Świat okiem Marcusa: Siedem ofiar, zamknięte śledztwo i pytania bez odpowiedzi

wschodni24.pl 5 godzin temu

Są sprawy, których nie można po prostu zamknąć w segregatorze, postawić pieczątki „umorzono” i uznać, iż temat przestał istnieć. Śmierć Damiana Sobóla, polskiego wolontariusza World Central Kitchen, jest właśnie jedną z nich.

1 kwietnia 2024 roku konwój humanitarny organizacji World Central Kitchen został zaatakowany w Strefie Gazy przez izraelskie wojsko. Zginęło siedem osób, które nie jechały tam walczyć. Jechały dostarczać żywność ludziom znajdującym się w dramatycznej sytuacji.

Wśród zabitych był Polak – Damian Soból.

Dziś, ponad dwa lata później, zamiast odpowiedzi pojawia się decyzja o zakończeniu izraelskiego postępowania. I właśnie dlatego polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Izraela w Warszawie. MSZ przekazało, iż przyjęło decyzję izraelskich władz „z dużym rozczarowaniem” i oczekuje przekazania Polsce materiałów niezbędnych do prowadzonego u nas śledztwa.

Człowiek, nie statystyka

W wiadomościach wojennych bardzo łatwo przyzwyczajamy się do liczb.

Siedmiu zabitych. Kilkudziesięciu rannych. Setki ofiar.

Za każdą z tych cyfr stoi jednak człowiek. Rodzina. Przyjaciele. Plany, które nagle zostały przerwane.

Damian Soból był człowiekiem, który pojechał pomagać. Nie był żołnierzem. Nie prowadził działań bojowych. Był wolontariuszem organizacji humanitarnej.

Wraz z nim zginęli obywatele Wielkiej Brytanii i Australii, osoba posiadająca obywatelstwo amerykańskie i kanadyjskie oraz palestyński kierowca. Konwój World Central Kitchen przewoził pomoc żywnościową.

Dlatego pytanie o odpowiedzialność nie jest polityczną fanaberią. Jest podstawowym pytaniem, które powinno zostać zadane po śmierci ludzi niosących pomoc.

Polska prowadzi własne śledztwo

Już 2 kwietnia 2024 roku Prokuratura Okręgowa w Przemyślu wszczęła śledztwo dotyczące śmierci Damiana Sobóla.

Polskie postępowanie przez cały czas trwa, a śledczy oczekują między innymi na realizację wniosków o międzynarodową pomoc prawną.

I tu dochodzimy do sedna.

Izrael może zakończyć własne postępowanie. Polska nie musi jednak uznać, iż wraz z tą decyzją wszystkie pytania zostały wyjaśnione.

MSZ oczekuje przekazania polskim organom materiałów i wyjaśnień. Resort podkreśla również, iż okoliczności tragedii powinny zostać wyjaśnione do końca, a rodziny ofiar mają prawo do odpowiedniego zadośćuczynienia.

Sojusznicy też muszą odpowiadać na trudne pytania

I właśnie tutaj zaczyna się problem znacznie większy niż jedna decyzja izraelskiej prokuratury.

Państwa demokratyczne bardzo często mówią o prawie międzynarodowym, odpowiedzialności i ochronie ludności cywilnej.

Te zasady mają jednak sens tylko wtedy, kiedy obowiązują wszystkich.

Nie tylko przeciwników.

Nie tylko państwa, z którymi jesteśmy skonfliktowani.

Także sojuszników.

Polska już w 2024 roku jednoznacznie potępiła atak na konwój World Central Kitchen. Ówczesne stanowisko MSZ wskazywało, iż prawo Izraela do samoobrony nie zwalnia go z odpowiedzialności za działania podejmowane podczas konfliktu.

Można uznawać prawo Izraela do bezpieczeństwa.

Można jednoznacznie potępiać terroryzm Hamasu.

I jednocześnie można domagać się odpowiedzi na pytanie, dlaczego zginęło siedmiu pracowników organizacji humanitarnej.

Jedno nie wyklucza drugiego.

„Umorzono” nie może oznaczać „zapomniano”

Najbardziej niebezpieczne w podobnych historiach jest przyzwyczajenie.

Kolejna wojna.

Kolejny ostrzał.

Kolejne ofiary.

Kolejna komisja.

Kolejne postępowanie.

A później cisza.

Tyle iż rodzina Damiana Sobóla nie żyje w świecie nagłówków zmieniających się co kilka godzin. Dla niej 1 kwietnia 2024 roku nie jest archiwalną datą.

Dlatego dobrze, iż polskie MSZ reaguje.

Nie chodzi o dyplomatyczną awanturę ani o wskazywanie winnych przed zakończeniem polskiego postępowania.

Chodzi o coś znacznie prostszego: Polak zginął podczas wykonywania misji humanitarnej. Polska ma prawo wiedzieć dokładnie, jak do tego doszło i kto ponosi odpowiedzialność.

Jeżeli świat ma traktować ochronę pracowników humanitarnych poważnie, takie sprawy nie mogą kończyć się jedynie komunikatem o umorzeniu.

Bo za słowem „konwój” byli ludzie.

Za słowem „atak” była śmierć.

A za słowem „umorzenie” pozostają pytania, na które ktoś wciąż powinien odpowiedzieć.

Marcus Pryszberg
Świat okiem Marcusa

Idź do oryginalnego materiału