Świat według Marcusa: Koniec internetowej patologii? Za patostreaming można trafić do więzienia

wschodni24.pl 1 godzina temu

Internet przez lata miał być przestrzenią wolności. Miejscem, w którym każdy może mówić, pokazywać, komentować i tworzyć. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy wolność mylona jest z prawem do poniżania innych, przemocy, znęcania się nad zwierzętami czy zarabiania na ludzkim upokorzeniu.

Od dziś państwo mówi w tej sprawie wyraźnie: dość.

W niedzielę wchodzą w życie przepisy penalizujące patostreaming. Za publiczne rozpowszechnianie w internecie treści przedstawiających między innymi przestępstwa godzące w dobra osobiste, przemoc wobec zwierząt czy poniżające traktowanie człowieka będzie groziło choćby do trzech lat więzienia.

Jeżeli bohaterem takich materiałów będzie osoba poniżej 18. roku życia, kara może wynieść choćby pięć lat pozbawienia wolności.

I bardzo dobrze.

Bo przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do rzeczy, do których nigdy nie powinniśmy się przyzwyczaić.

Patologia stała się biznesem

Patostreaming nie narodził się dlatego, iż nagle pojawiła się grupa ludzi chcących robić z siebie widowisko. On rozwinął się dlatego, iż znalazła się publiczność.

Jedni krzyczeli.

Drudzy bili.

Jeszcze inni upokarzali siebie albo osoby znajdujące się obok.

A tysiące widzów patrzyły.

Czasami płaciły.

Kilka złotych. Dziesięć. Dwadzieścia. Kolejny „donejt” i następne zadanie do wykonania.

W ten sposób internetowa patologia zaczęła zamieniać się w całkiem dochodowy biznes.

Im bardziej szokująco, tym więcej wyświetleń. Im większa awantura, tym większe zainteresowanie. Im bardziej przekraczane były granice, tym większe zasięgi.

Algorytmy nie pytały przecież o moralność.

Liczyły kliknięcia.

Odpowiedzialność nie tylko dla osoby przed kamerą

Nowe przepisy mają znaczenie również dlatego, iż odpowiedzialność nie musi kończyć się na człowieku występującym przed kamerą.

Konsekwencje mogą ponosić także osoby pomagające w tworzeniu takich transmisji, organizujące je czy namawiające innych do określonych zachowań.

Ważna pozostało jedna rzecz.

Samo nagranie nie przestaje być problemem w chwili zakończenia transmisji.

Bo później pojawiają się fragmenty.

Rolki.

„Shoty”.

Kompilacje.

Reposty.

I czasami właśnie drugi albo trzeci publikujący powoduje, iż film, który zobaczyło początkowo kilkadziesiąt osób, trafia nagle do setek tysięcy odbiorców.

Nowe regulacje mają więc obejmować również publiczne rozpowszechnianie takich treści.

Nie oznacza to oczywiście, iż każde kliknięcie „udostępnij” automatycznie zakończy się postępowaniem karnym. Znaczenie będzie miała między innymi społeczna szkodliwość czynu, charakter materiału czy skala jego rozpowszechnienia.

A co z mediami?

To również ważne pytanie.

Czy dziennikarz pokazujący fragment patologicznego nagrania w materiale interwencyjnym powinien obawiać się odpowiedzialności?

Nie taki jest cel tych przepisów.

Wyłączone mają być działania prowadzone między innymi w ramach działalności prasowej, edukacyjnej, naukowej, artystycznej lub podejmowane w interesie publicznym.

Bo czym innym jest pokazanie fragmentu nagrania po to, aby powiedzieć:

„Zobaczcie, z jakim problemem mamy do czynienia”,

a czym innym wrzucenie tego samego filmu z podpisem:

„Ale akcja! Zobaczcie do końca!”,

tylko po to, żeby nabić sobie kolejne tysiące wyświetleń.

I ta różnica jest fundamentalna.

Patostreamerzy uciekają tam, gdzie kontrola jest mniejsza

Największym wyzwaniem może być jednak nie samo prawo, ale jego egzekwowanie.

Część twórców patologicznych treści już dawno zaczęła przenosić się z największych serwisów społecznościowych do miejsc, w których moderacja jest słabsza albo można tworzyć zamknięte społeczności.

Kick.

Telegram.

Discord.

Zamknięta grupa nie oznacza jednak automatycznie bezkarności.

Internet dawno przestał być anonimowym pokojem bez drzwi i okien. Ślad cyfrowy zostaje, a fakt, iż transmisja odbywa się na zagranicznej platformie, nie musi oznaczać, iż polskie prawo przestaje mieć znaczenie.

Szczególnie wtedy, gdy przekaz kierowany jest do odbiorców w Polsce.

Najbardziej niepokojące są dzieci

W całej tej historii jest jednak coś znacznie bardziej niepokojącego niż zarobki patostreamerów.

Ich widownia.

Według danych NASK opublikowanych w raporcie „Nastolatki” jesienią 2025 roku, w ciągu wcześniejszych dwunastu miesięcy patostreamy oglądał co czwarty nastolatek w Polsce.

Co czwarty.

Warto zatrzymać się przy tej liczbie.

Bo jeżeli młody człowiek przez wiele godzin ogląda świat, w którym poniżanie człowieka staje się zabawą, przemoc spektaklem, a wulgarność sposobem na popularność, granica między normalnością a patologią zaczyna się przesuwać.

Najpierw coś szokuje.

Później śmieszy.

Na końcu staje się zwyczajne.

I właśnie tego powinniśmy bać się najbardziej.

Sam Kodeks karny internetu nie naprawi

Czy nowe przepisy rozwiążą problem?

Nie.

Ustawa nie zastąpi rodzica.

Kodeks karny nie zastąpi edukacji.

Policjant nie będzie siedział obok każdego nastolatka trzymającego telefon.

Potrzebna jest również znacznie szybsza reakcja platform internetowych. Materiał przedstawiający przemoc czy upokorzenie nie powinien przez wiele godzin lub dni zbierać kolejnych wyświetleń tylko dlatego, iż świetnie „niesie się” w algorytmach.

Przed nami więc kolejna dyskusja: ile odpowiedzialności za internetową patologię powinny ponosić platformy, które na niej zarabiają?

Bo trudno udawać, iż nie widzą problemu.

Widzą.

Każde wyświetlenie.

Każdą reakcję.

Każdy komentarz.

Każdą sekundę oglądania.

Każdy z nas ma przycisk „stop”

Jest jeszcze coś.

Najłatwiej powiedzieć:

„Niech państwo coś z tym zrobi”.

„Niech policja ich zamknie”.

„Niech Facebook albo TikTok to usunie”.

Tylko iż patostreamer bez widowni przestaje być patostreamerem.

Nie oglądaj.

Nie podawaj dalej dla żartu.

Nie wrzucaj fragmentu tylko dlatego, iż jest szokujący.

Nie płać człowiekowi kilku złotych za to, żeby poniżył siebie albo kogoś obok.

Zgłaszaj.

Bo być może największą karą dla internetowej patologii wcale nie będzie trzy czy pięć lat więzienia.

Być może będzie nią coś znacznie prostszego.

Brak publiczności.

I oby nowe przepisy były początkiem końca czasów, w których człowiek mógł zarabiać na poniżaniu drugiego człowieka, a tysiące innych ludzi nazywały to rozrywką.

Marcus

Idź do oryginalnego materiału