Choć sprawa odbiła się szerokim echem w całej Polsce, z prawnego punktu widzenia sprawiedliwość wymierza się niezwykle wolno. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, prokurator Marcin Kozak, w Prokuraturze Rejonowej w Białej Podlaskiej zarejestrowano dotychczas 10 zawiadomień od poszkodowanych inwestorów. Postępowanie "w sprawie"Postępowanie przez cały czas toczy się jednak „w sprawie” (in rem), co oznacza, iż do tej pory nikomu nie przedstawiono oficjalnych zarzutów. Śledczy analizują materiał pod kątem oszustwa w odniesieniu do mienia znacznej wartości (art. 286 § 1 k.k. w zw. z art. 294 § 1 k.k., zagrożonego karą do 10 lat pozbawienia wolności). - Przesłuchano licznych świadków w tym pokrzywdzonych, dołączono do akt postępowania zawarte z pokrzywdzonymi osobami umowy o roboty budowlane, harmonogramy prac budowlanych, kopie faktur wystawionych przez „Mark-Bud" za poszczególne etapy budowy, kopie potwierdzeń przelewów na rzecz wykonawców, aneksy do umów oraz wydruki korespondencji między pokrzywdzonymi a przedsiębiorcami - informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, prok. Marcin
Kozak.Dodaje, iż prokuratura bada też wątek współudziału innych osób w przestępstwie oraz wątek z art. 300 k.k. (udaremnianie lub uszczuplanie zaspokojenia wierzycieli).- Śledztwo zostało przedłużone do dnia 25 stycznia 2027 r. - zaznacza
prokurator.Briefing biura detektywistycznego Rutkowski Patrol8 lipca na briefingu prasowym przed bialską komendą pojawiła się przedstawicielka biura detektywistycznego Rutkowski Patrol oraz poszkodowani przez firmę Mark-Bud, rodzeństwo Kuczyńskich. Rodzina ta wpłaciła firmie Mark-Bud 310 tysięcy złotych na budowę domu przeznaczonego dla ich rodziców. Przez dwa lata na ich działce nie powstały choćby fundamenty. Podczas spotkania z dziennikarzami padła jednak przełomowa deklaracja. Brat zmarłego właściciela firmy Mark-Bud podjął bezpośrednie rozmowy w sprawie dokończenia inwestycji dla tej konkretnej rodziny.- Padła potencjalna deklaracja rozwiązania tej sprawy. Zobaczymy, co przyniesie czas i czy rzeczywiście dojdzie do postawienia domu - komentował na gorąco poszkodowany. Spotkaliśmy się z właścicielem firmy, która podjęła rozmowy w sprawie dokończenia budowy domu Kulczyckich. Wcześniej przedsiębiorca dokończył jeden z obiektów w Białej Podlaskiej.. Jest to budynek ludzi, którzy zostali poszkodowani przez firmę Mark-Bud. Sprawa znalazła swój szczęśliwy finał. Zaproponowałem inwestorom, iż dokończę budowę "po kosztach produkcji" i doszliśmy do porozumienia - mówi właściciel firmy. Mężczyzna twierdzi, iż chciał też pomóc innym poszkodowanym. Z niektórymi osobami podjął rozmowy na temat dokończenia budów. - Niestety w Internecie rozlał się hejt na moją firmę i rykoszetem dostała moja rodzina - zaznacza. - A prawda jest taka, iż to nie ja podpisałem umowy na budowę domów z poszkodowanymi osobami. Mimo to staram się wybrnąć z tej trudnej dla wszystkich sytuacji - mówi.„To bezwzględna kalkulacja medialna” Informacja o prowadzeniu rozmów z jedną z poszkodowanych rodzin wywołała oburzenie wśród pozostałych inwestorów, którzy zostali z rozgrzebanymi budowami, ogromnymi długami. - Dlaczego reszta rodzin została całkowicie pominięta? - pyta poszkodowana, Monika Popielewicz. - Ponieważ w tej sprawie nie chodzi o sprawiedliwość ani o empatię, ale o bezwzględną kalkulację medialną. Reszta poszkodowanych została zignorowana. Po pierwsze, nasza sytuacja nie była w danym momencie na pierwszym planie przed kamerami – firma zareagowała tylko tam, gdzie palił się grunt pod nogami. Brat zmarłego właściciela wybrał więc jedną rodzinę, by stworzyć 'wizerunkowy parawan'. To klasyczna próba rozbicia naszej solidarności jako poszkodowanych. Ignorując większość z nas, liczy się na to, iż zostaniemy uciszeni, zniechęceni i odcięci od uwagi mediów, która skupi się na tej jednej "szczęśliwie rozwiązanej" sprawie. Zostaliśmy pominięci, bo dla osób powiązanych z firmą jesteśmy tylko niewygodnym problemem, który najwygodniej jest po prostu przemilczeć - mówi Monika Popielewicz. Podkreśla, iż sprawy większości poszkodowanych rodzin, do dnia dzisiejszego pozostają całkowicie nierozwiązane. - Nie otrzymaliśmy ani zwrotu pieniędzy, ani dokończenia budów, ani choćby słowa wyjaśnienia. Podczas gdy w świetle jupiterów wykonuje się pokazowe gesty wobec jednej rodziny, my zostaliśmy pozostawieni w prawnym i finansowym zawieszeniu. Rzeczywistość jest taka, iż od miesięcy żyjemy w dramatycznej sytuacji, a do dnia dzisiejszego nikt nie podjął z nami żadnego rzetelnego, prawnego dialogu. Zostaliśmy całkowicie zignorowani, a nasze problemy nie drgnęły choćby o centymetr. Nie pozwolimy, aby uciszenie jednej sprawy zatarło obraz krzywdy całej reszty z nas - zaznacza Monika
Popielewicz.Wszystkie oczy skierowane są teraz na Prokuraturę Okręgową w Lublinie, która do stycznia 2027 roku ma czas na zebranie kompletnego materiału i podjęcie kluczowych decyzji procesowych.