To przypadek, w którym ojciec nie oddaje dziecka mimo wyroku, a działania instytucji nie przynoszą efektu. Z założenia miało być kino akcji. Szybkie wejście, konkretne działanie, wykonanie prawomocnego orzeczenia sądu. Tymczasem wyszedł tasiemiec — odcinek za odcinkiem, te same sceny, te same deklaracje i dokładnie ten sam finał: dziecka jak nie było, tak nie ma.
Wyrok jest. Prawomocny. Nie szkic, nie sugestia — wyrok, który w świadomości przeciętnego obywatela kończy sprawę i pojawia się długo wyczekiwany napis Happy End. Finalnie okazuje się, iż to koniecpierwszego sezonu i nikt nie przygotował matki na oglądanie następnego.
Sezon drugi i obsada, która robi wrażenie
Na scenie pojawiają się kolejni aktorzy. Każdy ma swoją rolę, każdy coś deklaruje. Tylko dwóch, na których wszyscy czekają, nie wychodzi na scenę. Nazywają się Skutek i Efekt. Na tym etapie nasza redakcja ma wątpliwości czy zostały w ogóle z nimi popisane kontrakty.
Sąd Rejonowy w Radomiu, kuratorzy rejonowi, okręgowi, Policja, Panie psycholog, MOPS, a choćby Ministerstwo Sprawiedliwości i Sejm Rzeczypospolitej. Z drugiej strony jest tylko jeden człowiek, który ukrzyżował cały system. Teraz to jawi się jak pełna produkcja i w pewnym sensie nią jest.
Z odpowiedzi Rzecznika Prasowego Prokuratury Okręgowej w Radomiu, Pani Anety Góźdź, wynika jasno: sprawa jest poważna, objęta śledztwem, ojciec ma postawione zarzuty i analizowana pod kątem przepisów dotyczących przemocy wobec małoletniego i jego zatrzymania wbrew woli osoby uprawnionej.
Sceny, które niczego nie zmieniają
W Radomiu podejmowane są kolejne próby wykonania wyroku.
Są wejścia.
Są działania.
Są czynności i zejścia ze sceny
Za każdym razem wygląda to podobnie — jak powtarzany scenariusz, który nie może doczekać się zakończenia. Bardziej wygląda to, jakby reżyser nie wiedział jak zakończyć spektakl i kupował sobie czas na jego wymyślenie. Wciąż pokazywane są te same sceny, zmienia się pogoda i kostiumy aktorów czas leci ale odcinek do odcinka jeżeli chodzi o fabułę taki sam. Mamy tylko nadzieję, iż nie jest niczyim założeniem aby komuś się znudziło i wyszedł z teatru. Przecież dziecko w końcu urośnie, stanie się pełnoletnie i jak samo będzie chciało to wróci do domu. Sprawa wtedy sama się rozwiąże.
Ojciec, który jest i jakby go nie było
Ojciec, były partner Pani Magdy — jak wynika z informacji redakcji — pozostaje pod dozorem policyjnym.
System go widzi. Rejestruje. Ma z nim kontakt. On przychodzi na komisariat. Podpisuje. Wychodzi. Regularnie. Spokojnie. A jednocześnie — według tych samych informacji — zmienił miejsce pobytu i nie ujawnia adresu, pod którym przebywa wraz z dzieckiem. To sytuacja, której nie trzeba interpretować. W tej części mamy zwyczajny epizod komediowy tego spektaklu, a adekwatnie jego drugą część.
W pierwszęj części ojciec przyszedł do Sądu Rejonowego w Radomiu, w którym odbyło się przesłuchanie dziecka w bezpiecznym pokoju. W tym samym sądzie byli również kuratorzy, którzy byli i są odpowiedzialni za wykonanie wyroku z Sądu z Żyrardowa i jakimś dziwnym sposobem nie wiedzieli, iż taka czynność się odbędzie. Tutaj należy nadmienić, iż przekazanie dziecka matce zawsze jest na pierwszym miejscu przed przesłuchaniem. Tato sobie z dzieckiem spokojnie wszedł i wyszedł z sądu przez nikogo niepokojony.
Największy problem: procedury ważniejsze niż dziecko
Matka — Magdalena Rutkowska — nie ma kontaktu z dzieckiem. Nie wie, gdzie przebywa. Nie ma możliwości sprawdzenia, co się z nim dzieje i to jest stan, który trwa. A kiedy nie ma wiedzy — nie ma też pewności. Każda instytucja zasłania się procedurami, brakami w dokumentach i delikatnością sprawy. Każdy mówi o powadze i nie chce krzywdzić dziecka, jednak według wszelkich przesłanek i dokumentów właśnie w tym momencie dziecku dzieje się krzywda. Jest odseparowane od połowy rodziny, od brata, nie uczęszcza na zajęcia terapeutyczne, nie socjalizuje się z rówieśnikami, a w tej chwili choćby nie wychodzi na świeże powietrze.
Gdzie kończy się procedura
Nie można powiedzieć, iż nic się nie dzieje. Dzieje się dużo. Są czynności. Są działania. Są odpowiedzi i zapowiedzi. Ale wszystko to dzieje się obok najważniejszego punktu tej sprawy. Bo tym punktem nie są dokumenty. Nie są przepisy. Tym punktem jest dziecko. I dopóki nie wiadomo, gdzie jest i w jakim jest stanie, wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
Święta
Zbliżają się święta i dla większości ludzi to czas obecności bliskich, spokoju i kontemplowania bycia razem. Tych rzeczy się nie analizuje — je się po prostu przeżywa. Jednak w historii Pani Magdy tego nie będzie. To matka będzie myślała, analizowała, wracała do jednego pytania — gdzie jest jej dziecko, co robi, jak się czuje.
Pani Magda, korzystając z okazji i łamów naszego portalu, składa wszystkim życzenia świąteczne:
„Życzę Państwu spokoju.
Ciepłych chwil z bliskimi.
I tej pewności, iż kiedy usiądziecie do stołu, będziecie wiedzieli, gdzie są i co robią Wasze dzieci.”
.

3 godzin temu










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·