Miała 11 lat
Paulina Dominiuk mieszkała w Morzyczynie, niewielkiej miejscowości położonej około 28 kilometrów od Szczecina, w ówczesnym województwie szczecińskim. Wychowywała się z matką Stanisławą, ojczymem i rodzeństwem. Uczęszczała do czwartej klasy szkoły podstawowej. Bliscy wspominali ją jako pogodną, spokojną i chętną do pomocy dziewczynkę, która dobrze radziła sobie z codziennymi obowiązkami. Nie sprawiała problemów wychowawczych i często odwiedzała krewnych zamieszkałych w okolicznych miejscowościach. Jej biologiczny ojciec już nie żył. Został pochowany na cmentarzu w Grzędzicach, miejscowości oddalonej od Morzyczyna o około dziewięć kilometrów. Mieszkała tam również babcia Pauliny, z którą dziewczynka utrzymywała bliski kontakt. Odwiedziny u niej nie były więc niczym nadzwyczajnym. Jedenastolatka znała drogę i wcześniej pokonywała ją samodzielnie, korzystając z dostępnych połączeń autobusowych, a również z przypadkowych podwózek.
W czwartek 6 czerwca 1996 roku obchodzono Boże Ciało. Następnego dnia wielu uczniów nie miało lekcji, ponieważ rozpoczął się długi weekend. Paulina postanowiła wykorzystać wolny czas na odwiedziny u rodziny. Chciała najpierw pójść na cmentarz, a następnie zatrzymać się u babci. W piątek, około godziny 13, zwróciła się do matki z prośbą o pieniądze na bilety. Stanisława Dominiuk zgodziła się na wyjazd. Zachowanie dziewczynki zwróciło jednak uwagę jednej z sąsiadek. Kobieta wspominała później, iż Paulinie wyjątkowo zależało na opuszczeniu domu właśnie tego dnia i o konkretnej godzinie. Nie chciała przekładać podróży, ani zmieniać swoich planów. Sąsiadka odniosła wrażenie, jakby jedenastolatka była z kimś wcześniej umówiona. Nie miała jednak żadnych informacji potwierdzających istnienie takiego spotkania. W rozmowie z dziennikarzami programu "Interwencja" Stanisława Dominiuk wspominała, iż córka bardzo prosiła o pozwolenie na wyjazd. Miała dotrzeć autobusem do miejscowości położonej w pobliżu Grzędzic, a ostatni odcinek drogi pokonać pieszo. Matka nie spodziewała się niczego niebezpiecznego. Dziewczynka wybierała się przecież w dobrze znane miejsce i zamierzała spędzić czas z najbliższymi.
Spóźniła się na autobus
Paulina wyszła z rodzinnego domu zgodnie ze swoim planem i skierowała się na przystanek. Miała na sobie charakterystyczną letnią sukienkę w fioletowe, białe i żółte paski, ozdobioną aplikacją przedstawiającą trzy ananasy. Do tego założyła różowe trampki. Dziewczynka nie zdążyła na autobus. Pojazd odjechał, zanim dotarła na przystanek. Nie wróciła jednak do domu, aby poinformować matkę o zmianie sytuacji. Postanowiła znaleźć inny sposób dotarcia do babci. Z późniejszych ustaleń funkcjonariuszy wynikało, iż kilka osób widziało Paulinę stojącą przy drodze i próbującą zatrzymać przejeżdżające samochody. Dziewczynka machała do kierowców, licząc, iż ktoś zgodzi się ją podwieźć. Tak zwane łapanie okazji było w tamtych latach popularnym sposobem przemieszczania się, szczególnie w niewielkich miejscowościach, gdzie autobusy kursowały rzadziej. Nie udało się jednak ustalić, do którego pojazdu jedenastolatka mogła wsiąść. Świadkowie potwierdzali, iż próbowała zatrzymać samochód, ale nie zdołano wiarygodnie odtworzyć dalszej części jej podróży. Nie było pewności, czy podwiózł ją przypadkowy kierowca, czy spotkała kogoś, kogo wcześniej znała. Właśnie w tym momencie urwał się ostatni potwierdzony ślad dziewczynki.
