Postawił służby na nogi, bo nie podobał mu się spływ kajakiem

2 dni temu

Policjanci i strażacy podjęli akcję poszukiwawczą w nurcie Łyny po zgłoszeniu dotyczącym dryfującego po powierzchni rzeki kajaka. Do działań wykorzystana została łódź ratunkowa i specjalistyczne drony.

operator numeru alarmowego odebrał zgłoszenie o tym, iż w nurcie Łyny w okolicy ulicy Leśnej w Olsztynie dryfuje odwrócony do góry dnem kajak. Na miejsce od razu skierowani zostali policjanci oraz strażacy dysponujący łodzią ratunkową i dronem przystosowanym do prowadzenia działań poszukiwawczych.

Pracujący w miejscu działań policjanci ustalili, iż znaleziony w wodzie kajak został kilka godzin wcześniej wynajęty przez mężczyznę opiekującego się kilkunastoletnim chłopcem. Ojciec z dzieckiem wypłynęli w dół rzeki z okolicy olsztyńskiej starówki. Po około dwóch godzinach mieli zostać odebrani przez obsługę wypożyczalni przy elektrowni wodnej przy ujściu rzeki Wadąg. Kajakarze nie zjawili się w umówionym miejscu o czasie, nie można było się do nich dodzwonić. Kiedy okazało się, iż ich sprzęt pływający jest niesiony nurtem rzeki, czarny scenariusz stawał się coraz bardziej prawdopodobny.

Policjanci próbowali ustalić tożsamość zaginionych. Osoba, która wynajmowała im sprzęt pływający nie zanotowała ich danych osobowych, znany był jedynie numer telefonu mężczyzny i nieprecyzyjne rysopisy. To kilka informacji, ale na ich podstawie funkcjonariusze ustalili imię, nazwisko i miejsce zamieszkania ojca.

Pod ustalonym adresem drzwi mundurowym otworzył… „zaginiony” 30-latek. Twierdził, iż on i jego 11-letni syn nie byli zadowoleni z tego, jak wyglądał spływ kajakiem. Uznali więc, iż po prostu wyjdą na brzeg i wrócą do domu.

Idź do oryginalnego materiału