Prokuratura odstawiła większą tragifarsę niż Bąkiewicz z biało-czerwoną kosą

2 godzin temu

11 października 2025 roku na Placu Zamkowym największa partia opozycyjna ustawiła scenę, na której przemawiali najważniejsi działacze PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. I to właśnie sam prezes kończąc swoje przemówienie serią komplementów: „mądry”, „dzielny”, „bohater”, zaprosił na scenę Roberta Bąkiewicza. Wystąpienie lidera Ruchu Obrony Granic było dość groteskowe i momentami ocierające się o profanację symboli narodowych. W towarzystwie kliku innych aktywistów Bąkiewicz wymachiwał biało-czerwoną kosą postanowioną na sztorc i wykrzykiwał złowieszcze metafory, w których chyba sam się pogubił.

Mimo wszystko przemówienie Roberta Bąkiewicza przeszło do historii, za sprawą Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Według ustaleń Radia WNET wcześniej sprawa trafiła do prokuratury rejonowej i okręgowej, ale w jednej i drugiej żaden prokurator nie chciał prowadzić postępowania. W Prokuraturze Rejonowej znalazł się chętny i w konsekwencji postawiono Bąkiewiczowi dwa zarzuty. Pierwszy z art. 255 k.k. za poniższą wypowiedź:

Nie bójcie się prokuratur i sądów! Ci ludzie zapłacą cenę za to i droga na Grunwald musi być taka, iż sprawiedliwość musi zapaść! Chwasty z polskiej ziemi trzeba powyrywać! I napalm na tę ziemię zrzucać, żeby nigdy nie odrosły!

Prokuratura uznała, iż ta chaotyczna wypowiedź wypełnia znamiona:

Publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni pozbawienia życia Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także pozbawienia życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu bliżej nieokreślonych osób współpracujących z Prezesem Rady Ministrów.

Drugi zarzut został oparty na trzech artykułach kodeksu karnego: art. 226 § 3 k.k., art. 212 § 2 k.k. i art. 57a § 1 k.k. Z kolei w tym przypadku prokurator uznał, iż Robert Bąkiewicz dopuścił się:

Publicznego poniżenia konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej w osobie Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, nazywając go „zdrajcą”, „niemieckim podnóżkiem”, „niemieckim pachołkiem”, „tchórzem” oraz „chwastem” oraz pomówienia go o takie postępowanie i adekwatności, które mogły poniżyć go w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla zajmowanego stanowiska Prezesa Rady Ministrów (…).

Tylko pobieżna analiza treści zarzutów, już na pierwszy rzut oka, odkrywa determinację, a choćby desperację prokuratury i daje pełne wyjaśnienie dlaczego prokuratorzy z „rejonówki” i „okręgówki” nie chcieli tej sprawy dotykać. Główny powód jest taki, iż średnio szanujący się prokurator, po prostu nie chciał się w tak spektakularny sposób ośmieszyć. Wypowiedź i chorografia Bąkiewicza nie należała ani do mądrych, ani do patriotycznych, ale żaden przepis w kodeksie karnym nie przewiduje kary dla kiczowatych i patetycznych tyrad. jeżeli chodzi o zarzuty dotyczące znieważania i zniesławiania Prezesa Rady Ministrów, to w ich świetle Donald Tusk powinien stanąć przed sądem kilkadziesiąt razy, za znieważanie i poniżanie Jarosława Kaczyńskiego.

Kilka dni po wiecu PiS Donald Tusk nazwał Jarosława Kaczyńskiego „podpalaczem z Żoliborza” i obciążył go odpowiedzialnością za próbę podpalenia siedziby PO w Warszawie, przez chorego psychicznie nieszczęśnika. Politycy regularnie się obrażają i poniżają wzajemnie, ale uczciwie trzeba zauważyć, iż za rządów PiS prokuratura tak absurdalnych zarzutów swoim przeciwnikom nie stawiała, chociaż ówczesna opozycja na sztandary wyniosła ***** ***. Takie działania zawsze i wszędzie źle się kończą nie dla oskarżanych, ale dla władzy. Przed postawieniem zarzutów, tandetnego spektaklu, jaki urządził Robert Bąkiewicz trudno było bronić, choć chętnych nie brakowało, ale teraz obrońców Bąkiewicza będzie znacznie więcej i nie dlatego, iż nagle stał się wybitnym mówcą, tylko dlatego, iż prokuratura pod zarządem Waldemara Żurka przekroczyła kolejną granicę śmieszności i politycznej głupoty.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału