Porażające kulisy działań funkcjonariusza policji. Groził rozsyłaniem intymnych fotografii ich rodzinom

1 godzina temu

Służbowe bazy danych jako narzędzie nacisku. Ustalenia Niezalezna.pl

Z ustaleń Tomasza Grodeckiego z redakcji Niezalezna.pl wyłania się powtarzalny, bezwzględny mechanizm działania. Ofiarami policjanta stawały się najczęściej kobiety młode, niejednokrotnie samotne matki w trudnej sytuacji życiowej, które pojawiały się w mieleckiej komendzie, by załatwić swoje prywatne sprawy jako petentki.

Jak informuje Niezalezna.pl, funkcjonariusz, mając pełny dostęp do wewnętrznych systemów, miał bezprawnie kopiować ich numery telefonów oraz dane personalne uzyskane podczas wykonywania czynności służbowych. Następnie, kreując się prywatnie na „fotoamatora” i fotografa, nawiązywał z nimi kontakt i oferował realizację rozbieranych sesji zdjęciowych.

Jeśli kobiety odmawiały współpracy lub nie zgadzały się na pokazywanie „większej golizny”, zaczynał się trwający miesiącami szantaż. Mundurowy groził, iż kompromitujące materiały roześle ich rodzinom oraz nowym partnerom życiowym. W reportażu Niezalezna.pl czytamy, iż do spotkań miało dochodzić w ustronnych miejscach, m.in. w altanie działkowej pod Mielcem, na której regularnie mieli bywać także inni policjanci. W tle sprawy pojawiają się również ujawnione przez portal wątki propozycji handlu pornografią na portalu OnlyFans oraz żądania intymnych praktyk sadomasochistycznych.

Podkarpacki parasol ochronny: „Policjant zaprzeczył”

Pokrzywdzone kobiety w czerwcu 2025 roku zdecydowały się na odważny krok. Zebrały dowody w postaci zabezpieczonych z komunikatorów rozmów oraz zdjęć i wysłały oficjalne zawiadomienie do komendanta powiatowego w Mielcu, Pawła Lesia. Zamiast natychmiastowych kroków dyscyplinarnych, ofiary spotkały się z próbami zastraszania, by nie nadawały sprawie oficjalnego biegu.

Wewnętrzne postępowanie wyjaśniające w mieleckiej komendzie zakończyło się błyskawicznie, całkowitym umorzeniem w oparciu o kuriozalną argumentację. Jak ujawnia Niezalezna.pl, powołując się na dokumenty, do których dotarła redakcja:

„Policjant zaprzeczył, aby prowadził wskazane działania” – napisał w oficjalnej notatce Zastępca Komendanta Powiatowego. Śledczy uznali, iż skoro funkcjonariusz zaprzecza, to skarga w zasadniczej części jest bezzasadna.

Nawet gdy wyszło na jaw, iż mundurowy bez jakichkolwiek podstaw prawnych prześwietlił w policyjnych systemach dane jednej z poszkodowanych oraz jej najbliższej rodziny, reakcja przełożonych była symboliczna. Jak dowiedziała się Niezalezna.pl, po miesiącach walki kobiety, w aktach personalnych policjanta pojawiła się jedynie... nagana.

Bezczynność w Rzeszowie i Stalowej Woli pod lupą dziennikarzy

Zdeterminowane kobiety próbowały szukać pomocy wyżej, kierując pisma do Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, KGP oraz Biura Nadzoru Wewnętrznego MSWiA. Spotkały się jednak z chłodnym, proceduralnym oporem.

Dziennikarskie śledztwo Niezalezna.pl ujawnia, iż rzeszowskie Biuro Spraw Wewnętrznych z wizyty poszkodowanej sporządziło notatki, w których bez ogródek próbowano sprawę zbagatelizować, spłycić i odesłać do prokuratury bez oficjalnego zaprotokołowania zeznań kobiety. Z kolei warszawskie BNW odpisało, iż skargę rozpatrzono zgodnie z procedurą... odsyłając ją do weryfikacji przez jednostkę w Mielcu, czyli bezpośrednich kolegów oskarżanego.

Równie zagadkowa jest rola prokuratury, której działania punktuje portal Niezalezna.pl. Prokuratura Rejonowa w Stalowej Woli wszczęła w tej sprawie śledztwo, po czym umorzyła je zaledwie po kilku tygodniach.

W odpowiedzi na pytania zadane przez Niezalezna.pl, śledczy ze Stalowej Woli tłumaczyli, iż informacje przekazane przez pokrzywdzoną „nie wskazywały konkretnych osób pokrzywdzonych, ani zdarzeń”. Co istotne, portal ustalił, iż w trakcie tego postępowania prokuratura nie przesłuchała nikogo poza samą zawiadamiającą – nie wezwano choćby na przesłuchanie oskarżanego policjanta.

System, który chroni mundurowych. Stanowisko KGP dla Niezalezna.pl

Zamiast dyscyplinarnego zwolnienia czy choćby zawieszenia, oskarżany przez kobiety funkcjonariusz tuż po wybuchu afery w połowie 2025 roku został wysłany na koszt podatnika na trzymiesięczne, atrakcyjne szkolenie dla techników kryminalistyki do ośrodka w Pile.

Dziennikarze portalu Niezalezna.pl oficjalnie zapytali Komendę Główną Policji o powody braku ochrony dla poszkodowanych kobiet. Centrala zasłoniła się jednak formalizmami:

„Zgodnie z posiadanymi informacjami nie wpłynęło formalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wskazanego funkcjonariusza wobec jakichkolwiek kobiet. Co w praktyce skutkuje brakiem informacji o ewentualnych pokrzywdzonych i tym samym wyczerpuje przesłankę zapewnienia im ochrony” – oświadczyła KGP w oficjalnym piśmie przesłanym do redakcji Niezalezna.pl.

Wydział Kontroli KGP w Warszawie po raz kolejny przedłużył termin wydania wiążącej decyzji w ramach „czynności sprawdzających” – tym razem do 20 lipca 2026 roku. Jak podsumowuje w swoim materiale Niezalezna.pl, do tego czasu podejrzewany o szantaż i nielegalne operowanie danymi policjant każdego dnia zakłada mundur, przychodzi do pracy w mieleckiej komendzie i zachowuje pełny dostęp do systemów zawierających dane mieszkańców Podkarpacia.

Idź do oryginalnego materiału