Polacy pokochali broń, ale nie potrafią strzelać. „Adrenalina wyłącza myślenie”

1 godzina temu

Tragiczne wydarzenia na osiedlu w Bystrzycy Kłodzkiej ponownie uruchomiły medialną lawinę. Śmierć młodego mężczyzny zastrzelonego przez instruktora strzelectwa wywołała ogólnopolską debatę o granicach obrony koniecznej, ale również o potrzebie zmian w prawie oraz jakości szkolenia osób posiadających broń i tych, którzy starają się o pozwolenie na nią.

Od obrony koniecznej do zabójstwa

Był piątkowy wieczór 10 kwietnia. Między blokami przy ul. Osiedlowej w Bystrzycy Kłodzkiej słychać głośne wyzwiska i przekleństwa. Chwilę później słychać serię strzałów i krzyk przerażenia. Na miejscu ginie 26-latek, a mężczyzna, który strzelał, zeznaje po zatrzymaniu, iż bronił swojego życia. Dwa dni później Borys B. usłyszy zarzut bezpośredniego zamiaru zabójstwa.

Śledczy od początku skupili się na tym, co wydarzyło się chwilę wcześniej: podejrzany, instruktor strzelectwa z legalną bronią, miał chwilę wcześniej scysję z trzema mężczyznami. Po niej miał jednak wrócić do domu, zabrać karabinek i dopiero wtedy wrócić na osiedle.

Ta przerwa stała się osią sporu o to, czy była to obrona, czy już decyzja o zabójstwie. Sam zatrzymany twierdzi, iż działał pod presją agresji i oddał strzały dopiero, gdy zagrożenie stało się realne. Zdarzenie z Bystrzycy to książkowy przykład, jak łatwo przerwać nić, którą napina wulgarna wymiana pogróżek. Przy zmarłym 26-latku znaleziono kastet. Czy Borys B. uniknie wieloletniej odsiadki? Czas pokaże.

Pozwolenie na broń – ponad milion sztuk broni w rękach Polaków

W 2025 roku Komenda Wojewódzka Policji w Opolu wydała 3952 zaświadczenia uprawniające do nabycia broni. Aż 63 z nich to pozwolenia na ochronę osobistą – rzadkość w skali kraju. Pozostali to sportowcy i kolekcjonerzy, którzy dzięki konstrukcji przepisów mogą broń legalnie nosić przy sobie na co dzień.

Eksperci zadają jednak pytanie, które w debacie publicznej pojawia się rzadko: czy tysiące nowych posiadaczy broni wie, jak zachować się, gdy codzienność przestaje być bezpieczna?

– W samej kategorii sportowej w ciągu dekady przybyło 80 tysięcy posiadaczy broni. Mimo to liczba przestępstw z jej użyciem od lat pozostaje na podobnym poziomie – zauważa Andrzej Idzikowski, strzelec-instruktor oraz były instruktor Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.

To argument często przywoływany przeciwko demonizowaniu broni palnej. Idzikowski podkreśla, iż stosunek państwa do obywatela uzbrojonego w legalny pistolet jest papierkiem lakmusowym zaufania. Statystyka to jednak tylko połowa obrazu. Druga to psychologia.

Po wydarzeniach w Bystrzycy wraca pytanie: czy fakt, iż agresor „sieje wiatr”, daje ofierze prawo do wywołania burzy, której skutków nie da się zatrzymać?

Coraz więcej osób ma pozwolenie na broń. „Dostęp powinien być maksymalnie ograniczony”

Jeden z opolskich czynnych policjantów pozwolił sobie na komentarz sytuacji z Bystrzycy w social mediach. Warto przypomnieć, iż to ten sam, który w 2010 roku pod klubem Musiołówka rozpędził walczący tam ze sobą tłum strzałem ostrzegawczym.

