Siedmioletni chłopiec, cały w siniakach, wszedł na SOR niosąc swoją malutką siostrzyczkę… to, co powiedział później, złamało serca wszystkich

polregion.pl 12 godzin temu

Była pierwsza piętnaście w nocy, kiedy siedmioletni Szymon Nowak podskoczył zmarznięty, walcząc z ciężkimi drzwiami Szpitalnego Oddziału Ratunkowego im. św. Wojciecha w Krakowie. Na bosych stopach, drżąc z zimna, mocno obejmował swoją maleńką siostrzyczkę Zosię, okrytą spraną, żółtą kołderką. Przez otwarte drzwi do środka wdarł się lodowaty powiew śnieżnej zamieci.

Recepcjonistki zamarły na widok dzieci. Jako pierwsza ruszyła w ich stronę pielęgniarka Barbara Pawlak; serce ścisnęło jej się, gdy zobaczyła liczne siniaki na ramionach chłopca i bolesną, świeżo krwawiącą ranę nad brwią.

Przykucnęła tuż przy nim.

Skarbie, wszystko w porządku? Gdzie są twoi rodzice?

Usta Szymona drżały, gdy zbierał się na odpowiedź:

Pomóżcie nam Zosia jest głodna. I nie możemy wrócić do domu.

Barbara zaprowadziła ich na krzesła w jasnym świetle szpitalnych lamp, gdzie ślady zadanych dziecku ciosów ujawniły się w pełni. Ośmiomiesięczna Zosia ledwo poruszała się w objęciach brata.

Jesteście bezpieczni, kochanie wyszeptała Barbara. Jak się nazywacie?

Szymon a to Zosia odparł, osłaniając siostrę jeszcze mocniej.

Musiałem uciec żeby jej nie skrzywdził
Kilka minut później obok pojawił się dyżurujący pediatra, doktor Dariusz Głowacki, razem z ochroniarzem. Każdy gwałtowny ruch sprawiał, iż Szymon cofał się, czujnie chroniąc Zosię w ramionach.

Proszę nie zabierajcie jej błagał cichutko. Płacze, gdy nie jestem obok

Dr Głowacki przemówił najłagodniejszym głosem.

Nikt was nie rozdzieli. Chcemy Wam pomóc. Co się stało w domu?

Szymon zerkał z trwogą na drzwi, jakby spodziewał się, iż zaraz ktoś je otworzy.

Mój ojczym mnie bije, kiedy mama śpi Dziś w nocy się wściekł, bo Zosia płakała za długo. Krzyczał, iż już ją uciszy na zawsze Musiałem ją zabrać.

Te słowa poruszyły wszystkich do głębi.

Lekarz kazał natychmiast zadzwonić na policję i do opieki społecznej.

Akcja ratunkowa
Po niedługiej chwili pojawił się podkomisarz Krystian Zieliński z dzielnicową Dorotą Brzezińską. Przeprowadzili w życiu wiele spraw związanych z przemocą domową, ale nigdy jeszcze nie spotkali dziecka, które samo uciekło w śnieżną noc, niosąc młodszą siostrę.

Szymon delikatnie kołysał Zosią, odpowiadając na pytania szeptem:

Gdzie jest twój ojczym?

W domu jest pijany

Funkcjonariusze wybiegli pod wskazany adres. Tam spotkali zrujnowane ściany, połamane łóżeczko i skórzany pasek pokryty krwią. Ojczym, Grzegorz Borkowski, rzucił się na nich z potłuczoną butelką, ale został błyskawicznie obezwładniony.

Już nikogo nie skrzywdzi zameldował przez radio Zieliński.

Bezpieczna przystań
W tym czasie doktor Głowacki opatrywał rany Szymona:

Liczne stare i nowe siniaki,
Złamane żebro,
Oznaki ciągłego maltretowania

Obok usiadła pracowniczka socjalna, Małgorzata Dąbrowska, mówiąc najcieplejszym głosem:

Zrobiłeś coś niezwykłego, Szymonie. Uratowałeś Zosię.

Szymon uniósł przerażone oczy.

Czy możemy tu zostać na noc?

Tak długo, jak tylko będziecie potrzebować odpowiedziała Małgorzata stanowczo.

Dni później, na sali sądowej, dowody nie pozostawiały żadnych złudzeń. Ojczym został skazany za znęcanie się nad dziećmi.

Szymona i Zosię przyjęli pod swój dach państwo Ewa i Jan Kaczmarek ciepli ludzie z sąsiedztwa szpitala.

U nich po raz pierwszy w życiu Szymon zasnął bez lęku. Odzyskał dzieciństwo, zabawę i śmiech, które wcześniej mu odebrano. Zosia zaczęła nabierać sił i rosła spokojnie.

Rok później
Dr Głowacki i pielęgniarka Barbara przyszli na drugie urodziny Zosi. Baloniki, tort, a obok chłopiec, który naprawdę się śmiał, trzymając ukochaną siostrę za rękę.

Szymon rzucił się Barbarze na szyję.

Dziękuję, iż we mnie uwierzyłaś wyszeptał.

Pielęgniarka ledwo powstrzymała łzy.

Jesteś najdzielniejszym dzieckiem, jakie znam.

Na podwórku słońce oświetlało Szymona, który pchał wózek Zosi. Jego blizny gasły. Za to serce jaśniało coraz mocniej.

Odwaga, która odmieniła dwa losy
Szymon nie tylko uciekł przed zagrożeniem.
Nie tylko poprosił o pomoc.
On uratował najważniejszą na świecie osobę.

Bohaterowie nie zawsze mają peleryny.
Czasem mają ledwie metr wzrostu.

Idź do oryginalnego materiału