Zanim poseł Zbigniew Dolata po raz kolejny występuje w roli moralnego recenzenta, oskarżyciela i samozwańczego strażnika etyki życia publicznego, warto przypomnieć fakty, które zostały jednoznacznie ocenione przez niezawisłe sądy. Fakty niewygodne. Fakty prawomocne. Fakty, o których sam poseł – zapytany publicznie – mówi: „Nie odpowiadam na takie głupie pytania”.
Historia sądowa Zbigniewa Dolaty pokazuje bowiem powtarzalny schemat działania: ostre, publiczne oskarżenia, brak dowodów, a następnie przegrane procesy o naruszenie dóbr osobistych i konieczność przeprosin.
Sprawa Wojciecha Krawczyka – zarzut współpracy z SB
Pierwszy z głośnych wyroków zapadł w 2013 roku. Powodem był Wojciech Krawczyk, którego Zbigniew Dolata publicznie oskarżał o współpracę z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa PRL. Były to oskarżenia ciężkiego kalibru, godzące w reputację, honor i dobre imię. Sąd nie miał wątpliwości: poseł nie przedstawił dowodów, a jego wypowiedzi naruszały dobra osobiste Krawczyka.
Wyrok był jednoznaczny:
-
uznanie wypowiedzi Dolaty za nieprawdziwe,
-
stwierdzenie naruszenia dóbr osobistych,
-
nakaz przeprosin.
To nie była polityczna polemika ani „ostry język debaty”. To był prawomocny wyrok sądu, który jasno wskazał, iż poseł przekroczył granice dopuszczalne w życiu publicznym.
Sprawa Jaromira Dziela – lekarz fałszywie oskarżony
Drugi wyrok, jeszcze bardziej aktualny i wymowny, zapadł w 2022 roku. Tym razem przeciwnikiem procesowym był lekarz i samorządowiec Jaromir Dziel. Zbigniew Dolata publicznie przypisywał mu działania i zachowania, które – jak jednoznacznie stwierdził sąd – nie miały miejsca. Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, iż poseł:
-
naruszył dobre imię Jaromira Dziela,
-
formułował bezpodstawne oskarżenia,
-
działał w sposób sprzeczny z zasadami rzetelności i odpowiedzialności słowa.
Wyrok był prawomocny, utrzymany w drugiej instancji. Skutek?
-
obowiązek publicznych przeprosin,
-
sądowe potwierdzenie, iż zarzuty posła były nieprawdziwe.
Wspólny mianownik: oskarżenia bez konsekwencji dla oskarżyciela
Obie sprawy – choć dotyczyły różnych osób i różnych kontekstów – łączy ten sam mechanizm:
-
poseł stawia ciężkie zarzuty,
-
robi to publicznie, z pozycji władzy i rozpoznawalności,
-
nie potrafi ich udowodnić,
-
przegrywa w sądzie,
-
po czym… wraca do tej samej metody wobec kolejnych osób.
To właśnie dlatego pytania dziennikarzy o wcześniejsze wyroki są jak najbardziej zasadne. I to właśnie dlatego reakcja posła – odmowa odpowiedzi, nerwowość, lekceważenie – budzi tak duże wątpliwości.
Moralizator z wyrokami na koncie
Dziś Zbigniew Dolata żąda dymisji, insynuuje „patologie”, sugeruje przestępstwa i podważa reputację kolejnych osób. Robi to bez prawomocnych rozstrzygnięć, bez decyzji prokuratury, bez wyroków. Paradoks polega na tym, iż sam jest politykiem, wobec którego zapadły prawomocne wyroki za pomówienia. Nie są to opinie. Nie są to komentarze medialne. To są orzeczenia sądów Rzeczypospolitej Polskiej.
Publiczne słowo to odpowiedzialność
Każdy polityk ma prawo do krytyki. Ale każdy polityk – szczególnie poseł na Sejm RP – ma też obowiązek ponoszenia odpowiedzialności za słowo. Historia Zbigniewa Dolaty pokazuje, iż z tą odpowiedzialnością bywa u niego wyjątkowo słabo. I właśnie dlatego, gdy dziś występuje jako oskarżyciel, warto pamiętać, iż już dwukrotnie sądy uznały jego wypowiedzi za nieprawdziwe, już dwukrotnie musiał przepraszać, już dwukrotnie przekroczył granice, które sam innym wyznacza.
To nie jest atak polityczny. To jest przypomnienie faktów, których nie da się zagłuszyć konferencją prasową ani podniesionym głosem, co poseł próbuje robić w ostatnich tygodniach.

1 miesiąc temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·