A oto historia Agnes na podstawie wspomnień jej matki, brata i syna.
Agnes Hirsch z domu Eulenburg (1906-1992), czyli jak wielka jest siła miłości
Zacznę od wspomnień jej matki, hrabiny Antonie zu Eulenburg z domu Stolberg-Wernigerode z Drogosz. Wspomnienia te wydał w 1985 roku jej najstarszy syn i brat Agnes, Mortimer na podstawie pamiętników spisanych w latach 1950-1951. Publikacja „Aus sieben Jahrzehnten” składa się z 30 rozdziałów, a poniższy tekst pochodzi z rozdziału 12, który nosi tytuł „Unsere Kinder” („Nasze dzieci”).
„Agnieszka była bardzo zdrowym i radosnym dzieckiem. Dzięki swoim jasnym oczom zyskała od Fritza [ojciec Agnes – przyp. TK] przydomek „lis”. Nauka nie była jej szczególną pasją, ale dzięki znakomitemu nauczaniu panny Tychsen robiła dobre postępy, a egzaminy u panny Krause, choć zawsze stresujące, niezmiennie kończyły się sukcesem. Z wielką przyjemnością uczęszczała na lekcje muzyki.
W obecności wielu drogich gości, 29 marca 1923 roku, po lekcjach u pastora Ewerta, odbyła konfirmację [w kościele katolickim odpowiednik sakramentu bierzmowania – przyp. TK] w Sątocznie. Ołtarz był pięknie udekorowany hortensjami, a ceremonii towarzyszył śpiew chóralny. Otrzymała błogosławieństwo: „Ten, który w tobie rozpoczął dobre dzieło, będzie je kontynuował aż do dnia Jezusa Chrystusa”. Po południu pastorowa Ewert zachwyciła nas swoim śpiewem, a Agnes zagrała na nowym harmonium [instrument muzyczny zwany inaczej fisharmonią – przyp. TK].
Po egzaminach końcowych wcieliła się w rolę sekretarki Fritza, uczyła się stenografii i pisania na maszynie od naszego skarbnika i stała się wielką pomocą dla ojca. Ona i jej przyjaciółka Freda von Hippel postanowiły zdawać maturę (egzamin wstępny na uniwersytet) retrospektywnie [oznacza to, iż progi punktowe, kryteria oceniania lub kwalifikacja do zaliczenia są ustalane lub weryfikowane po zakończeniu testu, na podstawie wyników całej grupy zdających; zatem zamiast sztywnej skali, ocena zależy od tego, jak wypadli inni uczestnicy – przyp. TK], a my nie stanęliśmy im na drodze. Utworzyły czteroosobową grupę z Loną Meyendorff i panną Platzmann, które otrzymywały prywatne korepetycje od nauczyciela. Zamieszkała z miłą panią von Gusovius; później przeprowadziła się do pani Perkuhn. Wspaniale spędzała czas z przyjaciółmi. Na Wielkanoc 1930 roku w końcu zdała maturę, po tym jak pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem. Następnie wyjechała do Anglii, spędziła krótki czas w Paryżu, semestr w Kilonii z Fredą von Hippel, a następnie uczęszczała do szkoły tłumaczy w Mannheim. Stamtąd spędziła interesujące tygodnie w Grenoble i Genewie, a w październiku 1933 roku uzyskała uprawnienia tłumacza języka francuskiego. 16 grudnia 1933 roku wyszła za mąż za Konrada Hirscha. Mieszkali w Mannheim do 1938 roku, a następnie przenieśli się do Argentyny, gdzie stopniowo zbudowali sobie bardzo wygodne życie i prowadzili szczęśliwe życie z trzema synami – życie, które miałem okazję obserwować w 1948 roku. Widziałem, jak Agnes była całkowicie pochłonięta opieką nad mężem i synami [Erwin i Cristobal już nie żyją, natomiast Carlos mieszka w Brazylii – przyp. TK].”
Druga część historii Agnes pochodzi ze wspomnień jej najmłodszego brata Udo. Opublikowane zostały w numerze 18 rodzinnego biuletynu „Eulenburgsche Familien-Nachrichten” z marca 2012 r.
Udo Graf zu Eulenburg – Kiedy, dlaczego i w jaki sposób moja najstarsza siostra Agnieszka została tymczasowo wykluczona z rodziny?
