Wszystkie drogi wiodą do Wsi. Ale czy do polskości? Z moich chłopskich pradziadków tylko Michał Romanowski nosił polskie nazwisko. A Tomasz Bytnar?
Swoje nazwisko panieńskie mama wyjaśniała opowieścią o rajtarze szwedzkim, który dostał się do niewoli pod Jasną Górą. Czy w to wierzyła? W pobliżu Ostrowa, wsi jej ojca, leżały osady założone w XIV w. przez kolonistów niemieckich: Markowa (Markenhof) i Albigowa (Helwigau). I to pewnie stamtąd jakiś Bittner osiadł przed wiekami w Ostrowie, zaczął mówić po polsku i został Bytnarem. Nie wiem, czy mama była tego świadoma, ale powiedzieć mi tego i tak nie mogła.
Szkołę PRL-owską wspominam zawsze dobrze, ale jednego nie mogę jej darować: wychowywania nas w zoologicznej nienawiści do Niemców. Czy jednak robiła to tylko szkoła? Cała Polska była wtedy antyniemiecka. Zatem gdybym się dowiedział, iż mam niemieckie korzenie, chyba bym z rozpaczy uciekł z domu! Mama nauczyła się języka niemieckiego w szkole przedwojennej i potem zawsze żyła blisko z kulturą niemiecką, lubiła czytać Tomasza Manna. Już te jej fascynacje były dla mnie podejrzane, choć przecież moją najwcześniejszą lekturą były baśnie braci Grimm! Którymi – oczywiście – byłem zachwycony.
Ale mam też innego pradziadka, też od strony mamy, tym razem jednak od jej matki, nie ojca. To Antoni Bursztyn. Nazwisko długo nie dawało mi spokoju, a gdy kiedyś przeczytałem o pamiętniku jakiegoś Bursztyna z warszawskiego getta, uznałem, iż moja rodzina musi mieć korzenie żydowskie. Dopiero ostatnio wyprowadziła mnie z błędu Kasia,
Post Tryptyk chłopski. III. Mój coming out pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

2 dni temu






English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·