Prąd pod prysznicem, dziurawe okna, wilgoć. Prokuratura umarza postępowanie w sprawie lokalu socjalnego w Świdnicy

19 godzin temu

Było wyczekiwane i przyjęte z wielką wdzięcznością. Była listonoszka, z grupą inwalidzką po wypadku samochodowym, wynajęła od miasta malutkie mieszkanie socjalne. Pod prysznicem odkryła puszkę z kablami elektrycznymi, pod podłogą zgniliznę, na ścianach wilgoć, a w stuletnich oknach dziury i popękane szyby. Mimo iż biegli, powołani przez prokuraturę, potwierdzili większość zarzutów świdniczanki, prokuratura po ponad rocznym śledztwie umorzyła postępowanie. – Ja już nie mam siły płakać – mówi pani Agnieszka.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH


Historię pani Agnieszki, wieloletniej listonoszki, która straciła pracę, a w konsekwencji własne mieszkanie, opisywaliśmy wielokrotnie. Świdniczanka jako osoba chora, ze stwierdzoną 50% utratą zdrowia, i bezdomna trafiła do mieszkania wspieranego w tzw. „Jaskółkach” przy ul. 1 Maja. Niestety, nie mogła tu przebywać ze swoimi psami ani realizować swojej pasji, jaką było prowadzenie domu tymczasowego dla psów. Wcześniej zdołała przygotować około 100 czworonogów do adopcji.

Koszmar pod świeżą farbą

W 2024 roku złożyła wniosek o przyznanie lokalu socjalnego i został on bardzo gwałtownie zrealizowany. Nie od razu zgodziła się na zaproponowane jednopokojowe mieszkanie, ale innego nie w ofercie miasto nie miało. Umowę najmu podpisała 17 września 2024 roku, wprowadziła się 1 października. Za przygotowanie mieszkania do najmu odpowiadał Miejski Zarząd Nieruchomości, który za ok. 14 tysięcy złotych zlecił wykonanie remontu niedużego pokoju z wydzieloną mini łazienką. Prace powierzono wyłonionej w drodze konkursu ofert firmie 4 Kąty Iwona Suliborska.

Na zdjęciach prezentowanych przez MZN lokal wyglądał ładnie, ale tylko wyglądał. niedługo jednak spod świeżo wymalowanych ścian zaczęły się wyłaniać problemy, w tym śmiertelna pułapka w postaci instalacji elektrycznej poprowadzonej tuż pod instalacją wodną w łazience. Lista problemów była dłuższa: przegniłe płyty pod nowym gumoleum, stary, przerdzewiały piecyk elektryczny, nieszczelne, stare drzwi wejściowe, niestabilnie zawieszony w przejściu bojler.

Na prośby pani Agnieszki nikt nie reagował. Dopiero po pismach i zaangażowaniu zupełnie obcych osób, a także publikacji w portalu Swidnica24.pl część usterek została usunięta. Udało się też dzięki zrzutce pozyskać pieniądze na nową podłogę i drzwi wejściowe. Problemem nie do pokonania okazały się dwa olbrzymie okna o wymiarach ok. 130/ 200 cm, liczące co najmniej sto lat, nieszczelne, z przegniłymi ramami i w opinii wezwanego na miejsce przez MZN szklarza – nie do naprawy na miejscu. Zimą temperatura zaczęła spadać do 13, 14 stopni Celsjusza.

Zarówno MZN, jak i Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego nie dostrzegali, iż okna nadają się jedynie do wymiany. Powołując się na przepisy prawa budowlanego wskazywali, iż konserwacja i uszczelnianie okien leży po stronie użytkownika lokalu. Na nic zdały się prośby i pisma. Zarządca po naciskach wpisał wymianę na listę, ale bez wskazania żadnego terminu. Ostatecznie pomógł prywatny przedsiębiorca, który na prośbę posła Roberta Jagły sfinansował nowe okna i ich wymianę. Wymiana została dokonana według ścisłych zaleceń MZN-u i była skrupulatnie przez reprezentowaną przez dyrektora Marka Suwalskiego miejską jednostkę kontrolowana.

