Podczas kolacji moja córka dyskretnie wsunęła mi złożoną kartkę. „Udawaj, iż jesteś chora i wydostań się stąd,” brzmiała.

8 godzin temu

Podczas kolacji moja córka podsunęła mi ukradkiem złożony w dwie części liścik. Udawaj, iż jest ci źle i wyjdź stąd brzmiało w kilku posiekanych literkach, które od razu rozpoznałem po jej charakterystycznym pismie.

Rozłożyłem szary kartonik i nie mogłem uwierzyć, iż pięć słów może odmienić całe moje życie: Udawaj, iż jest ci źle i wyjdź. Spojrzałem na Jadwigę, a ona tylko mocno pokręciła głową, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem, jakby błagała, żebym uwierzył. Dopiero później zrozumiałem, dlaczego.

Rankiem wszystko zaczęło się jak zwykle w naszym domu na przedmieściach Warszawy. Od dwóch lat jestem żonaty z Rafałem, odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą, którego poznałem po rozwodzie. Wszyscy widzieli nas jako idealną rodzinę: wygodny dom, konta pełne złotych i nasza córka, Jadwiga, wreszcie miała stabilizację, której tak bardzo potrzebowała. Jadwiga od zawsze była cicha i spostrzegawcza, chłodna jak zimowy poranek; w wieku czternastu lat zdawała się wchłaniać otoczenie jak gąbka. Na początku relacje z Rafałem były napięte jak to zwykle bywa, gdy nastolatek ma nowego ojczyma ale z czasem wydawało się, iż znaleźli równowagę. Przynajmniej tak myślałem.

W sobotę rano Rafał zaprosił swoich partnerów na brunch w domu. To miało być ważne spotkanie, podczas którego mieli omawiać rozszerzenie firmy, a on niecierpliwie chciał zrobić dobre wrażenie. Cały tydzień przygotowywałem menu i każdy szczegół dekoracji.

Kiedy kończyłem sałatkę, pojawiła się Jadwiga. Twarz miałaby bladość, a w oczach czaiło się coś niepokojącego. Zanim zdążyłem się odezwać, szepnęła, podchodząc cicho: Mamo, muszę ci coś pokazać w pokoju.

Rafał wszedł do kuchni w tym momencie, poprawiając krawat. Zawsze był nienagannie ubrany, choćby na domowe spotkania. Co wy tu szeptacie? zapytał z wymuszonym uśmiechem.

Nic ważnego odrzekłem automatycznie. Jadwiga potrzebuje pomocy z zadaniami szkolnymi.

No to się spieszcie dodał, spoglądając na zegarek. Goście już za trzydzieści minut i muszę mieć was przy wejściu.

Skinąłem głową i poszedłem za dziewczyną korytarzem. Gdy weszliśmy do jej pokoju, zamknęła drzwi z impetem, prawie niepostrzeżenie. Co się stało, kochanie? Przerażasz mnie zapytałem.

Jadwiga nie odpowiedziała. Zamiast tego podała mi mały kawałek papieru, nerwowo spoglądając w stronę drzwi. Rozwinąłem go i przeczytałem pośpieszne słowa: Udawaj, iż jest ci źle i wyjdź. Teraz.

Co to ma być za żart? spytałem, zaskoczona i trochę zła. Nie mamy czasu w zabawy, goście już w drodze.

To nie żart szepnęła, prawie szeptem. Proszę, mamo, zaufaj mi. Musisz teraz wyjść z tego domu. Wymyśl pretekst, powiedz, iż czujesz się źle i od razu wyjdź.

Patrzyła na mnie desperacko. Nigdy nie widziałam jej tak poważnej i przestraszonej. Co się dzieje? zapytałam, czując, iż serce bije mi szybciej.

Spojrzała w stronę drzwi, jakby bała się, iż ktoś nas podsłucha. Nie mogę teraz wyjaśnić, obiecuję, iż po wszystkim powiem wszystko. Proszę, zaufaj mi.

W tym momencie usłyszeliśmy kroki w korytarzu. Drzwi otworzyły się i stał Rafał, wyraźnie zirytowany. Co wy tu tak zwlekacie? Pierwszy gość już przybył.

Spojrzałam na Jadwigę, której oczy błagały o zaufanie. Zrobiłam przeskok i powiedziałam: Przepraszam, Rafaelu, nagle czuję zawroty głowy. Myślę, iż to migrena.

Rafał zmarszczył brwi. Teraz? Przecież przed pięcioma minutami byłaś w porządku.

Wiem, nagle mnie atakuje wyjaśniłam, udając ból. Możesz zacząć bez mnie, wezmę lek i położę się na chwilę.

Zanim jednak zdążyła się rozproszyć, zadzwonił dzwonek. Rafał zgodził się, iż pójdą niedługo po mnie, a ja wzięłam się do kąpieli z okładem.

Gdy zostaliśmy same, Jadwiga chwyciła mnie za ręce. Nie kładź się. Musimy stąd wyjechać. Powiedz, iż musisz iść do apteki po mocniejszy lek. Pójdę z tobą.