„Szczerze mówiąc, to przeraża ilość ohydnych punisherowych komentarzy „wyrwał chwasta”, „szkoda, iż tylko jednego”, „i bardzo dobrze, iż wrócił do domu po karabin i zaprowadził porządek” itp. Prawo ulicy? Samosądy? Wszystkie tego typu komentarze są koronnym dowodem na to, iż dostęp do broni powinien być maksymalnie utrudniony, bo jak widać miłośników „wymierzania sprawiedliwości” bez cywilizowanych procedur jest całe mnóstwo. Hola, hola, powiecie. A jak wtedy ten z Bystrzycy by się obronił? No, bardzo prosto. Po tym, jak wrócił do domu, to by w nim został, wykręcił 112 i pozwolił działać policji”.

Paragraf 25: teoria kontra ułamek sekundy

Art. 25 Kodeksu karnego mówi jasno: nie popełnia przestępstwa ten, kto odpiera bezpośredni, bezprawny zamach. Problem zaczyna się przy ocenie „współmierności” obrony. W tym przypadku, śledztwo prowadzono aż w trzech wątkach: napadu, obrony koniecznej i zaniedbania obowiązków przez policję.

Przykład z 2010 roku spod opolskiego „Opolanina” stał się podręcznikowy. Opolska policja od jakiegoś czasu obserwowała podejrzaną grupę mężczyzn. Właściciel kantoru, świadomy planowanego napadu i objęty policyjną ochroną, nie wytrzymał napięcia. Mimo, iż był informowany, by nie zabierać broni i utargu po zamknięciu kantoru, górę wzięły emocje i strach. Gdy jeden z napastników zaatakował go i zaczął dusić, mężczyzna strzelił. Zadziałał instynkt, nie szkolenie.

Policjanci zatrzymali zarówno trzech napastników, jak i jego samego. Sąd uznał przekroczenie granic obrony koniecznej, choć odstąpił od wymierzenia kary. Mimo, iż bandyci mieli przy sobie “wodę królewską” (używaną do rozpuszczania metali, albo zwłok…).

To przykład dramatycznego rozdźwięku między literą prawa a ludzkim strachem – oraz przypomnienie, iż nawet życie bandyty pozostaje pod ochroną państwa.

Opolska kronika strzałów – od obrony po absurd

Na Opolszczyźnie można wymienić te dwa graniczne przypadki:

2018, ul. Cmentarna w Opolu. Policjant zastrzelił mężczyznę celującego do niego z repliki pistoletu P-64. Zaczęło się od dewastowania samochodu. Biegli byli zgodni: replika była tak realistyczna, iż funkcjonariusz nie miał możliwości podjęcia innej decyzji. To ostrzeżenie dla tych, którzy chcą „tylko postraszyć” – w sytuacji zagrożenia pozorny pistolet prowokuje realny ogień.

2025 rok, ul. Powstańców Śląskich w Opolu. 71-letni mężczyzna postrzelił 28-latka w stopę po kłótni o jazdę hulajnogą po chodniku. To przykład skrajnego nadużycia i najczarniejszy scenariusz dla środowiska strzeleckiego: legalna broń sportowa użyta jako narzędzie wyładowania frustracji.

„Strzelano do mnie z broni gazowej i palnej”

Jan Plewka, doświadczony instruktor strzelectwa i ekspert od bezpieczeństwa z Opola, w 2018 roku sam stał się celem ataku. Na strzelnicy PZŁ w Opolu napastnicy użyli wobec niego zarówno broni gazowej, jak i palnej.

– Oni przyjechali po moją broń, a jest jej tu sporo – wspomina.

Był wieczór. Grupa szkoleniowa zakończyła zajęcia i opuściła strzelnicę. Instruktor składał materiały szkoleniowe, chował broń. Wtedy usłyszał alarm.

– Napastnicy zaczęli od samochodu stojącego na parkingu – opowiada. – Wybili szybę i przetrząsnęli wnętrze, ale niczego nie znaleźli. Na szczęście, broń była cały czas ze mną. I wtedy wiedziałem, iż ruszą na mnie.

Nie tracili czasu w słowa. Nie padło żadne ostrzeżenie. Padły strzały. A jednak pomimo postrzału z broni gazowej i ograniczonej możliwości widzenia ten scenariusz nie zakończył się tak, jak chcieli napastnicy. Jan Plewka wyszedł z tego bez szwanku (oprócz urazu oka i twarzy), bo pomogło mu doświadczenie i szczęście, a gdy na miejsce dotarli policyjni wywiadowcy, zastali go z załadowaną bronią, w pełnej gotowości do dalszej obrony.

