Służby postawione na nogi w Olsztynie. Drony i łodzie w akcji przez… kaprys 11-latka

4 godzin temu

Przewrócony kajak dryfujący w nurcie Łyny postawił na nogi olsztyńską policję i strażaków. Rozpoczęto dramatyczny wyścig z czasem, do którego zaangażowano łódź ratunkową oraz specjalistyczne drony poszukiwawcze. Finał tej historii okazał się zdumiewający – „zaginieni” przebywali bezpiecznie w domu, bo nastolatkowi po prostu nie spodobał się spływ.

Czarny scenariusz na Łynie

W niedzielny wieczór (9 sierpnia 2026 r.) operator numeru alarmowego odebrał niepokojące zgłoszenie. W nurcie Łyny, na wysokości ulicy Leśnej w Olsztynie, zauważono odwrócony do góry dnem, dryfujący kajak. Na miejsce natychmiast skierowano patrole policji oraz strażaków dysponujących łodzią ratunkową i dronem przystosowanym do poszukiwań.

Pracujący na miejscu funkcjonariusze ustalili, iż sprzęt został wynajęty kilka godzin wcześniej w okolicy olsztyńskiej starówki. Na spływ wybrał się 30-letni mężczyzna wraz ze swoim 11-letnim synem. Według ustaleń mieli oni dotrzeć po około dwóch godzinach do ujścia rzeki Wadąg, w pobliże elektrowni wodnej, gdzie czekać miała obsługa wypożyczalni.

Kajakarze nie pojawili się jednak w umówionym miejscu o czasie, a próby kontaktu telefonicznego kończyły się fiaskiem. Gdy na rzece odnaleziono pusty, przewrócony kajak, służby zaczęły brać pod uwagę najgorszy możliwy scenariusz.

Policyjne śledztwo i zaskakujący finał

Zadanie mundurowych utrudniał fakt, iż pracownik wypożyczalni nie spisał danych osobowych klienta – dysponował jedynie numerem telefonu i nieprecyzyjnym rysopisem. Mimo skromnych informacji, dzięki skrupulatnej pracy operacyjnej, policjanci zdołali ustalić personalia oraz adres zamieszkania 30-latka.

Gdy funkcjonariusze zapukali do drzwi pod wskazanym adresem, otworzył im… cały i zdrowy „zaginiony”.

Mężczyzna wyjaśnił z rozbrajającą szczerością, iż jego 11-letniemu synowi po prostu nie spodobała się taka forma spływu. Zamiast powiadomić wypożyczalnię czy wyciągnąć sprzęt na brzeg i zabezpieczyć go przed odpłynięciem, ojciec i syn po prostu wysiedli na brzeg, zostawili kajak w wodzie i spokojnie wrócili do domu.

Bezrefleksyjność, która kosztuje

Mundurowi przypominają, iż wszelkie sygnały dotyczące zagrożenia życia lub zdrowia są traktowane przez służby z najwyższą powagą. W każdą tego typu akcję angażowane są znaczne siły, specjalistyczny sprzęt i czas ratowników.

Służby apelują o odpowiedzialność: Niepotrzebne akcje ratownicze, wywołane ludzką bezrefleksyjnością lub brakiem wyobraźni, odciągają ratowników od rejonów, w których ktoś może w tym samym czasie naprawdę potrzebować pilnej pomocy.

To niestety nie pierwsza tego typu sytuacja w rejonie Olsztyna. Na początku lipca ubiegłego roku służby prowadziły na szeroką skalę akcję na brzegu jeziora Ukiel w okolicy olsztyńskiego Gutkowa, gdzie znaleziono porzucony rower i ubrania. Jak się wówczas okazało, właściciel rzeczy tak dobrze bawił się w towarzystwie znajomych, iż całkowicie zapomniał o swoim jednośladzie oraz ubraniach i po prostu poszedł do domu na piechotę.

źródło: KMP Olsztyn

Idź do oryginalnego materiału