zabojcy-3-letniej/ar/c1-69011

Idź do oryginalnego materiału