W niedzielę siostra pojechała po Paulinę
8 czerwca minął bez wiadomości od Pauliny. Rodzina początkowo nie przypuszczała, iż wydarzyło się coś złego. Dziewczynka zamierzała odwiedzić babcię podczas wolnych dni, dlatego bliscy mogli zakładać, iż została u niej na dłużej. Nie było wówczas powszechnego dostępu do telefonów komórkowych, a bezpośredni kontakt z dzieckiem przebywającym poza domem nie był tak prosty jak obecnie. W niedzielę 9 czerwca, kiedy zbliżał się koniec długiego weekendu, Stanisława poprosiła starszą córkę, żeby pojechała do Grzędzic i przywiozła Paulinę do domu. Następnego dnia dziewczynka miała przecież wrócić do szkoły. Siostra udała się więc do babci, spodziewając się, iż zastanie tam jedenastolatkę. Na miejscu dowiedziała się czegoś, czego nikt z rodziny nie brał wcześniej pod uwagę. Paulina w ogóle nie przyjechała. Babcia nie widziała wnuczki ani w piątek, ani w kolejnych dniach. Nie wiedziała również, gdzie dziewczynka mogłaby przebywać. Okazało się, iż od piątkowego popołudnia nikt z najbliższych nie znał miejsca jej pobytu. Rodzina zawiadomiła policję. Funkcjonariusze zaczęli ustalać trasę, którą jedenastolatka zamierzała pokonać, i sprawdzać informacje od mieszkańców. Rozmawiano z osobami przebywającymi w rejonie przystanku oraz kierowcami, którzy mogli przejeżdżać tamtędy 7 czerwca. Szczególne znaczenie miało ustalenie, czy ktoś zabrał dziewczynkę z drogi i dokąd mógł ją zawieźć.
Policja przeszukiwała okolice. Żaden trop nie prowadził do dziewczynki
Poszukiwania objęły Morzyczyn, Grzędzice oraz pobliskie miejscowości. Sprawdzano tereny leśne, drogi, okolice zbiorników wodnych i miejsca, w których mogła znaleźć się dziewczynka. Funkcjonariusze pytali mieszkańców o osoby i samochody widziane w dniu jej zniknięcia. Próbowali także ustalić, czy Paulina mogła zmienić plany, spotkać znajomego albo zatrzymać się gdzieś po drodze. Nie dysponowano nagraniem, które pozwoliłoby sprawdzić ostatnie chwile przed jej zniknięciem. Nie było również potwierdzonego świadka, który wskazałby, gdzie dziewczynka znalazła się po opuszczeniu pobocza. Poszukiwania opierały się przede wszystkim na zeznaniach i sprawdzaniu napływających informacji. Każdy kolejny dzień utrudniał ustalenie, co stało się z jedenastolatką. Dla Stanisławy szczególnie bolesna była świadomość, iż córka wyszła z domu za jej zgodą, wybierając się w miejsce, które dobrze znała. Nic nie wskazywało na zamiar ucieczki ani zerwania kontaktu z rodziną. Dziewczynka miała określony cel podróży i nie zabrała rzeczy potrzebnych do dłuższego pobytu poza domem. Do 10 czerwca nie udało się jej odnaleźć. Policjanci nie wiedzieli, czy Paulina przez cały czas przebywa w okolicy, czy została wywieziona dalej. Następnego ranka, 11 czerwca 1996 roku, doszło do odkrycia, które całkowicie zmieniło charakter prowadzonego postępowania.
