Prawa dotyczące protestów należy postrzegać jako próby zakazania krytyki Izraela

7 godzin temu

Prawa dotyczące protestów

należy postrzegać jako

próby zakazania krytyki Izraela

Celem władz [Wielkiej Brytanii md] jest dodawanie coraz większej liczby przepisów dotyczących protestów, aż nikt nie będzie chciał uczestniczyć w demonstracji pro-palestyńskiej bez obecności prawnika.

Caitlin Johnstone 2 maja 2026 r. caitlinjohnstone-au/protest-laws-should-be-viewed-as-efforts-to-ban-criticism-of-israel

Przepisy skierowane przeciwko protestom pro-palestyńskim należy zawsze postrzegać jako próby zakazania krytyki Izraela. Właśnie to obserwujemy w Wielkiej Brytanii, gdzie premier zachęca do ścigania każdego, kto mówi: „globalizacja intifady”.

„Jeśli staniesz po stronie ludzi, którzy mówią o globalizacji Intifady, nawołujesz do terroryzmu wobec Żydów, a osoby używające tego sformułowania powinny być ścigane” – powiedział Keir Starmer podczas czwartkowej konferencji prasowej . „To rasizm, skrajny rasizm, który pozostawił mniejszość w tym kraju przestraszoną, zastraszoną i zastanawiającą się, czy jest częścią wspólnoty. Dlatego powtarzam, iż ten rząd zrobi wszystko, co w jego mocy, aby wykorzenić tę nienawiść”.

Wielka Brytania zakazała już wszelkich form wyrażania poparcia dla grupy aktywistów Palestine Action, niedawno też zakazała organizowania powtórnych protestów i aresztowała demonstrantów za używanie słowa „intifada” w ich działaniach na rzecz Palestyny, powołując się na „przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu o podłożu rasowym”. Teraz premier chce, by wszyscy zostali oskarżeni ze zwiększoną agresją.

To wszystko jest ledwo zamaskowaną próbą wywołania efektu mrożącego na cały ruch protestacyjny pro-palestyński. Celem jest po prostu dodawanie kolejnych przepisów dotyczących protestów, aż nikt nie będzie chciał uczestniczyć w demonstracji pro-palestyńskiej bez obecności prawnika, który doradziłby im, co dokładnie mogą, a czego nie mogą mówić, jeżeli chcą uniknąć więzienia.

Komentarze Starmera były reakcją na nieśmiertelny atak nożem na dwóch mężczyzn pochodzenia żydowskiego, do którego doszło w środę w Golders Green. Premier natychmiast określił to zdarzenie jako „antysemicki atak” i, jak twierdzi policja, traktuje je jako incydent terrorystyczny .

Cała zachodnia klasa polityczna i medialna oczywiście wykorzystała tę okazję, by krzyczeć o antysemityzmie i domagać się represji wobec antyizraelskich wypowiedzi oraz demonstracji pro-palestyńskich. W Australii ta historia spotkała się z gorączkowym rozgłosem w naszej propagandowej prasie głównego nurtu, mimo iż dotyczy ona ataku nożem na wyspie po drugiej stronie globu, gdzie w zeszłym roku odnotowano około 53 000 przestępstw z użyciem ostrza .

Niestety, pomimo licznych narracji o nienawiści do Żydów i terroryzmie, które krążą wokół tego tematu, w chwili pisania tego tekstu nie ma żadnych publicznych dowodów na to, iż atak był motywowany ideologią nienawiści. Brytyjski kanał informacyjny Channel 4 donosi , iż podejrzany, urodzony w Somalii obywatel brytyjski o imieniu Essa Suleiman, opuścił szpital psychiatryczny zaledwie kilka dni przed atakiem i ma długą historię chorób psychicznych i agresywnych zachowań. W 2008 roku Suleiman został podobno uwięziony za napaść na policjanta i jego psa; możemy prawdopodobnie założyć, iż pies policyjny nie był Żydem.

Równie niewygodny dla narracji o antysemickim terroryzmie jest fakt, iż dwaj Żydzi nie byli jedynymi ofiarami ataku Suleimana tego dnia. Oprócz zarzutów o atak w Golders Green, Suleiman jest również oskarżony o próbę zabójstwa swojego wieloletniego znajomego Ishmaila Husseina, do której doszło wcześniej tego samego dnia. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale „Hussein” nie brzmi mi jak żydowskie nazwisko i myślę, iż możemy śmiało założyć, iż gdyby tego dnia zginęła trzecia żydowska ofiara, nie byłoby to ukrywane przed prasą.

Gdybym zobaczyła kogoś, kto zaraz po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego wszczyna serię ataków nożowników na Żydów i osoby nieżydowskiego pochodzenia, moją pierwszą myślą nie byłoby: „To zdecydowanie motywowany politycznie akt terroryzmu o podłożu antysemickim”. Moją pierwszą myślą byłoby: „To chory psychicznie człowiek, którego system zawiódł, który wpadł w szał i naraził życie innych podczas jakiegoś psychotycznego załamania”.

W 2020 roku Sulejman został podobno skierowany do programu Prevent – ​​rządowego programu wczesnej interwencji, mającego na celu odciągnięcie wrażliwych członków społeczeństwa od ekstremizmu – ale niedługo potem jego wniosek został odłożony na półkę. Na razie możemy jedynie spekulować, ale mogło to nastąpić, ponieważ odpowiednie władze uznały, iż wszelkie sygnały ostrzegawcze, jakie mogło wywołać jego zachowanie, były wynikiem choroby psychicznej, a nie niebezpiecznej ideologii, po czym wrzuciły jego akta do kosza z etykietą „nie nasz problem”.

Fakt, iż przemoc Sulejmana nie była skierowana wyłącznie przeciwko Żydom, w połączeniu z faktem, iż zmagał się wówczas z poważnymi problemami psychicznymi, pozornie bardzo utrudniałby udowodnienie, iż jego działania miały polityczne lub religijne motywy terrorystyczne. Być może dlatego w chwili pisania tego tekstu został oskarżony jedynie o usiłowanie zabójstwa, a nie o terroryzm.

Jak widać, narracja, iż ​​była to antysemicka zbrodnia z nienawiści, wymagająca radykalnych, autorytarnych środków, jest tak krucha, jak to tylko możliwe. Ale i tak ją przepychają, z całych sił. Robią to nie po to, by chronić Żydów, ale by chronić interesy informacyjne państwa Izrael, z którym imperium zachodnie jest ściśle powiązane.

Mówiłem to już wcześniej i powtórzę raz jeszcze: Nie ma większego zagrożenia dla wolności słowa w świecie zachodnim niż Izrael i jego zwolennicy. Całe społeczeństwo zachodnie musi zaciekle stawić opór szaleńczemu naciskowi na zduszenie naszego prawa do sprzeciwu wobec wojny, ludobójstwa, apartheidu i niesprawiedliwości.

Idź do oryginalnego materiału