Szybko, nielegalnie i na haju. Weekendowa przejażdżka zakończyła się celą

18 godzin temu

Sobota, chwilę przed północą, ulica Krakowska. Policjanci sprawdzają prędkość przejeżdżających aut. Wtedy na radar wpada volkswagen, który najwyraźniej pomylił miejską ulicę z torem wyścigowym.

W miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h, kierowca pędził 88. Funkcjonariusze dali sygnał do zatrzymania – samochód zjechał na pobocze, a kierowca uchylił szybę. I wtedy zrobiło się „aromatycznie”.

Zapach, który mówi więcej niż słowa

Z wnętrza auta wyraźnie czuć było marihuanę. Za kierownicą siedział 36-letni rzeszowianin. Szybkie sprawdzenie danych przyniosło kolejne niespodzianki: mężczyzna nie miał prawa jazdy.

Na tym nie koniec. W rozmowie z policjantami sam przyznał, iż wcześniej zażywał niedozwolone substancje.

Zestaw wykroczeń był kompletny: nadmierna prędkość, brak uprawnień i podejrzenie jazdy pod wpływem narkotyków. Kierowca został zatrzymany, a do dalszych badań pobrano mu krew. Noc spędził w policyjnej izbie zatrzymań.

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału zajmującego się przestępstwami drogowymi.

Szybki wyrok, szybka cela

W poniedziałek Sąd Rejonowy w Rzeszowie zdecydował o 10 dniach aresztu. To czas potrzebny m.in. na uzyskanie wyników badań laboratoryjnych.

Jeśli potwierdzi się obecność narkotyków w organizmie kierowcy, 36-latek usłyszy kolejne zarzuty.

Ta historia to gotowy przykład, jak jedna nieodpowiedzialna decyzja potrafi zamienić sobotni wieczór w sądowy poniedziałek. Prędkość, brak prawa jazdy i narkotyki – taki „pakiet” niemal zawsze kończy się podobnie.

Tym razem dziesięcioma dniami za kratami.

Idź do oryginalnego materiału