Przeżył, bo broń była dla niego narzędziem pracy, a trening – codziennością.

– Byłem gotowy do walki w razie zagrożenia – tłumaczy. – Sprawców jednak do dziś nie ustalono. Warto zaznaczyć, iż bandyci w starciu stracili nielegalną broń, która została przez nich zgubiona lub porzucona niedaleko miejsca strzelania – zacięta z nabojem w komorze.

„Adrenalina wyłącza logiczne myślenie”

Dziś Plewka patrzy na nowych posiadaczy broni z rosnącym niepokojem.

– Ludzie noszą broń, bo mogą – mówi. – Inni, bo chcą „udaremniać ataki”. W internecie widzę grupy, w których strzelcy prześcigają się w deklaracjach, jak to będą bronić kraju w sytuacji zagrożenia, jak będą walczyć z terrorystami.

Jednocześnie wskazuje na brutalną prawdę: mistrz strzelnicy często „zacina się” w realnym stresie.

– Wystarczy podnieść mu poziom stresu, wprowadzić jakąś zmienną na którą nie jest gotowy, zmienić schemat i… wszystko pada jak zamek z kart – wyjaśnia. – Adrenalina wyłącza logiczne myślenie. I teraz wróćmy do grup posiadaczy broni dla sportu czy kolekcjonersko. Jak ktoś chce powstrzymywać czy udaremniać atak, bez specjalistycznej wiedzy, bez żadnego prawdziwego przeszkolenia? Analiza, identyfikacja, odporność na stres aż po aspekty prawne. Ludzie posiadający broń w większości nie mają pojęcia o procedurach czy prawie. Naprawdę sporo czasu zajmuje wejście na poziom w którym człowiek jest gotowy na „walkę”.

Pozwolenie na broń. „Jeśli ktoś nie sieje wiatru, nie zbiera burzy”

W dyskusji o dostępie do broni coraz częściej powraca sprawa z Bystrzycy Kłodzkiej. Jan Plewka przypomina, iż mężczyzna, który oddał strzały w kierunku napastników, był osobą doświadczoną. Samych napastników znali nie tylko policjanci, ale także mieszkańcy.

– Mężczyzna, który zginął, należał do subkultury grypsującej, jego ojciec odsiaduje wyrok. Ci ludzie od dawna terroryzowali okolicę. Nie jest więc tak, iż „oberwali za darmo”. jeżeli ktoś nie sieje wiatru, to nie zbiera burzy – komentuje Plewka.

Instruktor podkreśla, iż realne użycie broni wymaga nie tylko umiejętności, ale także odporności psychicznej.

– jeżeli ja bym musiał cokolwiek robić, udaremnić jakiś atak, to dziś jestem w stanie wziąć to na siebie – opowiada. – Jestem na to gotowy. Przeszkolony. Ale lata temu nigdy nie wszedłbym realnie do walki bez szkolenia i wiedzy. Wiele osób podczas szkolenia wpada w panikę, traci orientację i zimną głowę do analizy sytuacji. Czy ktoś sobie wyobraża strzelanie w tłumie ludzi na dworcu, w centrum handlowym czy w metrze? Podczas pracy przy ochronie VIP-a (np. podczas Festiwalu) w tłumie lepiej stracić pałkę teleskopową, gaz, niż pozwolić, by ktoś odebrał ci broń lub, co gorsza użyć jej i żeby zabłąkana kula miałaby trafić w niewinną osobę – dodaje.

Andrzej Idzikowski przypomina, iż broń sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła.

– To tylko narzędzie – zaznacza. – Niebezpieczne, owszem, ale przecież w domu mamy wiele innych przedmiotów, którymi można wyrządzić krzywdę. najważniejsze pytanie brzmi: co doprowadza człowieka do momentu, w którym decyduje się jej użyć przeciwko innym?

