Sprzedajesz samochód, przygotuj się na te hasła „Januszy biznesu”. Warto zachować przy nich spokój

1 godzina temu

Jeśli masz zamiar sprzedać swój samochód, już teraz możemy zacząć ci współczuć. Zresztą, problem w tym, iż nie chodzi wyłącznie o sprzedaż auta, ale tak naprawdę o sprzedaż wszystkiego. Absurdalne próby targowania się o każdy grosz, oczekiwanie stanu perfekcyjnego każdej rzeczy, a w przypadku auta, niekończąca się litania tego, co z autem jest nie tak i za co właściciel musi obniżyć cenę. „Janusze biznesu” to grupa, przy której jeden kubeczek melisy na uspokojenie to znacznie za mało.

Spis treści:

  • Popularne teksty kupujących auto
  • Dlaczego pan sprzedaje?
  • Wizualna ocena przebiegu… po wnętrzu
  • Potencjalne naprawy i wymiany
  • Wszystko prowadzi do jednego

Sprzedajesz samochód – zachowaj spokój. Choć to trudne…

Zapewne większość z was była już w takiej sytuacji – i to pewnie niejednokrotnie. Chcesz sprzedać samochód, wystawiasz ogłoszenie do sieci i czekasz na odzew. Rzecz w tym, iż bardzo gwałtownie może się okazać, iż żałujesz tej decyzji. To, do czego zdolni są niektórzy ludzie, tak zwani „Janusze biznesu”, wymyka się z ram logicznego rozumowania. Nie do końca rozumiem co kieruje wtedy ludźmi, natomiast zachowanie części z nich jest absurdalne. Na jakie teksty należy się przygotować?

fot. senivpetro / magnific.com

Pierwsze pytanie z brzegu – dlaczego pan sprzedaje? Część „Januszy biznesu” nie kończy na jednym pytaniu – przeprowadza cały wywiad środowiskowy, wychodząc z założenia, iż „sprzedaje, bo się psuje”. Jakby sam fakt wystawienia auta na sprzedaż był podejrzany. A jeżeli sprzedawca przejdzie tę próbę i nie powie niczego podejrzanego, zaczyna się dalsza część tragikomedii. Panie, ta kierownica jest za bardzo wytarta na ten przebiegtu na pewno był cofany licznik. No tak, bo przecież pan specjalista doskonale wie kto użytkował ten samochód i w jaki sposób i widzi, iż kierownica jest wytarta w taki sposób, iż auto ma pewno przejechane 250, zamiast 200 tysięcy kilometrów. A takie hasełko to przecież wierzchołek góry lodowej.

Panie, tyle to nie…

Oj – tutaj było lakierowane, dlaczego pan nie zaznaczył, iż samochód był bity? Na miłość boską, lakierowanie elementu nie oznacza tego, iż auto było bite. Prosty przykład z brzegu – wystarczy, iż spękała bezbarwna warstwa lakieru i element poszedł do malowania. I już – ot, cała tajemnica. Lakierowany element nie oznacza gorszy, druga warstwa lakieru nie oznacza tego, iż samochód był bity, uszkodzony, iż brał udział w wypadku – przecież takie założenie z góry to absurd.

Kolejna grupa to elementy, które „będą do roboty”. Opony zaraz będą do wymiany, trzeba będzie zrobić rozrząd, oleje, filtry i tak dalej. Z tym, iż to nie są elementy, które powinny interesować sprzedawcę. Są to koszty hipotetyczne, które ktoś albo poniesie, albo nie. Żadna z takich kwestii nie wpływa na teraźniejszą, rzeczywistą wartość samochodu. Sprzedawcy nie powinno interesować to, co nabywca zrobi dalej z samochodem. Czy wymieni w nim rozrząd, czy kupi sobie nowe felgi, czy zamontuje nowy system audio – to bez znaczenia. Nie jest zadaniem sprzedawcy pokrywać koszty tego, co nabywca będzie robił z samochodem – choćby jeżeli mowa o kwestiach serwisowych. Ani tym bardziej kosztów paliwa, za które nabywca musi wrócić do domu. To jest jego interes, nie twój.

Samochód po powodzi był…

„Janusze biznesu” wpadają czasami na niesamowite pomysły. Po lekko ubrudzonej tapicerce na fotelach są na przykład w stanie stwierdzić, iż samochód był po powodzi. W sekundę po uruchomieniu auta są w stanie wymienić kilkanaście elementów, które niewłaściwie w nim pracują. Turbo świszczy, silnik źle pracuje, sprzęgło bierze za wysoko, hamulce są za słabe, zawieszenie stuka – i tak dalej, i tak dalej. Nie mówiąc w ogóle o oczekiwaniu stanu perfekcyjnego w przypadku kilkunastoletniego auta używanego. W dodatku wystawionego za średnią cenę rynkową…

fot. topntp26 / magnific.com

Należy sobie uzmysłowić jedno. Każde takie powiedzenie potencjalnego nabywcy dąży do obniżenia ceny. Bez względu na to, czy on cokolwiek słyszy, czy cokolwiek go zaniepokoiło i czy ma jakąkolwiek wiedzę na ten temat. Każde hasło tego typu ma dążyć do obniżenia ceny auta. Pamiętaj o tym, iż nie musisz się na to godzić. jeżeli potencjalny nabywca twierdzi, iż na „Otomoto” znajdzie taniej, życz mu powodzenia na „Otomoto” i pożegnaj się. jeżeli twierdzi, iż coś jest nie w porządku z samochodem, pojedź z nim na stację diagnostyczną. Większość „Januszy biznesu” przy jasnym postawieniu sprawy albo odpuszcza dalsze „głupie” pytania, albo odjeżdża. W obu przypadkach wyjdzie ci to na dobre.

Zdjęcie główne: senivpetro / magnific.com

Idź do oryginalnego materiału