Ta sprawa bulwersuje. Sąd wydał wyrok

1 godzina temu

Wydarzenia, które w minionym tygodniu znalazły swój finał w słupeckim sądzie, miały miejsce 13 kwietnia zeszłego roku. Późnym popołudniem na chodniku przy ul. Kopernika w Słupcy, w pobliżu Żabki, zaatakowany został Paweł Kolasa. – Dwaj mężczyźni podeszli do Pawła i od razu zaczęli jednocześnie go bić. Uderzali go rękoma po głowie i tułowiu – na naszych łamach opisywała Karolina Tamborska, kierowniczka Warsztatu Terapii Zajęciowej, którego Paweł jest podopiecznym. W tym momencie siedziała w samochodzie zaparkowanym przy sklepie. Od razu wybiegła z auta ratować Pawła. – Napastnicy nie zważali na mnie, tylko cały czas bili Pawła – opisywała. Po chwili ze sklepu wyszedł jej partner. Kiedy zobaczył, co się dzieje, natychmiast ruszył z pomocą. – Kiedy Cezaremu udało się oddzielić jednego napastnika, drugi podchodził i bił Pawła, tak na zmianę. Po dłuższej chwili oddzielił ich od Pawła i wtedy Paweł upadł na chodniku tracąc przytomność – opisywała Karolina. Po chwili podeszła do nich młoda dziewczyna, która przejeżdżała tamtędy. Udzielanie pomocy Pawłowi nie było jednak łatwe. – Ci mężczyźni cały czas nam przeszkadzali i przez cały czas próbowali atakować Pawła – mówiła Karolina. Po chwili na miejscu zdarzenia pojawiła się karetka pogotowia. Zespół ratownictwa medycznego jechał akurat do innego zdarzenia na ul. Kopernika. Cezary zatrzymał jadący na sygnale ambulans i poprosił o pomoc. Jeden z ratowników pojechał do pierwotnego zdarzenia, drugi został, by pomóc Pawłowi. Nie miał jednak łatwego zadania. – Na chodniku leżał mężczyzna. Już był przytomny, jednak nie było z nim kontaktu logicznego – zeznał później ratownik. Opisał też, w jakich warunkach przyszło mu udzielać pomocy pokrzywdzonemu. Zeznał, iż jeden z mężczyzn wulgarnie go wyzywał. – Jesteś najeb…, jesteś popierd…, naucz się ratować – jak zeznał ratownik, m.in. takie słowa mężczyzna kierował do jego adresem. – Sytuacja była trudna, nie mogłem przez niego skupić się na pomocy. Potem jeszcze jak zbierałem wywiad medyczny to ten starszy mężczyzna zaczął mnie szarpać za ręce i odpychać – zeznał ratownik medyczny. Paweł karetką został zabrany do szpitala. – My przez cały czas czekaliśmy na policję. Na miejscu byli też obaj napastnicy. Ten starszy powiedział do mnie – cytuję: „jak zgłosisz to na psy to masz przeje…” – mówiła Karolina. Choć cały czas bała się o siebie, swojego partnera oraz dziewczynę, która im pomagała, cierpliwie czekała na przyjazd policji. Mundurowi skuli w kajdanki obu mężczyzn i zabrali na komendę.

Paweł trafił do słupeckiego szpitala. Miał wybity ząb – górną jedynkę i potłuczenia twarzy oraz tułowia. Był jednak w stanie złożyć zeznania. – Idąc w stronę bloku z placu zabaw wyszło dwóch nieznanych mi mężczyzn. Jeden od razu uderzył mnie w twarz z otwartej dłoni, nie pamiętam który. Za chwilę obaj mężczyźni zaczęli mnie razem pięściami bić po głowie i tułowiu. Tak się zestresowałem, iż nie pamiętam, czy oni coś do mnie mówili. Z tego co pamiętam to ja się przewróciłem na chodnik i oni przez cały czas mnie bili razem. Jeden z mężczyzn zabrał mi moje klucze od mieszkania z kieszeni kurtki, pamiętam jak mi je pokazywał machając nimi i śmiał się – Paweł powiedział policjantom, którzy przyjechali do szpitala go przesłuchać. – Ja nie znam tych mężczyzn, nie wiem, czemu mnie pobili, jaki był powód – dodał.

