Policja nie potrafi robić zakupów? interesujące spostrzeżenia burmistrza

5 godzin temu

Ciekawe spostrzeżenia dotyczące zakupów policyjnych samochodów ma burmistrz sąsiedniego Kleczewa.

Dziś informowaliśmy o planach dołożenia 100 tys. zł z budżetu powiatu do zakupu radiowozu dla słupeckiej komendy. Samorządy gminne z naszego terenu też co pewien czas dofinansują zakupy policyjnych aut. Z takimi wydatkami mierzą się również samorządowcy z sąsiedniego Kleczewa. Tamtejszy burmistrz Mariusz Musiałowski opublikował dziś na Facebooku rolkę, w której podzielił się ciekawymi spostrzeżeniami dotyczącymi zakupu policyjnych aut. – Dziś zastanowimy się wspólnie nad tym, dlaczego policja nie potrafi robić zakupów – Mariusz Musiałowski mówi na początku nagrania, po czym przedstawia sprawę dotyczącą jego gminy. – Potrzebujemy nowego samochodu dla komisariatu policji w naszej gminie. Dostaliśmy oficjalne pismo z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. Jest plan zakupu nowych samochodów w tym roku. Super. Są różne auta do wyboru: oznakowane i cywilne. Ale niestety, nie ma nic za darmo. Gmina musi dołożyć 50 procent. Możemy za to wybrać, jaki rodzaj auta będziemy finansować: kompakt klasy C, SUV, furgon albo kombi VAN. Szybka rozmowa z kleczewskim komisariatem i wszystko jasne. Interesuje nas segment C. Tutaj do wyboru mamy Skodę Octavię, Opla Astrę albo Kia Cee. Jest jeden warunek: auto musi mieć minimum 150 koni mechanicznych. W piśmie jasno stoi: szacunkowy koszt takiego auta to 180 tys. zł w wersji oznakowanej. Wersja nieoznakowana jest tańsza. Jej koszt to 160 tys. zł. jeżeli chcemy kupić wersję cywilną, gmina musi wyłożyć połowę, czyli 80 tys. zł, żeby drugie tyle przyszło z programu. No i tutaj zaczyna się najciekawsze część tej historii, z powodu której nagrywam tę rolkę. Dobra, to ja mówię: pomożemy, ale najpierw sprawdźmy, ile taka Skoda realnie kosztuje w 2026 roku. Pojechałem do salonu. Pytam o nową Octavię. 150 koni mechanicznych, z klimatyzacją. Taka normalna wersja. Od sprzedawcy usłyszałem: na nową Octavię w takiej podstawowej wersji musi pan uszykować 116 tys. zł, a w automacie niecałe 125 tys. zł. I uwaga: to jest cena na wejściu z ulicy, ja choćby jeszcze nie zacząłem negocjować. Więc w głowie pojawia się prosta myśl: to może zróbmy to po gospodarsku. Skoro gmina i tak ma wyłożyć 50 procent, to może my kupmy ten samochód, a później wystąpmy do policji z prośbą o zwrot połowy kwoty. W końcu wydajemy pieniądze mieszkańców. No ale niestety, tak się nie da. To policja będzie kupować auta w hurcie po to, „żeby było taniej”. I teraz pytanie, skoro hurtowo ma być taniej to dlaczego w papierach wychodzi prawie 44 tys. zł drożej? Dla zwykłego Musiałowskiego, który z ulicy przychodzi kupować tylko jedną sztukę. Przecież dostosowanie auta cywilnego do wymagań wozu policyjnego chyba tyle nie kosztuje. Kleczewscy policjanci potrzebują tego radiowozu, ale trzeba go kupić mądrze, więc dobrze by było, gdyby pieniążki się zgadzały. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to to, iż policja również musi stosować procedury przetargowe i jak widać to niestety nie zawsze jest optymalne rozwiązanie – mówi Mariusz Musiałowski.

Idź do oryginalnego materiału