1 z 4

Cała wina na lokatorkę

O problemach z warunkami, w jakich znalazła się pani Agnieszka, byli informowani prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska, zastępca prezydenta Krystian Werecki, dyrektor MZN Marek Suwalski, a także radni i parlamentarzyści. Opieką świdniczankę otoczyła pani Magdalena z Wrocławia, która poznała panią Agnieszkę dzięki adopcji psa. Poruszyła ją bezradność chorej kobiety wobec machiny administracyjnej. Pomogła zawiadomić Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego oraz Prokuraturę Rejonową w Świdnicy o stanie mieszkania, zagrażającym zdrowiu i życiu byłej listonoszki. Zawiadomienie do prokuratury złożyła również świdnicka radna Sylwia Osojca-Kozłowska.

MZN broni się, iż pani Agnieszka czterokrotnie oglądała mieszkanie przed podpisaniem umowy i nie zgłaszała zastrzeżeń. Zarzuca lokatorce przeprowadzenie prac we własnym zakresie bez zgody właściciela (wymienione drzwi wejściowe i podłoga). Pełną odpowiedź opublikowaliśmy 21 października 2024 roku. Jednocześnie na zlecenie MZN część usterek została usunięta, m.in. wadliwie położone instalacje elektryczna i wodna.

Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. TUTAJ cała odpowiedź. Rzecz w tym, iż kontroler pojawił się dwa tygodnie po zgłoszeniu, gdy większość usterek została usunięta.

Po zawiadomieniach Prokuratura Rejonowa wszczęła śledztwo i powołała biegłych. MZN też.

Było zagrożenie dla życia

Biegły z zakresu budownictwa stwierdził szereg nieprawidłowości, w tym przekroczoną wilgotność przegród budowlanych, zużyte skrzydła okienne, brak pomiarów elektrycznych. Jednocześnie uznał, iż nie może ocenić stanu mieszkania przed wykonanymi poprawkami, bo „zdjęcia zostały wykonane jednostronnie” (cokolwiek to znaczy).

Zdjęcia wykonane 10 października 2024 roku:

1 z 6

Prokuratura powołała kolejnego biegłego – z zakresu elektroenergetyki, który wskazał na brak pomiarów, brak oświadczenia wykonawcy o poprawności wykonania. Wskazał również na to, iż wykonana instalacja nie uwzględnia mocy zainstalowanych w mieszkaniu urządzeń elektrycznych, co może prowadzić do przegrzania przewodów. Prywatną opinię do prokuratury dostarczył MZN, a wynikało z niej, iż wszystko jest w porządku.

Prokuratura powołała więc kolejnego biegłego – tym razem z zakresu badań elektrotechnicznych i ogólnopożarowych. Wynika z niej, iż instalacja jest prawidłowa i nie powoduje zagrożenia przepływu prądu przeciążeniowego.

Prokurator przesłuchał m.in. wykonawcę prac, Oskara S. „Świadek przyznał, iż popełnił błąd, puszczając przewód elektryczny w ścianie za kabiną prysznicową pomiędzy rurkami pexa, ale, jego zdaniem, nie było zagrożenia dostania się wody do prądu, bo kabel był izolowany i nie wchodził bezpośrednio do gniazdka” – czytamy w uzasadnieniu umorzenia postępowania.

To, co opisywał Oskar S. jako bezpieczne, wyglądało tak:


Jednak – jak wskazuje na opinię biegłego z zakresu elektroenergetyki prokuratur Wojciech Abramowicz, prowadzący postępowanie, „Rzeczywiście przewody elektryczne w łazience nie zostały ułożone prawidłowo, a zwykłe korzystanie z kabiny prysznicowej w tym lokalu stwarzało zagrożenie porażeniem prądem elektrycznym”. Zachodziło więc zagrożenie dla zdrowia i życia. „Ze zgromadzonych w toku postępowania dowodów bezsprzecznie wynika jednak, iż osobą, pomiędzy której zachowaniem, a skutkiem w postaci narażenia Agnieszki (…) na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez porażeniem prądem jest Oskar S.”. Oskar S. zmarł w czerwcu 2025 roku i z tego powodu prokurator w tym zakresie postępowanie umorzył.