11 czerwca kolejarz zauważył ciało nad jeziorem
We wtorek 11 czerwca 1996 roku, około godziny 9 rano, w pobliżu jeziora Wisola na Pojezierzu Ińskim dokonano przerażającego odkrycia. Kolejarz wracający z pracy zauważył przy brzegu ciało małego dziecka. Miejsce znajdowało się na uboczu, z dala od głównych dróg i zabudowań. Mężczyzna natychmiast zawiadomił policję. Na miejsce skierowano funkcjonariuszy, którzy zabezpieczyli teren i rozpoczęli oględziny. Zwłoki należały do dziewczynki. Nie miała na sobie ubrania, a jej ciało nosiło liczne obrażenia. Funkcjonariusze gwałtownie powiązali odkrycie z poszukiwaniami prowadzonymi w powiecie stargardzkim. Potwierdzono, iż odnalezionym dzieckiem jest Paulina Dominiuk. Miejsce znajdowało się około 50 kilometrów od jej rodzinnego domu. Dla Stanisławy Dominiuk oznaczało to koniec nadziei na odnalezienie córki żywej. Policjanci zwrócili szczególną uwagę na położenie zwłok. Jezioro Wisola otaczały lasy i tereny trudno dostępne dla przypadkowych przechodniów. Nie było to miejsce, do którego ktoś trafiałby podczas zwykłego spaceru wzdłuż ruchliwej drogi. Powstało podejrzenie, iż sprawca znał okolicę i celowo wybrał ją do ukrycia śladów przestępstwa. Nie udało się jednak ustalić, czy dziewczynka zginęła właśnie tam, czy jej ciało zostało przywiezione z innego miejsca.
Obrażenia wskazywały na wyjątkowo brutalną zbrodnię
Badania sądowo-lekarskie wykazały, iż Paulina padła ofiarą zabójstwa połączonego z przemocą seksualną. Na jej ciele stwierdzono 22 rany zadane ostrym narzędziem, przede wszystkim w okolicach klatki piersiowej, pleców i łopatek. Oprócz nich ujawniono obrażenia tłuczone tylnej części głowy. Jeden z funkcjonariuszy szczecińskiego Archiwum X wyjaśniał później, iż narzędzie wykorzystane przez zabójcę miało wąskie ostrze, przypominające szpikulec. Nie ustalono jednak, jakim dokładnie przedmiotem zadawano ciosy. Biegli stwierdzili również obrażenia wskazujące na podduszanie dziewczynki. Z ustaleń omawianych później przez śledczych wynikało, iż była wielokrotnie wykorzystywana seksualnie. Charakter obrażeń świadczył o długotrwałej przemocy. Nie odnaleziono jednak miejsca, w którym przebywała po zaginięciu, ani przedmiotów pozwalających odtworzyć kolejne wydarzenia. Funkcjonariusze nie wiedzieli również, czy przez cały czas znajdowała się pod kontrolą jednej osoby. Szczególne poruszenie wywołało okaleczenie zwłok. Sprawca rozciął brzuch dziecka. W toku postępowania badano, czy miało to charakter znieważenia ciała, czy służyło zatarciu śladów. Wśród mieszkańców pojawiły się choćby pogłoski o zabójstwie związanym z handlem organami. Nie znaleziono jednak dowodów potwierdzających taką wersję.
Śledczy szukali miejsca, w którym była więziona
Jednym z najważniejszych ustaleń było określenie prawdopodobnego czasu śmierci Pauliny. Według informacji przekazanych później przez policjantów dziewczynka żyła jeszcze około dwóch dni po uprowadzeniu. Zabójca musiał przez pewien czas przetrzymywać ją w miejscu, w którym nie została zauważona przez osoby postronne. To ustalenie wyznaczyło śledczym kolejny kierunek działań. Zaczęto analizować możliwość, iż sprawca dysponował mieszkaniem, domem, pomieszczeniem gospodarczym lub innym odosobnionym miejscem, w którym mógł ukryć dziecko. Nie wiadomo było, czy przez cały czas przebywał z Pauliną, czy pozostawiał ją samą. Żadnej z tych kwestii nie udało się rozstrzygnąć. W późniejszych analizach zwrócono uwagę na seksualny charakter przestępstwa. Łukasz Wroński z Centrum Psychologii Kryminalnej uważał, iż sprawca mógł realizować fantazje związane z przemocą i dominacją nad bezbronną ofiarą. Z kolei Marek Dyjasz, były oficer Komendy Głównej Policji, dopuszczał możliwość stopniowego nasilania się agresji. Były to jednak oceny ekspertów oparte na charakterze przestępstwa, a nie ustalenia dotyczące konkretnego, zidentyfikowanego człowieka.
Zabójca znał trudno dostępny teren?