„25 października 1933 roku całą naszą rodziną z Prosny byliśmy w Semper [miejscowość wypoczynkowa na wyspie Rugia – przyp. TK] na ślubie Wernera. Tam Agnieszka oznajmiła rodzicom, iż ona również wychodzi za mąż, a konkretnie za Conrada Hirscha, Żyda z Mannheim. Studiowała tam wówczas francuski i angielski. Conrad był odnoszącym sukcesy hurtownikiem tytoniu, który kupował surowiec od okolicznych rolników, a następnie dostarczał go dużym przetwórcom, takim jak Brinkmann w Bremie. Cóż, oświadczyny były ogromnym szokiem dla mojego ojca, matki i rodzeństwa. Ale nie dla mojej najmłodszej siostry Else i mnie. Nie zostaliśmy o tym w ogóle poinformowani, nie mówiąc już o pytaniu o zdanie, bo byliśmy jeszcze za młodzi. Oczywiście zauważyliśmy zmianę nastroju. Powód jednak pozostał dla nas tajemnicą. Późniejsze dyskusje w pałacu w Prośnie, poprzedzające decyzję ojca, odbywały się zawsze wieczorami, kiedy Else i ja już spaliśmy. Wreszcie, werdykt mojego ojca:
1. Agnieszka zostaje wykluczona z rodziny i wydziedziczona.
2. Ma zakaz ponownego wjazdu do Prosny.
3. Wszelkie kontakty z nią są zabronione.
4. Jedynym wyjątkiem jest matka. Może ona skontaktować się z Agnieszką, jeżeli znajdzie się w trudnej sytuacji.
Całe rodzeństwo, od Mortiego do Armgard, zgodziło się z tą decyzją. najważniejsze pytanie pozostaje: Skąd ta straszliwie ostra reakcja? Jakie były jej motywy?
Po pierwsze (1) – pruska szlachta nie była antysemicka. Ale związek małżeński był absolutnie niezgodny z ich ścisłym poczuciem klasy. Utrwalony przez wieki kodeks honorowy wymagał w takim przypadku konsekwencji. W 1933 roku nazistowski gauleiter Koch rozpoczął polityczną kampanię oszczerstw wobec Ojca, aby zniszczyć jego reputację i wpływy w prowincji. Przeszukania domów przez Gestapo, wynajęci »świadkowie« w procesach sądowych, brutalna nazistowska kampania prasowa i areszt tymczasowy w więzieniu w Królewcu były metodami mającymi na celu stworzenie wrażenia, iż hrabia Eulenburg-Prassen jest skorumpowany. Akt oskarżenia został sfabrykowany i twierdził, iż Ojciec, jako asesor w komisji przyznającej dotacje dla przedsiębiorstw rolnych z państwowego funduszu tzw. Pomocy Wschodniej, faworyzował przyjaciół o swoich przekonaniach politycznych.
Po drugie (2) – to, iż małżeństwo jego córki z Żydem w tamtym czasie dostarczyłoby gangowi Kocha pożądanej amunicji, było oczywiste. Chociaż punkt (1) był decydujący dla Ojca, to jej rodzeństwo, a także matka, argumentowali za zerwaniem z nią ze względu na punkt (2).
Teraz nadszedł przełomowy moment. Else i ja wciąż nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Mniej więcej tydzień po powrocie z Semper, po kolacji zostaliśmy wezwani do salonu, w koszulach nocnych. Mieliśmy pożegnać się z Agnieszką. Wyjeżdżała następnego ranka. Co się, u licha, działo? Co oznaczały te łzy, ten namacalny smutek? Dopiero gdy obudziłem się w nocy przy głośnej rozmowie w sypialni rodziców – mój pokój był tuż obok – usłyszałem wszystko. Matka gorzko płakała i próbowała przekonać ojca do rozważenia łagodniejszego rozwiązania. Po długich kłótniach decyzja ojca pozostała w mocy. Teraz wiedziałem, co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku dni. Rano podbiegłem do okna i zobaczyłem Agnes z Mortim jadącymi do Korsz na pociąg. Morti został wysłany do Berlina, aby przekazać Agnes Conradowi i poinformować go o decyzji rodziny. Agnieszka wyszła za mąż w Mannheim 16 grudnia 1933 roku. Jak to często bywa w przypadku tak doniosłych wydarzeń, krążyły plotki, iż Matka potajemnie tam pojechała. To jest zupełnie nie do pomyślenia. Nigdy by tego nie zrobiła wbrew swojemu mężowi. jeżeli ktokolwiek z rodziny tam był, to Botho z Bednarek [miejscowość w pow. ostródzkim, która w latach 1918-1945 należała do rodziny Eulenburg – przyp. TK]. Studiował politologię w Heidelbergu i bardzo lubił Agnes. Nie był związany decyzją podjętą w Prośnie. Rozstanie z siostrą bardzo mnie wtedy dotknęło.
