W historii okupacji niemieckiej jednym z najbardziej złożonych i trudnych tematów pozostaje działalność Żydowskiej Służby Porządkowej, czyli policji żydowskiej działającej w gettach na terenie okupowanej Polski. Podobnie jest z „policją granatową”, w której służyli Polacy.
Jej funkcjonowanie było elementem systemu administracyjnego stworzonego przez III Rzeszę w ramach realizacji polityki eksterminacyjnej wobec ludności żydowskiej.
Getta zaczęły powstawać jesienią 1939 roku. Pierwsze zorganizowano w Piotrkowie Trybunalskim, a w Warszawie decyzję o utworzeniu getta Niemcy ogłosili 2 października 1940 roku, a jego zamknięcie nastąpiło 16 listopada 1940 roku. Wówczas w obrębie murów znalazło się około 350–400 tys. osób, co czyniło je największym gettem w okupowanej Europie.
Na polecenie niemieckich władz okupacyjnych przy radach żydowskich (Judenratach) powołano Żydowską Służbę Porządkową (Jüdischer Ordnungsdienst). W getcie warszawskim formacja liczyła początkowo około 1200 funkcjonariuszy, a w szczytowym okresie około 2000. Komendantem został Józef Szeryński, przedwojenny funkcjonariusz Policji Państwowej.
Podobne oddziały działały w Łodzi (ok. 1200 policjantów), Krakowie (ok. 150), Lublinie i dziesiątkach mniejszych gett Generalnego Gubernatorstwa. Do obowiązków policji należało: pilnowanie porządku publicznego, kontrola ruchu ludności i bram getta, egzekwowanie zarządzeń sanitarnych i pracy przymusowej, udział w konfiskatach mienia, eskortowanie osób zatrzymanych.
Funkcjonariusze otrzymywali wynagrodzenie oraz dodatkowe racje żywnościowe. W realiach głodu, w którym według danych niemieckich w samym getcie warszawskim w 1941 roku zmarło z wycieńczenia ponad 43 tys. osób, przywileje te miały ogromne znaczenie.
Najbardziej dramatyczny okres działalności policji żydowskiej przypadł na lato 1942 roku. 22 lipca rozpoczęła się tzw. Wielka Akcja Likwidacyjna getta warszawskiego, będąca częścią niemieckiej operacji eksterminacyjnej.
W ciągu niespełna dwóch miesięcy – do 21 września 1942 roku – z Umschlagplatzu wywieziono do obozu zagłady w Treblince około 254–265 tys. Żydów. Codziennie deportowano od 5 do 7 tys. osób. Żydowska policja została zmuszona do: wyciągania ludzi z mieszkań, doprowadzania ich na punkty zborne, konwojowania kolumn deportacyjnych.
Relacje świadków wskazują, iż odmowa wykonania rozkazu groziła natychmiastową śmiercią lub deportacją całej rodziny policjanta.
Jednym z najważniejszych źródeł jest pamiętnik Calela Perechodnika „Czy ja jestem mordercą?”, spisany w 1943 roku po likwidacji getta w Otwocku. Autor, sam będący policjantem, opisywał udział formacji w deportacjach oraz własne poczucie winy po wysłaniu żony i córki do transportu.
Równie istotne są zapiski Emanuela Ringelbluma, twórcy konspiracyjnego Archiwum Getta Warszawskiego „Oneg Szabat”. Notował on przypadki brutalności i korupcji części policjantów, ale jednocześnie odnotowywał próby ostrzegania mieszkańców przed akcjami niemieckimi.
W dzienniku Chaima Kaplana pojawiają się zapisy o narastającej wrogości wobec policji już w 1941 roku, gdy zaczęła ona egzekwować coraz surowsze zarządzenia okupanta.
Źródła historyczne nie pozwalają na jednoznaczny obraz formacji. Obok relacji o przemocy i nadużyciach istnieją świadectwa pomocy udzielanej potajemnie mieszkańcom getta. Niektórzy policjanci współpracowali z organizacjami konspiracyjnymi, przekazywali informacje lub umożliwiali ucieczki.
Jednocześnie część funkcjonariuszy korzystała z pozycji, uczestnicząc w procederze łapówek i grabieży. W dokumentach podziemia żydowskiego z 1942 roku pojawiają się choćby wyroki śmierci wydawane na szczególnie brutalnych policjantów.