W uzasadnieniu prokurator pisze, iż MZN zlecił wykonanie remontu właśnie Oskarowi S., co jest sprzeczne z wcześniejszą informacją – zlecenie na prace otrzymała firma 4 Kąty Iwona Suliborska, a nie imiennie Oskar S. Prokurator nie rozważa w ogóle odpowiedzialności firmy. Od odpowiedzialności zwalnia również zastępcę prezydenta Świdnicy Krystiana Wereckiego, który w imieniu miasta podpisywał umowę najmu, a także urzędników MZN, wskazując, iż wadliwie zamontowana instalacja była widoczna dopiero po zdjęciu kabiny prysznicowej.

Prokurator uznał również, iż inne wady lokalu, jak zawilgocenie i nieszczelne okna, czy brak źródła ogrzewania (które zostało zdemontowane na wniosek najemczyni) nie narażały kobiety na bezpośrednie zagrożenie utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Prokurator umorzył postępowanie w zakresie niedopełnienia obowiązków przez zastępcę prezydenta Krystiana Wereckiego (w żadnym ze złożonych zawiadomień osoba zastępcy prezydenta nie była wskazywana), bowiem – jak wskazał w uzasadnieniu, zastępca prezydenta nie mógł mieć wiedzy o występujących wadach w lokalu, gdyż remont i odbiór był zorganizowany przez MZN. Od odpowiedzialności prokurator uwolnił również pracowników Miejskiego Zarządu Nieruchomości. „Nie sposób oczekiwać, by pracownik MZN, odbierając lokal, miał zdejmować kabinę prysznicową (…)” – uzasadnia prokurator.

Prokurator umorzył postępowanie również w zakresie zagrożenia pożarowego.

Będzie zażalenie

Z takim zakończeniem postępowania nie zgadza się pani Magdalena. Wrocławianka zapowiedziała złożenie zażalenia na umorzone postępowanie.

Stan przydzielonego lokalu nie spełniał warunków do zamieszkania, ze względu na panującą wilgoć oraz temperaturę w mieszkaniu. Zainstalowana krata w oknie uniemożliwiała ewentualną ewakuację w przypadku zagrożenia pożarowego. We wcześniejszym pismach skierowanych przeze mnie informowałam, iż pani Agnieszka (…) narażona jest na niskie temperatury panujące w mieszkaniu w okresie jesienno-zimowym. W ubiegłym roku temperatury wynosiły 15, 16 stopni, w łazience 10 stopni (pomimo włączonego źródła ciepła i bardzo wysokich rachunków za prąd).” – wskazuje wrocławianka.

I to właśnie temperatura, panująca w mieszkaniu, jest teraz największym problemem. – Ja już nie mam siły płakać, jestem obarczana całą winą, a na dodatek nie wiem, jak przetrwam te mrozy – mówi pani Agnieszka. Mimo wymiany okien i zakupu pieca akumulacyjnego, dostosowanego do rozmiaru pokoju, w mieszkaniu 7 stycznia temperatura wynosiła 17 stopni Celsjusza. W łazience tylko 10 stopni. Dzisiaj w obu pomieszczeniach spadła o dwa stopnie. Łazienka ma niedocieplone ściany, nie ma izolacji podłogi.

– Prognoza meteorologiczna na najbliższe dni wskazuje dalszy spadek temperatur, co oznacza, iż zdrowie i życie mieszkanki będzie przez cały czas narażone na niebezpieczeństwo!!!!! W ramach działań pomocowych proszę znaleźć możliwie jak najszybciej lokal zastępczy aby chronić życie i zdrowie pani Agnieszki. jeżeli kolejne noce spędzi na ul. (…) będzie to zagrażające – alarmuje pani Magdalena.

Apel został skierowany do Straży Miejskiej, prezydent Świdnicy Beaty Moskal-Słaniewskiej, zastępcy prezydenta Krystiana Wereckiego i dyrektora Marka Suwalskiego. Władze miasta i MZN od dawna byli informowani, iż w lokalu przy jego obecnym stanie technicznym nie ma możliwości utrzymania wymaganych prawem temperatur.

1 z 2

Pani Agnieszka boi się używać dodatkowych grzejników, bo nie ma pewności, czy instalacja elektryczna wytrzyma dodatkowe obciążenie. Nie ma także środków na zwiększone opłaty. Utrzymuje się z renty w wysokości 1820 zł miesięcznie, a rachunek za prąd w listopadzie wyniósł ponad 500 zł.

Agnieszka Szymkiewicz

Idź do oryginalnego materiału