Nadszedł rok 1937. 20 marca ojciec zginął w wypadku. Historia głosi, iż Agnieszka przyjechała samochodem na pogrzeb 24 marca. Została jednak zatrzymana na granicy Prus i odesłana do Mannheim. To nie może być prawdą, bo nie było żadnych punktów kontrolnych. Byłem zaangażowany w organizację pogrzebu, a oni mieli pełne ręce roboty z powodu ogromnej liczby żałobników. Inna wersja głosiła, iż siedziała incognito w kościele, odziana w czarny welon, jest skrajnie nieprawdopodobna. Tym bardziej, iż była w tym czasie w szóstym miesiącu ciąży. Conrad został aresztowany w tym samym roku (1937r.) i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Chociaż masowe deportacje jeszcze się wtedy nie rozpoczęły, eliminacja Conrada z pewnością odpowiadała klikom partyjnym z NSDAP, które miały oko na jego lukratywną firmę. Agnieszka napisała do Matki o aresztowaniu. Teraz kryterium »potrzeby« zostało spełnione. Matka nawiązała kontakt i również odwiedziła Mannheim. To złagodziło bolesne napięcie między nimi obojgiem, mimo iż obawy nie zniknęły.
Podczas »Nocy Kryształowej« w listopadzie 1938 roku SA splądrowało mieszkanie Agnes. W 1939 roku niebo coraz bardziej ciemniało od nazistowskiego rasizmu. Co więcej, Conrad cierpiał niewyobrażalnie w Buchenwaldzie, stale narażony na śmiertelne niebezpieczeństwo. Dlatego Agnes zdecydowała się na desperacką próbę jego uwolnienia. Zwróciła się o pomoc do szefa berlińskiej policji, generała SS von Helldorfa. Znali się już wcześniej. Oczywiście, miał on szerokie koneksje i faktycznie osiągnął następujące rozwiązanie: Agnes miała zdobyć w Hamburgu bilety na statek dla Conrada, dla siebie, dla swoich synów Erwina (ur. 1 sierpnia 1935 r.) i Cristobala (ur. 28 czerwca 1937 r.), a także dla teściowej, przewieźć tam cały bagaż, a następnie pojechać do Buchenwaldu. Tam Conrad miał zostać jej przekazany. Następnie musieli opuścić Niemcy w ciągu 24 godzin. Miejscem docelowym było Buenos Aires, gdzie jego stary wujek [Alfredo Hirsch – przyp. TK] był właścicielem ogromnej, światowej firmy handlowej Bunge and Born. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ale Agnes poradziła sobie ze wszystkim dzięki swojej ogromnej energii.
W przeciwnym razie Conrad prawdopodobnie by nie przeżył obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Wszystko zostało zaplanowane tak, aby statek wypłynął w ciągu wyznaczonych 24 godzin. Ale… dopóki nie dotarli do portu docelowego, wciąż istniało ryzyko ponownego aresztowania. Przez ten czas statek był uważany za terytorium niemieckie, a kapitan miał uprawnienia policyjne. Dopiero kiedy w końcu udało im się wysiąść w Montevideo, aby przeprawić się do Buenos Aires, ich ucieczka była kompletna. Tam, w Argentynie, pierwszym zadaniem była nauka hiszpańskiego. Wszyscy przeszli na katolicyzm. Chcieli wykorzenić wszystko, co niemieckie i stać się całkowicie Argentyńczykami. To z pewnością nie była łatwa, ale bardzo ważna decyzja. Conrad dołączył do kompanii »Don Alfredo« [chodzi o firmę Alfreda Hirscha, który pomógł sprowadzić ich do Argentyny i zaopiekował się małżeństwem z dziećmi – przyp. TK], musiał piąć się po szczeblach kariery od dołu do wysokiej rangi dyrektora. Trzeci syn, Carlos, urodził się 28 maja 1942 roku.