Po zakończeniu deportacji Niemcy stopniowo likwidowali także samą policję żydowską. Wielu jej członków zostało zamordowanych jeszcze w 1942 roku lub podczas powstania w getcie warszawskim w kwietniu 1943 roku. Część trafiła do obozów koncentracyjnych.
Paradoks polegał na tym, iż służba, która miała zwiększyć szanse przetrwania, w większości przypadków nie ocaliła jej funkcjonariuszy.
Współczesna historiografia podkreśla, iż policja żydowska była elementem systemu przymusu zaprojektowanego przez okupanta. Niemcy wykorzystywali struktury wewnętrzne gett, aby ograniczyć własne zaangażowanie i przerzucić ciężar wykonawczy na podporządkowaną społeczność.
Obok żydowskiej służby porządkowej działającej w gettach Niemcy utworzyli na terenie okupowanej Polski również formację policyjną złożoną z Polaków. Była nią Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa, nazywana potocznie „granatową policją” od koloru przedwojennych mundurów, które funkcjonariusze przez cały czas nosili.
Formacja powstała w październiku 1939 roku na mocy decyzji władz niemieckich po rozwiązaniu Policji Państwowej II Rzeczypospolitej. Okupant wykorzystał istniejącą strukturę kadrową, wzywając przedwojennych policjantów do ponownego podjęcia służby. Formalnie mieli oni dbać o porządek publiczny i zwalczać przestępczość pospolitą, jednak w praktyce policja została podporządkowana niemieckiej Ordnungspolizei oraz żandarmerii i wykonywała polecenia władz okupacyjnych.
Liczebność „granatowej policji” wahała się od około 8 do 12 tysięcy funkcjonariuszy. Działali oni wyłącznie na obszarze Generalnego Gubernatorstwa, czyli centralnej części okupowanej Polski. Do ich codziennych obowiązków należało patrolowanie miast i wsi, ochrona mienia, konwojowanie zatrzymanych, kontrola dokumentów oraz egzekwowanie licznych zarządzeń okupacyjnych. Z czasem zakres zadań rozszerzano. Policjanci uczestniczyli w łapankach ulicznych, zabezpieczali akcje represyjne oraz wspierali Niemców podczas poszukiwania osób ukrywających się, w tym Żydów zbiegłych z gett.
Służba w „granatowej policji” miała charakter przymusowy, choć formalnie nie była obowiązkowa. W praktyce odmowa oznaczała poważne konsekwencje: aresztowanie, skierowanie do obozu koncentracyjnego albo represje wobec rodziny. Wielu funkcjonariuszy traktowało więc pozostanie w służbie jako sposób uniknięcia natychmiastowych represji i zapewnienia środków utrzymania bliskim w warunkach okupacyjnej rzeczywistości.
Postawy policjantów były bardzo zróżnicowane. W dokumentach okupacyjnych i relacjach świadków znajdują się opisy udziału części funkcjonariuszy w działaniach represyjnych, nadużyciach czy współpracy z okupantem wykraczającej poza wykonywanie rozkazów. Jednocześnie istnieją liczne świadectwa potwierdzające kontakty części „granatowych policjantów” z polskim podziemiem niepodległościowym. Przekazywano informacje o planowanych akcjach, ostrzegano przed łapankami, pomagano w zdobywaniu dokumentów lub umożliwiano ucieczki osobom zagrożonym aresztowaniem. Historycy szacują, iż kilkuset funkcjonariuszy utrzymywało różne formy współpracy z konspiracją, przede wszystkim z Armią Krajową.
Po zakończeniu wojny działalność „granatowej policji” stała się przedmiotem postępowań sądowych. Władze komunistyczne prowadziły liczne procesy dotyczące kolaboracji z okupantem. Wyroki były rozmaite: część byłych policjantów skazano, inni zostali uniewinnieni, uznani za działających pod przymusem lub zaangażowanych w działalność konspiracyjną.
Historia Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa pozostaje jednym z trudniejszych zagadnień badawczych dotyczących okupacji. Podobnie jak w przypadku policji żydowskiej, nie daje się ona sprowadzić do jednoznacznej oceny. Była elementem systemu stworzonego przez okupanta, który wykorzystywał lokalne struktury do sprawowania kontroli nad społeczeństwem, jednocześnie stawiając ludzi w sytuacjach wyborów dokonywanych pod presją przemocy, strachu i odpowiedzialności za los najbliższych.
→ I.R. Parchatkiewicz
29.03.2026
• collage: barma / Gazeta Trybunalska
• więcej tekstów autora: > tutaj
• więcej o II wojnie światowej: > tutaj

1 dzień temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·