Przez lata oszpecała córkę i prowadziła zbiórki. Zapadł wyrok

3 godzin temu
Zdjęcie: 25 lat więzienia dla matki za uduszenie ośmioletniego syna


Na 15 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Siedlcach (Mazowieckie) Monikę B. za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad swoją córką. Kobieta przez siedem lat oszpecała dziewięciolatkę toksyczną substancją. Na leczenie dziecka prowadzone były zbiórki pieniędzy.

O wyroku, który zapadł w tej sprawie we wtorek, poinformowała PAP rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Siedlcach sędzia Agnieszka Karłowicz.

Sąd uznał Monikę B. za winną znęcania się fizycznego i psychicznego ze szczególnym okrucieństwem nad swoją małoletnią córką oraz spowodowania u niej ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci trwałego i istotnego zeszpecenia ciała. Kobieta została za to skazana na 15 lat więzienia. Ma też orzeczony zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną córką przez 10 lat i zakaz zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 50 metrów, również przez 10 lat.

Ponadto Monika B. ma zapłacić na rzecz pokrzywdzonej córki 100 tys. zł nawiązki oraz pokryć koszty postępowania sądowego. Sąd orzekł także wobec oskarżonej dożywotni zakaz zajmowania stanowisk związanych z wychowaniem i edukacją dzieci.

– Proces toczył się z wyłączeniem jawności – zaznaczyła sędzia.

Do przestępstwa znęcania się nad dzieckiem dochodziło w okresie od lutego 2017 r. do stycznia 2024 r. w miejscowości Sięciaszka Druga (Lubelskie). Jak informowała Prokuratura Okręgowa w Lublinie, śledztwo wykazało, iż Monika B. na twarz i kark dziecka miała aplikować toksyczną, bliżej nieustaloną substancję płynną, powodując oszpecenie dziewczynki. Wywoływało to m.in. rumień, stany zapalne, blizny, a także nieodwracalne ubytki tkanek w wyniku martwicy. Dziewczynka straciła m.in. część prawego ucha.

Rany córki kobieta wielokrotnie przedstawiała służbie zdrowia i sądowi opiekuńczemu jako zmiany chorobowe, co – według prokuratury – „stanowi dodatkowo szczególne okrucieństwo”. Na leczenie dziewczynki prowadzone były zbiórki pieniędzy.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto po zawiadomieniu od lekarzy Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie, którzy nabrali wątpliwości co do choroby córki Moniki B. Według nich „obraz kliniczny oraz przebieg choroby małoletniej nie odpowiadał żadnej znanej naukowo i empirycznie jednostce chorobowej”, a kształt i ewolucja zmian na skórze twarzy dziecka wskazywały, iż „nie miały charakteru naturalnego”.

Biegli z różnych gałęzi medycyny ustalili, iż zmiany te miały charakter urazowy, były spowodowane zachowaniem człowieka. Wskazywali m.in., iż masywne zmiany występowały praktycznie tylko w jednej okolicy ciała dziecka. Wykluczyli również chorobę skóry. Badania dziewczynki wykazały, iż nie ma u niej żadnych cech niepełnosprawności intelektualnej, przejawów autyzmu czy też padaczki, co latami sugerowała Monika B.

Kiedy kobieta trafiła do aresztu i sąd zawiesił jej władzę rodzicielską, a dziecko trafiło pod opiekę rodziny – stan zdrowia dziewczynki znacznie się polepszył i lekarze nie stwierdzili nowych zmian skórnych. Jak podała prokuratura, dziecko prawidłowo rozwija się poznawczo, wróciło do nauki w systemie stacjonarnym.

Podczas śledztwa Monika B. nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. Wyjaśniała m.in., iż zajmowała się czynnościami higienicznymi dotyczącymi ciała dziecka.

Biegli psychiatrzy ocenili, iż kobieta miała w pełni zachowaną zdolność do rozpoznania znaczenia swoich czynów i pokierowania swoim zachowaniem.

„Monika B., w ocenie biegłych psychiatrów, wykazuje natomiast zaburzenia osobowości w postaci (…) zespołu Münchhausena z przeniesienia, które polegają na celowym wprowadzaniu przez opiekuna objawów choroby u dziecka lub innej osoby pod jej opieką, aby wzbudzić współczucie i uwagę ze strony otoczenia, a także uzyskać z tego tytułu korzyści, m.in. finansowe” – podawała prokuratura w komunikacie.

Wyrok Sądu Okręgowego w Siedlcach jest nieprawomocny. Monika B. przebywa w areszcie.


Idź do oryginalnego materiału