Roksa i tajemnica jej upadku. Czy założyciele legendarnego serwisu z anonsami są winni?

1 godzina temu
Roksa przez blisko dwie dekady była synonimem strony z anonsami towarzyskimi (i bynajmniej nie chodziło tylko o spotykanie się w celach pogawędki). Oficjalnie serwis zniknął z sieci w 2021 roku, ale emocje wokół tej marki i jej założycieli wciąż nie opadły. Czy imperium faktycznie zamknięto na dobre i co stało się z jego twórcami?


Roksa została założona w 2002 i od początku nie była tylko zwykłym portalem ogłoszeniowym, ale także potężną maszyną do zarabiania pieniędzy. Jej historia to opowieść o ogromnym biznesie opartym na kontrowersyjnej usłudze i nagłym upadku... z epilogiem, który dalej trwa.

Roksa pod lupą śledczych. Dlaczego to trwało tak długo?


Sukces biznesowy Roksy opierał się na bardzo prostym mechanizmie finansowym. Każde ogłoszenie kosztowało 50 złotych miesięcznie. Mariusz Lewandowski z portalu Bezprawnik.pl wylicza, iż przy kilkunastu tysiącach aktywnych ogłoszeń co miesiąc, kasa płynęła szerokim strumieniem". Roksa od strony technicznej wyglądała jak nowoczesna i profesjonalna witryna, a nie jakaś szemrana stronka z rozbieranymi paniami.

Dlaczego zatem tak sprawna machina nagle przestała działać? Powodem stały się restrykcyjne przepisy dotyczące tak zwanego kuplerstwa. Samo świadczenie usług s***ualnych nie jest w naszym kraju zakazane, ale już zarabianie na ich ułatwianiu stanowi przestępstwo. Właśnie ten paragraf z art. 204 Kodeksu karnego przyczynił się do upadku Roksy.

Zatrzymanie właścicieli Roksy. Kulisy akcji policji


Akcja organów ścigania miała wręcz filmowy przebieg i zaskoczyła całą branżę. W naTemat w listopadzie 2021 roku pisaliśmy, iż do biur i mieszkań osób zarządzających Roksą wkroczyło blisko 50 policjantów. Zatrzymano łącznie 11 osób, w tym głównego pomysłodawcę serwisu oraz jego brata. Policjanci z Białegostoku zabezpieczyli ogromną ilość sprzętu elektronicznego oraz dokumentację finansową firmy.

Śledczy skrupulatnie policzyli wpływy z całego procederu. Ustalono, iż w trakcie działalności portal mógł wygenerować choćby 56 milionów złotych przychodu. Prokuratura uznała, iż prowadzenie takiej platformy to nic innego jak zorganizowana grupa przestępcza, która uczyniła sobie z nielegalnego procederu stałe źródło utrzymania.

Wyrok za kuplerstwo. Co to za nowa domena?


O finale sądowym tej sprawy też było głośno. W 2024 roku media obiegła informacja, iż główny oskarżony otrzymał karę więzienia w zawieszeniu oraz gigantyczną grzywnę. Miałby on również zwrócić blisko 9 milionów złotych uzyskanych z przestępstwa. Jednak sprawa wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Jak przypomina Mariusz Lewandowski, sami właściciele serwisu stanowczo odcięli się od tych rewelacji.

"Do obecnej chwili nikt związany z portalem Roksa nie został skazany przez sąd" – oświadczyli przedstawiciele portalu w komunikacie dla mediów. Wyszło na to, iż wyrok opisywany przez niektóre redakcje mógł dotyczyć prawdopodobnie zupełnie innej platformy o podobnym profilu. Prawda o losach założycieli oryginalnej Roksy wciąż pozostaje więc owiana pewną tajemnicą, a procesy mogą być w toku. Świadczy o tym też informacja na samej stronie serwisu.

W międzyczasie w sieci pojawił się równie tajemniczy sukcesor pod adresem z egzotyczną końcówką .sx. Nowa strona do złudzenia przypomina oryginał wraz z charakterystycznym logo, ale deklaruje brak jakichkolwiek opłat. Bezprawnik.pl ostrzega, iż korzystanie z takich witryn wiąże się jednak z dużym ryzykiem, ponieważ:

Już sam brak przejrzystego modelu finansowego budzi podejrzenia.

Egzotyczna (karaibska) domena utrudnia dochodzenie ewentualnych roszczeń.

Oryginalni twórcy oficjalnie odcinają się od tego projektu.


To może być zwykła próba wyłudzenia danych lub przejęcia ruchu po znanej marce. Eksperci radzą zachować ostrożność, bo choćby sama oryginalna Roksa ostrzega przed witrynami podszywającymi się pod jej markę.

Idź do oryginalnego materiału