W 1945 roku, wraz z końcem wojny, pewna epoka również dobiegła końca. Co było teraz ważne, co już nie? Utrata wschodniopruskiej ojczyzny wymagała całkowitej reorientacji. A tym, co w naszym kontekście straciło na znaczeniu, było wykluczenie Agnieszki z rodziny. W maju 1948 roku zaprosiła Matkę do Buenos Aires. Tygodnie spędzone tam z Conradem przyniosły również pewną ulgę. Mama po raz pierwszy leciała samolotem i po raz pierwszy była w tak zakorkowanym mieście. Kiedy Agnieszka chciała z nią przejść przez ulicę, Mama zawsze się wahała, na co Agnieszka odpowiadała po prostu: »Nie martw się, Mamo, nie wolno im nas przejechać«. Agnes później dość często przyjeżdżała do Niemiec. Jej trasa obejmowała głównie Kröppelshagen, Kiesby, Dörphof i Bielefeld [są to miejscowości, gdzie mieszkali członkowie rodziny Eulenburg – przyp. TK]. Ona i Conrad dwukrotnie zatrzymali się u nas na kilka dni [tj. w Bielefeld, gdzie mieszkał Udo i jego żona Carola – przyp. TK]. Jego kontakt był serdeczny i bardzo interesujący. Powiedział, iż łatwo mu było do nas przychodzić w swobodnej i nieformalnej atmosferze, ponieważ, w przeciwieństwie do innych, nie należałem do dawnego frontu przeciwko niemu. Prowadziliśmy ożywioną korespondencję, która jednak stanowiła dla nas zagadkę z powodu jego przerażającego charakteru pisma. Conrad zmarł 16 września 1984 roku. Agnes zmarła 6 marca 1992 roku.
Poznaliśmy Erwina [najstarszy syn Conrada i Agnes, który był znanym chirurgiem amerykańskim; zmarł w 2008 roku – przyp. TK] w 1980 roku na setnych urodzinach Mamy, Antonie. Odebrałam go z samolotu w Fulsbüttel i od razu nawiązaliśmy kontakt. W kolejnych latach często odwiedzał Bielefeld. Następnie, w sierpniu 2001 roku, on i Susan wzięli udział w wielkiej trasie po Prusach Wschodnich. Oboje z euforią zanurzyli się w życiu całej rodziny, jakby od zawsze byli jej częścią. To bardzo nas uszczęśliwiło”.
Trzecia część historii Agnes pochodzi ze wspomnień jej najstarszego syna Erwina, wspieranego przez młodszych braci, Cristobala i Carlosa juniora. Opublikowane zostały w numerze 6 rodzinnego biuletynu „Eulenburgsche Familien-Nachrichten” z marca 2006 roku. Oto fragmenty tych wspomnień:
„Z euforią podjęliśmy wyzwanie napisania o naszej mamie, której setne urodziny obchodzimy w tym roku. (…) Kiedy wyemigrowaliśmy do Argentyny w 1939 roku, napotkaliśmy tam liczną, zamożną społeczność niemiecką. Nauka lokalnego języka nie była powszechna. Rodzice postanowili, iż dopóki nie będą biegle władać hiszpańskim, będą go używać na co dzień... I opanowali go! W 1947 roku nasi rodzice kupili dom weekendowy »La Quinta«, około 40 km od Buenos Aires. Aby to miejsce było przytulne, niezbędne były dwie rzeczy: psy i konie! Oto historia naszego pierwszego konia, »Firpo« [nazwa konia pochodzi od Luisa Angela Firpo, który był znanym argentyńskim bokserem – przyp. TK]. Moi rodzice poznali pruskiego dżentelmena, pana Sandelowskiego [być może tożsamy z handlarzem koni w Rastenburgu – przyp. TK], który prowadził stadninę koni 20 km od Quinty. Polecił konia, dużego i silnego, który podobno wcześniej służył w argentyńskiej kawalerii! Gdy koń i siodło zostały opłacone, pojawiło się pytanie, jak Firpo dostanie się do swojej nowej stajni. Otóż, przez wiele godzin, w korkach, po brukowanych i gruntowych drogach, mama jechała na swoim Firpo do jego nowego domu, a mój ojciec jechał za nią samochodem. W kolejnych latach, kiedy spędzaliśmy wakacje w Quincie i nie było wolnego samochodu, wciąż żywo pamiętam, jak mama jeździła konno do najbliższej wioski w każdą pogodę, żeby zrobić zakupy lub zadzwonić. Dla nas było to całkowicie normalne, ale nigdy nie widzieliśmy innej kobiety robiącej to samo. (…). W latach 50. pozwolono mi brać lekcje latania i niedługo potem otrzymałem licencję! Latanie tymi dwumiejscowymi samolotami pokrytymi materiałem było fantastyczne, a jeszcze lepsze, gdy ktoś się pojawił. Pewnego dnia mama zapytała: »Kiedy mnie ze sobą zabierzesz?