Jak się okazało, zatrzymani mężczyźni to ojciec i syn. Obaj byli pijani. Ojciec na komendzie wydmuchał ponad 2 promile, syn ok. 2,5 promila. Syn nie przyznał się do winy. – Z tego co pamiętam, ale mam tylko przebłyski, to ja już dokładnie nie umiem określić, czy ten mężczyzna odezwał się do mojego taty, czy to tata coś do niego powiedział. Ja nie pamiętam jakich słów kto użył. Mój tata uderzył mężczyznę z otwartej dłoni w twarz, więcej nie pamiętam. Pamiętam, jak przyjechało pogotowie, a po chwili policja, zostaliśmy zakuci w kajdanki – podczas przesłuchania w komendzie powiedział młodszy z zatrzymanych.

Jego ojciec przyznał się do bicia. – Ja już dokładnie nie pamiętam, on chyba coś do mnie powiedział, ale ja nie wiem co, ja go uderzyłem z otwartej ręki w twarz, potem już nie pamiętam – zeznał. Dodał, iż nie pamięta, czy jego syn też bił tego mężczyznę. – Bardzo żałuję tego co zrobiłem, proszę Sąd o łagodny wymiar kary – powiedział na koniec przesłuchania.

Zarówno ojciec, jak i syn zostali oskarżeni o pobicie. Ojciec dodatkowo o naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie funkcjonariusza publicznego – ratownika medycznego. W sierpniu zeszłego roku słupecki sąd wydał w tej sprawie wyrok nakazowy. Prokurator wniósł sprzeciw, dlatego sprawa trafiła na rozprawę. Pierwsza odbyła się w połowie grudnia. Starszy z oskarżonych w sądzie się nie pojawił. Obecny był jego syn, który podtrzymał swoje stanowisko. – Nie przyznaję się do bicia, bo ja go nie biłem. Nie chcę składać wyjaśnień – powiedział w sądzie.

Na kolejną rozprawę nie przyszedł żaden z oskarżonych. Sąd przesłuchał wówczas ratownika medycznego, który udzielał pomocy Pawłowi. W miniony wtorek ogłoszono wyrok w tej sprawie. Obaj oskarżeni zostali uznani za winnych zarzucanych czynów. Starszy z nich za pobicie Pawła oraz naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie ratownika dostał łącznie rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 4 tys. zł grzywny. Jego syn za pobicie Pawła dostał 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 3 tys. zł grzywny. Obu sąd zobowiązał do zapłaty po 4 tys. zł pobitemu mężczyźnie. Dodatkowo, starszy z mężczyzn ma zapłacić 2 tys. zł ratownikowi medycznemu. Obu oskarżonych sąd zobowiązał do powstrzymywania się od nadużywania alkoholu i oddał pod dozór kuratora. Ponadto, obaj mają pokryć koszty sądowe.

Sąd dał oskarżonym szansę, żeby zrozumieli, iż ich zachowanie było naganne – mówiła sędzia, uzasadniając wyrok. Podkreślała, iż o ile oskarżeni nie wykonają obowiązków nałożonych przez sąd, kara może zostać odwieszona. Może się tak stać np. w przypadku, gdyby nie zapłacili zasądzonych kwot, albo gdyby nie zastosowali się do nakazu powstrzymania od nadużywania alkoholu. – Kara jest zawieszona pod warunkiem, iż oskarżeni wyciągną wnioski. o ile nie, sąd może w każdej chwili zarządzić jej wykonanie – zaznaczyła sędzia.

Wydany w miniony wtorek wyrok nie jest prawomocny.

Na zdjęciu Karolina Tamborska i Paweł Kolasa.

Idź do oryginalnego materiału