Szczęśliwy finał zaginięcia na Majorce. Rodzina: „Niektórzy woleliby bardziej dramatyczne zakończenie”

8 godzin temu

Jest szczęśliwy finał. 33-letnia Anna, pochodząca z Ostrowitego Prymasowskiego pod Gnieznem, która od połowy kwietnia była poszukiwana na Majorce, odezwała się do bliskich. Kobieta żyje i jest cała. Do kontaktu doszło dzięki przypadkowej kobiecie, która rozpoznała Annę w sklepie i pokazała jej reportaż TVN „UWAGA!”.

My – rodzina i przyjaciele – właśnie na takie zakończenie czekaliśmy. Na SZCZĘŚLIWE zakończenie! – piszą bliscy w oficjalnym komunikacie.

Dziękują fundacjom, detektywowi Dawidowi Burzackiemu, dziennikarzom i wszystkim obcym ludziom, którzy zaangażowali się w poszukiwania. Ale nie kryją też gorzkich refleksji.

Ciemna strona internetowego śledztwa

Rodzina nie pozostawia suchej nitki na komentujących, którzy przez ostatnie tygodnie snuli najbardziej ponure scenariusze.

Czytaliśmy wszystkie obrzydliwe komentarze na temat Ani. Komentarze od osób, które w żaden sposób nie znają drugiej osoby. Wszystkie komentarze mówiące wprost: „przecież ona nie żyje”, „poszła na organy”. Insynuacje, które z prawdą mają nic wspólnego – piszą.

Dodają z żalem:

Więcej było mowy nienawiści i snucia niżeli zwykłego wsparcia.

Ich zdaniem niektórzy komentujący woleliby, aby zakończenie było bardziej dramatyczne.

Szok! – podsumowują.

Co można zrobić w takiej sytuacji?

Z jednej strony – ogromna radość, iż Anna żyje. Z drugiej – pytania, które w dobie internetu i natychmiastowej komunikacji wydają się wręcz niewyobrażalne. Bo jeżeli rozmowa z bratem urywa się nagle w połowie wymiany wiadomości – to naturalny odruch nakazuje dać znać, iż wszystko jest w porządku. choćby jeżeli straciło się telefon. Anna straciła paszport, dokumenty i komórkę. Rozumiemy chaos i stres. Ale od 17 kwietnia do 3 czerwca minęło ponad sześć tygodni. W tym czasie można było:

  • poprosić kogokolwiek w sklepie, na ulicy, w hostelu o wysłanie krótkiej wiadomości do rodziny – przez e-mail, Facebooka, Messenger, WhatsApp,

  • udać się na policję i poprosić funkcjonariuszy o pomoc w kontakcie z bliskimi – to jeden z podstawowych obowiązków służb,

  • napisać list. Zwykły list. Adres brata czy rodziców zna każdy. List z Majorki do Polski idzie 3-4 dni,

  • skontaktować się z polskim konsulatem – nie po to, by wyrabiać nowy paszport, ale by po prostu dać znać, iż żyje się i ma się dobrze.

Tymczasem, jak wynika z relacji rodziny, Anna w zeszłym tygodniu była na komisariacie. Osobiście. W tym samym czasie hiszpańska policja oficjalnie ją poszukiwała. I nikt nie skojarzył faktów.

Porażka systemu czy brak odpowiedzialności?

Rodzina nie kryje rozczarowania hiszpańską policją.

Wtopa totalna – piszą wprost. Prosili Anię, aby odwiedzała ich co kilka dni na komisariacie w celu ustalenia czy odnaleziono jej rzeczy. Tak też robiła. Będąc w zeszłym tygodniu na komisariacie, była już osobą poszukiwaną od kilku tygodni.

To rodzi pytanie: jak to możliwe, iż młoda kobieta regularnie zgłasza się na komisariat, a nikt nie sprawdza, iż figuruje w systemie jako zaginiona? I dlaczego sama Anna – wiedząc, iż rodzina na pewno szuka kontaktu – nie poprosiła policjantów o pomoc w nawiązaniu tej łączności?

Apel na przyszłość

Rodzina zapowiada, iż to ich jedyny komentarz. Nie chcą już uczestniczyć w internetowym procederze oceniania i krytykowania.

Żyjmy i dajmy żyć innym w sposób jaki chcą. Jesteśmy dorosłymi ludźmi – apelują.

Jednocześnie wysyłają ogrom siły i wsparcia wszystkim rodzinom, które wciąż czekają na swoich bliskich. Bo nie każda historia kończy się tak szczęśliwie.

A nam pozostaje refleksja: w czasach, gdy każdy ma w kieszeni urządzenie mogące w sekundę połączyć z drugim końcem świata, milczenie przez sześć tygodni budzi więcej pytań niż odpowiedzi. I choć cieszymy się, iż Ania wróciła do bliskich cała i zdrowa – to od wszystkich nas zależy, czy następnym razem zamiast nienawiści pojawi się konstruktywna pomoc. I czy służby zaczną działać szybciej niż media.

Idź do oryginalnego materiału