To absurdalne, nie mogę zostawić gości protestowałam.

Jej głos drżał. Proszę, mamo, to nie żart. To twoje życie.

Czułam dreszcz, a w sercu rosło przeczucie, iż coś jest nie tak. gwałtownie wzięłam torebkę i klucze. Złapałam Rafała w salonie, rozmawiającego z dwoma eleganckimi mężczyznami.

Rafaelu, przepraszam wtrąciłam. Boli mnie coraz mocniej, muszę iść do apteki. Jadwiga jedzie ze mną.

Jego uśmiech zamarł, a w oczach pojawiła się cień niepokoju. Moja żona nie czuje się dobrze powiedział, próbując zachować spokój wrócimy wkrótce.

Wsiadłyśmy do samochodu. Jadwiga trzymała kierownicę, a ja patrzyłam w lusterko, czując, iż serce bije szybciej niż zwykle. Kochanie, jedź, bo słyszałam wczoraj w rozmowie telefonicznej, iż planuje cię zatruć w herbacie szepnęła, łamiąc płacz.

Zatrzymałam auto na światłach. Co? zapytałam, nie wierząc własnym uszom.

Słyszałam, jak rozmawiałeś z kimś o toksynie, żeby wtrącić ją do herbaty. Mówił, iż to będzie wyglądało jak zawał warknęła, łzy spływały po policzkach.

Zatrzymałam się, a silnik zgasł. W tym momencie poczułam, iż świat się wali. Jadwiga podeszła do mnie i wyciągnęła telefon. Na ekranie widniał zdjęcie małej buteleczki bez etykiety oraz notatka zapisana ręką Rafała: Jutro herbata, Helen zawał, przyjmij, wszystko w porządku. W głowie szalały myśli.

Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu widniało słowo Teraz. Wiedziałam, iż musimy uciekać natychmiast.

Zatrzymałam auto przy drodze, otworzyłam drzwi i wybiegłam na trawnik, a Jadwiga podbiegła za mną. Biegłyśmy w stronę lasu przy granicy osiedla, nie patrząc wstecz.

W lesie schowaliśmy się przy małym domku wypoczynkowym, włączając telefon. Zadzwoniłam do przyjaciółki, Anny Kowalskiej, prawniczki, i wyjaśniłam sytuację. Anna obiecała przyjechać w trzydzieści minut i nie rozmawiać z policją, dopóki nie będzie nas w bezpiecznym miejscu.

W międzyczasie Jadwiga przedstawiła dowody: faktury z konta Rafała, na którym od kilku miesięcy przelewał pieniądze na tajne konto, oraz dokumenty o jego zadłużeniu i planach bankructwa. Zrozumiałam, iż przez cały czas był bankrutem, który zamierzał wykorzystać moje życie i polisę na życie sto milionów złotych, którą wykupiliśmy pół roku temu.

Jak mogłam być tak ślepa? pomyślałam, patrząc na córkę. Nie tobie to wina, kochanie. To on nas oszukał.

Anna przyjechała, wzięła od nas wszystkie dowody i zadzwoniła na policję. Rozpoczęła się akcja przeszukano dom, znaleziono buteleczkę z podejrzaną substancją, którą laboratoryjnie potwierdzono jako arszenik. Rafał został aresztowany, a jego plan uwikłany w próbę morderstwa został udokumentowany.

Po kilku tygodniach procesu, sąd skazał go na trzydzieści lat więzienia za próbę zabójstwa i piętnaście lat za oszustwo finansowe. W toku postępowania ujawniono, iż jego pierwsza żona zmarła na tajemnicze zatrucie po krótkim małżeństwie, a on przejął jej majątek i wydał go w ciągu kilku miesięcy.

Kilka miesięcy po wszystkim Jadwiga i ja wprowadziliśmy się do nowego mieszkania w centrum Warszawy. Pewnego poranka, rozpakowując kartony, znalazłam złożony kawałek papieru między stronami powieści. To był kolejny liścik od Jadwigi: Udawaj, iż jest ci źle i wyjdź. Uśmiechnąłem się, wkładając go do małej drewnianej szkatułki przypomnienie, iż dzięki odwadze i szybkiemu myśleniu przeżyłyśmy.

Rok później, Anna przyniosła dobrą wiadomość: po exhumacji ciała pierwszej żony Rafała znaleziono ślady arsenu, co doprowadziło do dodatkowego zarzutu morderstwa pierwszego stopnia. Majątek Rafała podzielono, a ja otrzymałem odszkodowanie w wysokości pięciuset tysięcy złotych.

W jednej z ostatnich kolacji przy kieliszku wina podniosłem toast: Za nowe początki. Jadwiga przytuliła mnie, a my rozmawialiśmy o przyszłości, nie o przeszłości. Nasze blizny pozostały, ale stały się znakami przetrwania, nie cierpienia. I tak nasza historia, zaczęta od prostego liścika, stała się przestrogą i dowodem na to, iż choćby w najgłębszej ciemności można odnaleźć światło, jeżeli tylko ktoś odważny wystarczy podać rękę.

Idź do oryginalnego materiału