«. I tak odbyliśmy długi lot, przelatując nad wszystkimi dobrze nam znanymi miejscami! Minęło prawie 20 lat, zanim mogliśmy powtórzyć to doświadczenie, tym razem w dużym, metalowym samolocie. Nasz ojciec Conrad uwielbiał natkę pietruszki z ryżem, makaronem lub ziemniakami. Jak to często bywa, spędzaliśmy weekend w Quincie z naszymi trzema synami, którzy sumiennie myli już ręce przed obiadem, gdy blady kucharz poinformował panią Agnes, iż nie ma natki pietruszki. Mama zastanowiła się przez chwilę, a potem wysłała Monikę w kąt parku, gdzie rosła świeża trawa, żeby ją skosiła. Po chwili wszyscy szczęśliwie siedzieliśmy przy stole. Mama była całkiem zadowolona, podczas gdy jej głodna rodzina pochłaniała całe puree ziemniaczane z posiekaną trawą ogrodową. Nic nie musi być trudniejsze dla matki niż opuszczenie domu przez dzieci, a staje się to szczególnie trudne, gdy przeprowadzają się daleko, a sporadyczne wizyty stają się niepewne. Sytuacja ta powstała, gdy w 1959 roku ogłosiłem, iż zamierzam wyjechać do Stanów Zjednoczonych, aby studiować chirurgię przez co najmniej pięć lat! Dni i tygodnie poprzedzające mój wyjazd były zbyt zajęte, aby myśleć o uczuciach innych. Nadszedł ostatni dzień, przyjaciele i rodzina zebrali się na statku na pożegnalny drink, a ja wypłynąłem w rejs. Dopiero po kilku tygodniach rozpakowywania znalazłem kopertę z przepiękną kartką z czerwonymi różami i napisem: »Bóg jest Twoim drugim pilotem«. Filozofia i nauki mamy: - Nie zadawaj pytań, które zmuszą innych do kłamstwa. - Dobre rzeczy, o których marzymy, nigdy nie będą tak łatwe i piękne, jak sobie wyobrażamy. - Trudne czasy nigdy nie będą tak złe, jakie mogłyby być. - Akceptuj rzeczy, których nie możesz zmienić. Zachęcała nas do walki do samego końca, do tego, by nigdy się nie poddawać, dopóki pozostało szansa – w sporcie, w nauce i w konfliktach wszelkiego rodzaju. Kilka miesięcy po śmierci naszego ojca, mama postanowiła spędzić Boże Narodzenie 1984 roku w São Paulo w Brazylii. Tam dzieci Carlosa i Moniki wątpiły w istnienie Świętego Mikołaja. Aby jednak zachować tę piękną historię, mama zatrudniła Świętego Mikołaja. Otrzymał on prezenty, które rozdał wszystkim, w tym mamie! choćby dziś, ponad 20 lat później, Carlos i jego rodzina wspominają zaskoczenie mamy i mówią: »Teraz naprawdę wierzymy w Świętego Mikołaja!«. (…). Pisanie długich listów było dla mojej matki najwspanialszą i najważniejszą rzeczą! Patrząc wstecz, żałuję, iż ich nie zebrałem. Około 1990 roku jej wzrok zaczął szwankować i czasami brakowało jej energii, by napisać sześć czy siedem stron. W swoim ostatnim liście do nas, do Marblehead [miejsce zamieszkania Erwina Hirscha w USA – przyp. TK], napisała kilka zdań po hiszpańsku, a kilka po angielsku. Wspomniała o swojej niezdolności do pisania; o wielkiej radości, iż jej trzej synowie są szczęśliwie małżeństwem i jakie wspaniałe synowe i wnuki ma! Mogła odejść szczęśliwie w spokoju! Nie potrafię tego wyjaśnić, ale ten list był przechowywany w różnych miejscach przez lata, a teraz ma swoje stałe miejsce w pudełku »wraz z resztą pamiątek zu Eulenburg«. (…). Pod koniec życia, po szpitalu i intensywnej terapii, zdając sobie sprawę, iż jakość jej życia się pogarsza, zapytała: »Czy jesteś pewien, iż cały ten wysiłek, poświęcony czas, pieniądze, ból i niedogodności, jest tego wart?«. Kiedy Cristobal uznał, iż ma adekwatną odpowiedź, uprzedziła go, mówiąc z lekceważącym uśmiechem: »Nie okłamuj mnie tak, jak robi to rząd«.
Agnes z synami-Cristobal, Carlos i Erwin, fot. z 1943r.
Agnes, fot. z 1960r.Opr. Tadeusz Korowaj
PS. Dziękuję Friedrichowi zu Eulenburg za udostępnienie materiałów i fotografii.

2 tygodni temu









English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·