Po analizie miejsca odnalezienia zwłok, policjanci próbowali ustalić, którędy sprawca mógł dotrzeć nad wodę. Szczególnie ważne było sprawdzenie dojazdów prowadzących przez las i pobliskie miejscowości. jeżeli morderca przywiózł tam ciało, musiał wcześniej wiedzieć, gdzie można zatrzymać samochód i nie zwrócić na siebie uwagi. Nie można było jednak wykluczyć, iż znalazł to miejsce przypadkowo. Dziennikarz kryminalny Michał Fajbusiewicz, który zajmował się historią Pauliny, zwracał uwagę na ustronne położenie jeziora. Jego zdaniem, dotarcie do miejsca odnalezienia ciała, wymagało pewnej znajomości terenu. Wskazywał, iż mogło być ono znane przede wszystkim miejscowym mieszkańcom lub wędkarzom regularnie odwiedzającym okolicę. Nie oznaczało to jednak, iż zabójca musiał mieszkać w Ińsku. Równie dobrze mógł znać te tereny z wcześniejszych wyjazdów, pracy lub wypoczynku. Próbowano także ustalić, czy ktoś zauważył w pobliżu jeziora obcy samochód albo mężczyznę zachowującego się nietypowo. Nie uzyskano jednak jednoznacznej informacji pozwalającej wskazać pojazd użyty do przewiezienia zwłok. Śledczy nie znali miejsca zabójstwa, dlatego nie mogli też z całą pewnością ustalić drogi, którą pokonał sprawca. Brak tych informacji utrudniał odtworzenie jego zachowania po popełnieniu zbrodni.
W sklepie widziano dziewczynkę z nieznajomym
Kilka dni po odnalezieniu ciała pojawił się trop, który wzbudził szczególne zainteresowanie funkcjonariuszy. Właściciel jednego ze sklepów w okolicach Lipnik poinformował, iż widział dziewczynkę przypominającą Paulinę. Dziecku towarzyszył nieznany mężczyzna w wieku około trzydziestu lat. Chciał kupić małej klientce loda, ale ona nie była tym zainteresowana. Sprzedawca opisał wygląd mężczyzny, dzięki czemu policyjni specjaliści mogli przygotować portret pamięciowy. Był to jeden z pierwszych konkretnych śladów, które mogły prowadzić do osoby mającej kontakt z dziewczynką już po jej zaginięciu. Śledczy liczyli, iż po opublikowaniu rysunku ktoś rozpozna nieznajomego i pomoże ustalić jego tożsamość. Pojawiła się jednak poważna wątpliwość. Ubranie dziecka widzianego w sklepie nie zgadzało się z opisem odzieży, którą Paulina miała na sobie podczas wyjścia z domu. Funkcjonariusze szczecińskiego Archiwum X potwierdzili później, iż właśnie ta rozbieżność uniemożliwiała uznanie relacji sprzedawcy za pewny dowód. Nie można było wykluczyć, iż świadek widział zupełnie inną dziewczynkę. Istniała również możliwość, iż Paulina została wcześniej przebrana, jednak nie znaleziono dowodów pozwalających potwierdzić taką wersję.
W części relacji dotyczących sklepu pojawiła się informacja o czerwonym polonezie, którym miał poruszać się nieznajomy. Samochód tej marki był wówczas bardzo popularny, dlatego bez numeru rejestracyjnego i dodatkowych cech charakterystycznych trudno było wytypować adekwatny pojazd. Śledczy sprawdzali informacje dotyczące podobnych samochodów i ich właścicieli, ale nie ustalili auta, które można byłoby bezspornie powiązać z przestępstwem. Portret pamięciowy nieznanego mężczyzny pokazywano w mediach i wykorzystywano podczas dalszych czynności. Funkcjonariusze liczyli, iż ktoś zapamiętał osobę odpowiadającą rysopisowi lub znał mężczyznę poruszającego się czerwonym polonezem. Sprawdzano również osoby wcześniej notowane za przestępstwa seksualne i przemocowe, szczególnie te, które mogły przebywać w czerwcu 1996 roku w rejonie Morzyczyna, Stargardu i Ińska. Analizowano dostępne informacje o samochodach, miejscach zamieszkania i możliwych kontaktach z dziećmi. Mimo prowadzonych czynności nie ustalono, kim był mężczyzna ze sklepu ani czy rzeczywiście spotkał Paulinę. W toku postępowania nie uzyskano także materiału genetycznego pozwalającego jednoznacznie zidentyfikować sprawcę. Śledczym pozostały zeznania, wyniki badań sądowo-lekarskich i informacje o możliwych pojazdach. Żaden z początkowych tropów nie dostarczył wystarczających dowodów, aby przedstawić konkretnej osobie zarzut zabójstwa jedenastoletniej dziewczynki.
