Zanim zaśniesz, zaprzątnę Twoją głowę jeszcze jednym aspektem wojennej rzeczywistości, na który prawie nikt nie zwraca uwagi. Na pewno nie dotknie cię to pierwszego dnia. Drugiego też nie zetkniesz się z tym problemem. Ale im dłużej będziesz tkwić w wojennej rzeczywistości, tym częściej będziesz się z tym spotykać. I zdecydowanie rekomenduję, abyś, przynajmniej teoretycznie, jak najszybciej się przygotowała na to, co tak nieuchronne. Na relatywizację zasad moralnych i prawnych. Zwłaszcza związanych z prawem własności. Świętym w czasach pokoju.
Socjologia już dawno odkryła, iż system norm moralnych nie jest dany a priori i zawsze taki sam. Każdą sytuację należy oceniać kontekstowo w zależności od okoliczności, a nie mierząc ją jakimś uniwersalnym systemem miar. Co to oznacza?
Przełożę to na prosty przykład. Gdy widzisz poważny wypadek komunikacyjny z ofiarami, jesteś wstrząśnięta. Ale gdy idziesz n-ty raz zbombardowaną ulicą, przy której walają się spalone wraki aut, leżą trupy zwierząt, a czasem i ludzi, przestaje cię to ruszać. Ten typ, to miejsce, po prostu tak mają. Ty idziesz, trupy leżą. Wierzysz, iż to nie jest ten dzień, w którym ty padniesz trupem. Relatywizujesz sytuację i żyjesz. Powiedziałbym, iż całkiem normalnie.
Wojna natychmiast tworzy zupełnie nową sytuację społeczną. Zwłaszcza wojna współczesna, która ze względu na nowoczesne środki napadu powietrznego toczy się praktycznie na terenie całego kraju. Rakieta może uderzyć wszędzie, obracając w perzynę rejon o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych. Te kilka tysięcy metrów kwadratowych po ugaszeniu pożarów i zakończeniu akcji ratunkowej zaczyna wyglądać tak, jak na zdjęciu poniżej (fot. 21).

Fot. 21. Budynek w kijowskiej dzielnicy przemysłowej.. Najbliższa balistyka uderzyła nie dalej niż 20 metrów. Dodatkowo były jeszcze Szahjedy. Lipiec 2025 [fot. własne].
W tej przestrzeni niemal natychmiast zaczynają obowiązywać zupełnie nowe zasady społeczne, a dobrze znane normy prawne zyskują zupełnie nowe znaczenie. Przede wszystkim coś, co jeszcze parę godzin wcześniej było powszechnie respektowaną czyjąś własnością, przekształca się w bezpański chłam. W tym rumowisku są komputery, drukarki, sprzęt AGD, ba – przy odrobinie szczęścia można znaleźć telefon czy kasetkę z pieniędzmi.
W tym miejscu dochodzimy do bardzo delikatnego wątku. Czy zbombardowane mienie przestaje być czyjąś własnością? Zdecydowanie nie. Kodeks karny wyraźnie mówi, iż kradzież to zabranie cudzej rzeczy ruchomej w celu przywłaszczenia. Więc wszystkie te wspomniane wyżej rzeczy ruchome, które w tej chwili walają się na ulicy (niezależnie od ich stanu technicznego), są wciąż czyjąś własnością. Zabieranie ich w celu przywłaszczenia to kradzież. Potocznie nazywana w takich okolicznościach szabrem.
Do tej pory wszystko jasne, prawda? jeżeli cudze leży na ulicy, to nie schylamy się po to, bo to cudze. Ale jeżeli nadciąga deszcz i wiadomo, iż to leżące cudze (np. elektronika w pomieszczeniu bez ścian) gwałtownie stanie się bezużytecznym chłamem? Czy możemy się tym majątkiem zaopiekować? I tu zaczynają rodzić się prawne niuanse.
Jeśli zabiera się cudzą rzecz w okolicznościach klęski takiej jak wojna na przechowanie, nie dokonuje się, bynajmniej, kradzieży. Żeby coś ukraść, należy to zabrać wbrew woli właściciela w celu przywłaszczenia. jeżeli więc zbierasz rozrzucone wybuchem rzeczy sąsiada, który jest np. na drugim końcu kraju, żeby je zabezpieczyć, nie kradniesz, a wyświadczasz sąsiadowi przysługę. jeżeli mu je oddasz. jeżeli sąsiad po nie wróci. jeżeli będą obiektywne możliwości. No właśnie – sporo tych „jeśli”.
Ba! Nie należy oczekiwać, iż władze publiczne postawią przy każdej zrujnowanej nieruchomości patrol policji, jaki będzie legitymował każdego, kto spróbuje wejść na jej teren, dopuszczając wyłącznie osoby mające interes prawny. To niewykonalne od strony technicznej. jeżeli służbom uda się opanować pożary w krótkim czasie, to już będzie dobrze. Przy intensywnym ataku rakietowym może zdarzyć się, iż na danym obiekcie ogień będzie szalał dwa bądź trzy dni. Bo przy dziesiątkach wznieconych pożarów będzie potrzeba czasu w ich ugaszenie.
Prawo też nie ułatwia życia i podejmowania decyzji. Prócz prawa własności istnieje bowiem i instytucja wyzbycia się własności. Kiedy rzecz staje się niczyja? Ano, tu z pomocą przychodzi kodeks cywilny. Art 180 tej ustawy stanowi, iż właściciel wyzbywa się własności rzeczy ruchomej w ten sposób, iż ją porzuci, mając zamiar wyzbycia się własności. Kolejny artykuł mówi natomiast o tym, iż nabywa się własność rzeczy niczyjej przez objęcie jej w posiadanie. Czyli, mówiąc już najprościej jak się da: jeden wyrzuca z zamiarem wyzbycia się, a drugi podnosi i traktuje jak swoje.
