Roman Bury - strażnik sieniawskiej pamięci

ekspresjaroslawski.pl 1 tydzień temu

– Żyli tu razem Polacy, Rusini, Żydzi. Zapraszali się nawzajem na święta, szanowali się. Do II wojny światowej – mówi Roman Bury, regionalista i kolekcjoner zdjęć i dokumentów związanych z Sieniawą, autor publikacji. Choć od lat mieszka w Jarosławiu, swoje rodzinne miasto ma wciąż w sercu. A efektem tej miłości są bogate zbiory. O Sieniawie, jej historii, ciekawostkach, a przede wszystkim o ludziach związanych z tym miastem, może mówić godzinami. Wie, gdzie stał jakiś budynek, skąd pochodził ten lub inny zacny mieszkaniec, przytacza historie z czasów wojny i lat powojennych. Zna to wszystko nie tylko ze źródeł pisanych, ale przede wszystkim z opowieści. Jego mama w czasie okupacji sama ukrywała Żydówkę, choć w domu długo się o tym nie mówiło. Była też naocznym świadkiem palenia zwłok zamordowanych Żydów na terenie sieniawskiego cmentarza. Przez dziurę w ogrodzeniu oglądała, jak Niemcy zacierali ślady swoich zbrodni. Sam Roman, jako sześcioletnie dziecko, znalazł w mieście pisma wydane po hebrajsku. Zaniósł to do domu i przez lata znalezisko leżało gdzieś na półce. – Kiedyś przyjechali Żydzi i ja im to zaniosłem – opowiada. Pamięta dobrze jeszcze kamienie ze zniszczonej synagogi. – Na tych kamieniach się siedziało, czekając na autobus – wspomina.

Idź do oryginalnego materiału