Na grobie Pauliny pojawiał się nieznajomy mężczyzna
Po pogrzebie Pauliny Dominiuk na cmentarzu zaczęto zauważać nieznajomego mężczyznę, który przez pewien czas regularnie odwiedzał jej grób. Nie był rozpoznawany jako członek najbliższej rodziny. Jego zachowanie wzbudziło zainteresowanie osób pamiętających okoliczności śmierci dziewczynki. Nie wiadomo jednak, czy odwiedziny wynikały z osobistej znajomości z rodziną, współczucia, czy miały jakikolwiek związek z zabójstwem.
Przez ponad trzy lata od zabójstwa śledczy sprawdzali kolejne informacje, analizowali zeznania i podejmowali czynności operacyjne. Mimo zaangażowania funkcjonariuszy nie udało się zgromadzić dowodów pozwalających na przedstawienie zarzutów konkretnej osobie. Nie ustalono tożsamości człowieka odpowiedzialnego za śmierć dziecka ani miejsca, w którym popełniono zbrodnię. 23 grudnia 1999 roku postępowanie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy. Akta trafiły do archiwum, gdzie mogły zostać ponownie przeanalizowane, gdyby pojawiły się nowe dowody albo informacje od świadków. Rodzina Pauliny nie doczekała się procesu ani wyroku, a osoba odpowiedzialna za zabójstwo przez cały czas pozostawała niezidentyfikowana.
W 2016 roku zamordowano kolejną dziewczynę
6 lipca 2016 roku mieszkańcami Morzyczyna wstrząsnęło zaginięcie 18-letniej Alicji J., która wcześniej mieszkała w sąsiedztwie rodziny Dominiuków. Dziewczyna interesowała się motocyklami i za pośrednictwem internetu nawiązała znajomość ze znacznie starszym mężczyzną. Miał jej opowiedzieć o swojej motocyklowej pasji i zaproponować spotkanie. Alicja wyszła z domu, ale nie wróciła. Jej bliscy powiadomili policję, a poszukiwania trwały niemal tydzień. Ciało dziewczyny odnaleziono w zaroślach niedaleko rzeki Płoni, na prawobrzeżu Szczecina. Było okaleczone, a okoliczności wskazywały na zabójstwo. Policjanci zatrzymali mieszkańca Szczecina, Zdzisława W., który kontaktował się z nastolatką przed jej zniknięciem. Prokuratura ustaliła, iż mężczyzna zwabił ją w ustronne miejsce, wykorzystując jej zainteresowanie motocyklami. Gdy odmówiła kontaktu seksualnego, zaatakował ją i pozbawił życia. Sprawca zabrał również należące do ofiary przedmioty. Podobieństwo brutalności obu przestępstw sprawiło, iż zaczęto zadawać pytania o ewentualny związek między nimi. W obu przypadkach ofiarami były bardzo młode osoby pochodzące z tej samej miejscowości, a sprawcy dopuścili się wyjątkowo brutalnej przemocy. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Adam Zadworny zwracał uwagę, iż organy ścigania nie wyjaśniały publicznie, czy sprawdzono możliwość powiązania zabójstw. Sama zbieżność miejsca pochodzenia ofiar i okrucieństwa zbrodni nie pozwalała jednak przypisać ich jednemu człowiekowi. 13 kwietnia 2018 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie skazał Zdzisława W. na dożywotnie pozbawienie wolności za zabójstwo Alicji oraz przestępstwa związane z jej zwłokami i mieniem.