Pozwolenie na broń – Opolanie chcą być uzbrojeni

Oficjalnie, by uprawiać sport lub rozwijać pasję. Nieoficjalnie – by „w razie czego” mieć czym odpowiedzieć na agresję. Pytanie brzmi jednak: czy potrafimy odpowiedzieć mądrze?

Najmniej zezwoleń wydaje się na broń do ochrony osobistej. Kto je otrzymuje?

– Przed deregulacją o takie pozwolenia wnioskowały osoby stale, realnie i ponadprzeciętnie zagrożone – tłumaczy Idzikowski. – Komendy wojewódzkie bardzo skrupulatnie tego pilnowały. Wydawano kilka, kilkanaście zezwoleń rocznie. Teraz w samym Opolskiem mamy ponad 60.

Zmiana wynika z rozszerzenia katalogu „ważnych przyczyn”. Za taką uznaje się dziś również deklarację wzmocnienia potencjału obronnego państwa, składaną przez funkcjonariuszy służb lub żołnierzy zawodowych. W efekcie liczba wniosków rośnie.

Idzikowski podkreśla jednak, iż są to osoby przygotowane do obrony. Wprowadza też pojęcie „sygnalizatora psychicznego”.

– Większość z nas żyje w zielonym świetle, w spokoju i rutynie – wyjaśnia. – Czasem wchodzimy w pomarańczowe, gdy coś nas niepokoi. Ale użycie broni to wyłącznie strefa czerwona. Policjanci i żołnierze obcują z nią zawodowo, ich psychika jest zahartowana do „wejścia w czerwień”.

Czy myśliwy może pomylić dzika z człowiekiem?

Obaj instruktorzy strzelectwa również spoglądają w stronę przyszłych myśliwych. Wydawałoby się, iż strzelanie szkoleniowe na strzelnicy to chleb powszedni podczas rocznego stażu przed kursem i egzaminem, ale rzeczywistość bywa inna.

– jeżeli przyszły myśliwy wywodzi się z rodziny łowieckiej, to z reguły osoba obeznana w przepisach, ćwicząca celność na strzelnicy – mówi Jan Plewka. – Jednak zdarza się, iż osoby przychodzące na kurs podstawowy nie są odpowiednio wcześniej przeszkolone i muszą więcej pracy włożyć w trening lub odpadają na egzaminie. Trzeba pamiętać, iż myśliwi to jedyna grupa w Polsce strzelająca poza strzelnicami w lesie, co niesie za sobą wielką odpowiedzialność. Tu akurat Łowczy Okręgowy, Adam Suchodolski z ZO PZŁ w Opolu, dość mocno kładzie nacisk na bezpieczeństwo i dobre posługiwanie się bronią.

Według danych z 2025 roku, myśliwi posiadają 408 731 jednostek broni, najwięcej spośród wszystkich grup w Polsce. Mimo to liczba wypadków z udziałem osób trzecich pozostaje niska.

Inicjatywa „Myśliwi w działaniu” przypomina: „W ciągu ostatnich 10 lat w Polsce doszło do 30 wypadków śmiertelnych z udziałem myśliwych. To tragedie, ale oznacza to, iż rocznie nie było ich więcej niż pięć”.

Idzikowski uważa, iż położenie Polski w Europie wymusza posiadanie broni. Jednocześnie tragedia z Bystrzycy Kłodzkiej i lokalne kroniki kryminalne pokazują jedno: broń nie jest amuletem chroniącym przed złem. To narzędzie, które wymaga nie tylko sprawności fizycznej, ale przede wszystkim „czystej głowy”.

Ekspert zwraca uwagę również na to, iż mamy w Polsce ponad pół miliona pozwoleń na broń, czyli statystycznie na 100 osób dwie z nich są uzbrojone. To najniższy wskaźnik w Europie. Dla porównania, najwyższy wskaźnik broni ma Finlandia (32,4 na sto osób) czy Austria (30).

Jednocześnie w Polsce liczba przestępstw z użyciem broni palnej spadła z 996 w 2016 roku do 603 w 2023 roku, po drodze notując wyraźny spadek już w 2020 roku (635).

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania.

Idź do oryginalnego materiału