Nie bardzo to pomaga w ocenie sytuacji, jakie stwarza wojna. Kiedy możemy uznać dobro rozrzucone po ulicy, czy leżące w zdewastowanych pomieszczeniach za niczyje? W którym momencie dzieją się te czary opisane w art. 180 Kodeksu cywilnego, czyli wyzbycie się przez właściciela własności? Bo rzecz staje się porzuconą praktycznie zaraz po przejściu fali uderzeniowej. Nie ma co googlić. Orzecznictwo Sądu Najwyższego jest w tym przedmiocie zerowe. Z czysto wojennym szabrem w Polsce skończyliśmy rozprawiać się gdzieś około 1950 r. Może choćby wcześniej.
Jak więc zachować się w takiej sytuacji, jeżeli dotknie cię ona osobiście? No cóż, należy relatywizować. Znalezione, nie kradzione. Rozumiesz? Nie? Ja też nie bardzo. Może więc opiszę ci, jak to się robi w Ukrainie. I nikt nie idzie do więzienia, mało kto ma pretensje. Tak to działa. Przygotuj się na to.
Pierwsze godziny po uderzeniu rakiet czy Szahidów to wytężona akcja ratunkowo-informacyjna. Kto może, jest na miejscu. Kto jest na miejscu, informuje sąsiadów, z którymi ma kontakt, iż stało się takie i takie nieszczęście. Czyli trzeba mieć kontakt z sąsiadami. Trzeba znać ich numery telefonów. Trzeba z nimi żyć.
Spontanicznie organizujący się sąsiedzi obecni na miejscu ataku wiedzą, kto jest kim, kto u kogo mieszka czy pracuje, co jest czyje (mniej więcej) i są w stanie stworzyć przestrzeń dla ratowania najcenniejszego mienia bez grabienia go przez osoby postronne (służby nie mają wiedzy o stosunkach własnościowych). Taki sąsiedzki dozór trwa kilka pierwszych dni. Poza nocami, kiedy ze zrozumiałych przyczyn (godzina policyjna) każdy na miejscu uderzenia rakiety jest bezprawnie przebywającym intruzem i naraża się na odpowiedzialność karną przed organami ścigania.
W ciągu tych kilku pierwszych dni należy się zmobilizować i uratować jak najwięcej z tego, co nadaje się do ocalenia. Gdzieś po tygodniu przekraczamy cienką czerwoną linię, za którą zaczyna się kraina rzeczy niczych. Bo ile można czekać na reakcję właściciela co do losu jego porzuconego mienia?
Jasna sprawa, nie ma na to żadnych zasad czy przepisów. Oczywiście, zostawia to miejsce na konflikty, nieporozumienia, agresję. Jak się zachowywać? Koncyliacyjnie. Ja osobiście pracowałem ramię w ramię ze złomiarzami, wydobywając z pogorzeliska to, co było dla mnie cenne i nadawało się jeszcze do użytku. Po prostu dogadywałem się żulerią, iż to, to i to jest moje i nie można tego ruszać. A reszta już mnie nie interesuje i jest ich. Trzymałem na wodzy nerwy, kiedy w moim byłym cechu produkcyjnym jakieś obdartusy pytały mnie, kim jestem i co ja tu robię? Nie rwałem włosów z łysej głowy, kiedy trzy razy zerwano mi tymczasowe zamki na drzwiach. Po prostu przestałem drzwi zabezpieczać.
To działa we wszystkie strony. Już w pierwszych dniach położyłem oko na dwa bardzo fajne stoły u sąsiada, które naprawdę by mi się przydały. Byłem w tej komfortowej sytuacji, iż z sąsiadami dobrze żyłem i kiedy zaobserwowałem, iż duże, ciężkie stoły po tygodniu wciąż są na swoim miejscu, po prostu zapytałem sąsiada, czy ma na niej jakieś plany, czy mogę je sobie zabrać? W ten sposób wzbogaciłem się o dwa porządne stoły. Sąsiad powiedział, iż mogę brać co chce, bo on już wszystko, co go interesowało, wywiózł.
Po dwóch miesiącach przestałem się pytać. Jakieś cegły, elementy białego montażu, zawory, rurki – co było mi potrzebne z ruin, brałem z lekkimi tylko wyrzutami sumienia. I z lekkim tylko oburzeniem odnotywywałem, iż z moich włości znikały kolejne fanty, co do których miałem jeszcze jakieś mętne i odległe plany. Takie jest surowe prawo wojny: było wasze, stało nasze. Nic osobistego. Czysty biznes.
No, a teraz to już naprawdę dobranoc. I wiesz co? Dogadaj się z sąsiadami, iż na wypadek gdyby zrujnowano wasze domy, a wy byście to jakimś cudem przeżyli, to będziecie ratować swoje mienie krzyżowo. Ty sąsiadów, a oni twoje. Bo to cholernie psychicznie obciąża, kiedy chodzisz po budowanej latami własnej przestrzeni obróconej w ruiny. Lepiej, żeby robił to ktoś obcy. On też będzie wiedział, co warto ocalić, a co można bez żalu wyrzucić z okna, by nie plątało się pod nogami. A sercu jakoś tak lżej, kiedy oszczędzisz mu widoku zgliszcz, które jeszcze wczoraj były twoim światem.










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·