Archiwum X wróciło do sprawy
W kolejnych latach sprawą Pauliny zainteresowali się funkcjonariusze szczecińskiego Archiwum X, zajmujący się analizowaniem dawnych, niewyjaśnionych przestępstw. Policjanci ponownie przyjrzeli się zgromadzonym materiałom i sprawdzali, czy dostępne informacje pozwalają wytypować człowieka, który mógł pozostawać poza zainteresowaniem wcześniejszego zespołu śledczego. Ważne było również ustalenie, czy osoby mające wiedzę o wydarzeniach po latach byłyby gotowe przekazać dodatkowe szczegóły. 25 lipca 2017 roku telewizja Polsat wyemitowała w programie "Interwencja" reportaż poświęcony niewyjaśnionemu zabójstwu. Przed kamerą wypowiadali się policjanci, eksperci zajmujący się psychologią kryminalną, dziennikarze oraz bliscy ofiary. Funkcjonariusze potwierdzali, iż mimo powrotu do dawnych materiałów przez cały czas nie zidentyfikowano zabójcy. W następnych latach pojawiła się kolejna informacja. Do nieżyjącego już dziennikarza śledczego Janusza Szostaka zgłosiła się mieszkanka Stargardu, która twierdziła, iż rozpoznała mężczyznę mogącego mieć związek z zabójstwem. Kobieta opowiadała, iż już wiele lat wcześniej udała się na policję, ponieważ uznała, iż zna człowieka przedstawionego na rozpowszechnianym rysunku. Według jej relacji, podczas rozmowy z jednym z ówczesnych funkcjonariuszy, miała usłyszeć, iż wskazany człowiek pochodzi z bardzo dobrze znanej rodziny, a jego postępowanie zostanie osądzone przez Boga. Kobieta miała być oburzona taką odpowiedzią i uważała, iż jej zgłoszenie nie zostało należycie potraktowane. Szostak przekazał otrzymane informacje policjantom z Archiwum X. Nie ujawniono nazwiska człowieka wskazanego przez kobietę. Nie wiadomo również, jakie czynności podjęto po otrzymaniu zgłoszenia i czy udało się potwierdzić jego wiarygodność. W dostępnych materiałach nie ma informacji o postawieniu zarzutów na podstawie tego tropu.
Najtrudniejsze były rodzinne święta
W reportażu "Interwencji" Stanisława Dominiuk opowiadała o życiu po stracie córki. Przyznała, iż mimo upływu wielu lat, nie potrafi pogodzić się z jej śmiercią. Szczególnie trudne były rodzinne spotkania, kiedy przy stole gromadziły się pozostałe dzieci. W takich chwilach nieobecność Pauliny stawała się dla matki najbardziej odczuwalna. Kobieta nie ukrywała, iż chciałaby doczekać momentu, w którym zabójca stanie przed sądem.
30 kwietnia 2023 roku historię Pauliny ponownie przypomniał portal Gazeta.pl, opisując między innymi informacje przekazane wcześniej Januszowi Szostakowi. Publikacja zwróciła uwagę na możliwość ponownej weryfikacji dawnych zgłoszeń, ale nie zawierała informacji o przełomie w postępowaniu. W lutym 2026 roku sprawa pojawiła się również w podcaście "KrymiKrąg", którego autorzy przyjrzeli się niewyjaśnionym okolicznościom zbrodni i dawnym ustaleniom. 16 kwietnia 2026 roku kolejny materiał opublikował portal Głos24. Przypomniano w nim, iż od zakończenia pierwotnego śledztwa minęło ponad ćwierć wieku, a policyjne Archiwum X wciąż pozostaje nadzieją na ustalenie prawdy. Postępowanie umorzone z powodu niewykrycia sprawcy może zostać podjęte ponownie, o ile pojawią się nowe dowody.
Źródła:
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-07-25/wieziona-zgwalcona-brutalnie-zamordowana-sprawcy-nie-zlapano/
https://kobieta.gazeta.pl/zycie-i-styl/7,197810,29715404,brutalnie-zgwalcil-i-zamordowal-11-letnia-dziewczynke-wciaz.html
https://bezprzedawnienia.blogspot.com/2021/06/dugi-weekend-pauliny.html?m=1
https://youtu.be/QLLxLvfaGyg?is=kIsGIIsm7eUQEY6l
https://youtu.be/13WT-HMTMbg?is=Wv4x51Xx0PB3agNH

1 godzina temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·