Saperzy i… Biedronki. O tym, jak w Brzegu robi się kulturę

opowiecie.info 3 godzin temu

Gdyby ktoś 45 lat temu powiedział, iż w Klubie Wojskowym 1. Pułku Saperów – miejscu, gdzie z natury rzeczy raczej twardo stąpa się po ziemi – powstanie zespół o nazwie „Biedronki”, pewnie niejeden starszy stopniem uniósłby brwi. A jednak, te owady zadomowiły się w koszarowej rzeczywistości na dobre i, co ważniejsze, przetrwały niemal pół wieku.

Gloria Artis, czyli medal za cierpliwość

Ostatnio w Brzeskim Centrum Kultury było gęsto od emocji, ale umówmy się: za tymi wszystkimi uśmiechami kryją się tysiące godzin prób, poprawiania kostiumów na pięć minut przed wyjściem i nieskończone pokłady cierpliwości instruktorów.

Główna sprawczyni całego „zamieszania”, Janina Koronkiewicz (czyli po prostu „Dżana”), została właśnie uhonorowana. Wojewoda opolska Monika Jurek w imieniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wręczyła jej Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. To najwyższe odznaczenie, jakie w Polsce można otrzymać za zasługi dla kultury. I umówmy się – po 45 latach dowodzenia taką armią młodych artystów, to odznaczenie jest jak najbardziej zasłużone. Prowadzenie zespołu to nie tylko kwiaty na scenie, to logistyka godna sztabu generalnego.

Pokoleniowa sztafeta

Co jest w tym wszystkim najciekawsze? Że te „Biedronki”, które kiedyś uczyły się śpiewać u Pani Jany, dziś przyprowadzają tam swoje dzieci (a pewnie i wnuki się trafią). Emilia Komarnicka na scenie przypomniała, iż tu zaczynała. Byli członkowie na widowni pewnie z nostalgią liczyli, ile razy sami potknęli się w tym samym układzie tanecznym. Instruktorzy od lat robią swoje, nie dając się zwariować zmieniającym się modom. I była ta atmosfera, której nie da się podrobić: trochę jak na zjeździe rodzin, gdzie wszyscy wiedzą, iż choć życie ich porozrzucało, to wciąż łączy ich jedno – scena, na której kiedyś stawiali pierwsze kroki.

Zamiast pisać o „budowaniu mostów między pokoleniami”, wystarczy powiedzieć: w Brzegu po prostu stworzono miejsce, gdzie dzieciakom chce się chcieć. Bez względu na to, czy zostaną gwiazdami ekranu, czy pójdą w kamasze, epizod w „Biedronkach” zostaje w nich na zawsze.

W czasach, gdy świat pędzi, a kultura bywa traktowana jak dodatek, „Biedronki” przypominają, iż sztuka jest fundamentem. Że dzieci potrzebują miejsca, w którym mogą odkryć siebie. Że wspólnota nie jest pustym słowem. Że pasja może przetrwać 45 lat – i wcale nie wygląda na zmęczoną.

To nie jest zwykły zespół. To zjawisko. To tradycja. To historia, która wciąż się pisze.

A jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy Biedronki mają przed sobą kolejne dekady – wystarczy spojrzeć na scenę. Na te małe oczy, które błyszczą dokładnie tak samo, jak błyszczały oczy ich poprzedników 20, 30, 40 lat temu.

Zamiast patosu, życzmy im po prostu, żeby dalej im się chciało. Bo 45 lat to kawał czasu, ale skoro „Dżana” wciąż trzyma rękę na pulsie, to o emeryturze „Biedronek” nikt w Brzegu choćby nie myśli.

Fot. OUW

Idź do oryginalnego materiału