Pilny alert z ING Banku Śląskiego. Pieniądze klientów mogą być w niebezpieczeństwie.

2 godzin temu

Szukasz sposobu na pomnożenie oszczędności, by uchronić je przed inflacją? Uważaj, bo zamiast zysku możesz stracić dorobek życia. Eksperci z sektora bankowego alarmują o nowej, niezwykle groźnej fali ataków, w której złodzieje wykorzystują wizerunki zaufanych osób publicznych. Dzięki sztucznej inteligencji oszustwo wygląda tak realistycznie, iż nabierają się choćby najbardziej ostrożni internauci. ING Bank Śląski wydał w tej sprawie pilne ostrzeżenie.

Fot. Pixabay

Czasy, gdy próby wyłudzenia pieniędzy kojarzyły się z łamaną polszczyzną i nieudolnie podrobionymi mailami, odeszły w niepamięć. Cyberprzestępcy weszli na zupełnie nowy poziom, wykorzystując zaawansowane technologie, które do niedawna były dostępne tylko dla studiów filmowych. Dziś największym zagrożeniem dla Twojego portfela są media społecznościowe i perfekcyjnie przygotowane reklamy, które obiecują krociowe zyski z inwestycji w surowce, waluty cyfrowe czy akcje państwowych spółek.

Sztuczna inteligencja na usługach złodziei

W komunikacie opublikowanym 28 stycznia 2026 roku ING Bank Śląski zwraca uwagę na niebezpieczny trend. Przestępcy bezprawnie wykorzystują wizerunki znanych aktorów, sportowców, dziennikarzy, a choćby polityków. Cel jest prosty: zbudowanie natychmiastowego zaufania. Widząc znaną twarz, która firmuje przedsięwzięcie swoim nazwiskiem, odbiorca automatycznie obniża poziom czujności i chętniej klika w prezentowaną ofertę.

Największym wyzwaniem dla bezpieczeństwa stała się technologia deepfake. Pozwala ona na cyfrową manipulację obrazem i dźwiękiem w taki sposób, by włożyć w usta znanej osoby słowa, których nigdy nie wypowiedziała. Dzięki algorytmom sztucznej inteligencji oszuści generują nagrania wideo, na których celebryci lub autorytety finansowe zachęcają do „jedinej w swoim rodzaju” okazji inwestycyjnej. Ruch ust jest idealnie zsynchronizowany z dźwiękiem, a głos brzmi niemal identycznie jak oryginał. Odróżnienie takiego fałszywego materiału od prawdziwego nagrania jest dla przeciętnego użytkownika internetu niezwykle trudne, a często wręcz niemożliwe bez specjalistycznych narzędzi.

Psychologiczna gra na emocjach i fałszywe wykresy

Technologia to jednak tylko pierwszy krok w misternym planie przestępców. Gdy ofiara kliknie w reklamę i trafi na profesjonalnie wyglądającą stronę inwestycyjną (często podszywającą się pod znane koncerny paliwowe lub energetyczne), proszona jest o podanie numeru telefonu. To moment, w którym maszyna ustępuje miejsca człowiekowi i rozpoczyna się bezwzględna socjotechnika.

Do potencjalnego inwestora dzwoni rzekomy doradca. Osoby te są doskonale przeszkolone, posługują się fachowym żargonem, są uprzejme i – co najważniejsze – potrafią budować relację. Nie atakują od razu żądaniem wielkich kwot. Wręcz przeciwnie, na początek sugerują wpłatę „pakietu startowego”, który zwykle oscyluje w granicach kilkuset do 1000 złotych. Taka kwota wydaje się bezpieczna i nie budzi podejrzeń o oszustwo.

Gdy pieniądze trafią do przestępców, ofiara otrzymuje dostęp do sfałszowanego panelu klienta. Widzi tam wirtualne wykresy, słupki rosnących zysków i rzekome pomnażanie kapitału. To iluzja, która ma jeden cel: rozbudzić chciwość i skłonić do przelania znacznie większych sum. W rzeczywistości środki te natychmiast znikają, często zamieniane na kryptowaluty, co zaciera ślady i uniemożliwia ich odzyskanie.

Jeden błąd daje przestępcom pełną kontrolę

Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa wskazują na jeden krytyczny moment, który zwykle przesądza o utracie wszystkich oszczędności. „Doradcy” często oferują pomoc w obsłudze platformy inwestycyjnej, sugerując zainstalowanie specjalnego systemu do zdalnego pulpitu (takiego jak AnyDesk czy TeamViewer). Tłumaczą to chęcią wsparcia technicznego lub koniecznością szybkiej konfiguracji konta.

Zgoda na instalację takiej aplikacji to jak wręczenie złodziejowi kluczy do mieszkania i podanie kodu do sejfu. Od tego momentu przestępca widzi wszystko, co dzieje się na ekranie komputera lub telefonu ofiary. Może podglądać logowanie do bankowości elektronicznej, przechwytywać kody SMS i samodzielnie zlecać przelewy, czyszcząc rachunki do zera. Często ofiary orientują się w sytuacji dopiero wtedy, gdy bank blokuje podejrzane transakcje lub gdy na koncie nie ma już żadnych środków.

Co to oznacza dla Ciebie?

Informacje przekazane przez ING Bank Śląski powinny być czerwoną lampką dla wszystkich, kto zarządza swoimi finansami online. Oto najważniejsze zasady, które uchronią Cię przed utratą pieniędzy:

  • Weryfikuj źródła: jeżeli widzisz w internecie reklamę z wizerunkiem znanej osoby obiecującą pewny zysk, załóż, iż to oszustwo. Żaden celebryta ani poważna instytucja nie reklamuje w ten sposób agresywnych produktów finansowych na Facebooku czy YouTube.
  • Sprawdzaj listę KNF: Zanim przelejesz komukolwiek choćby złotówkę, wejdź na stronę Komisji Nadzoru Finansowego i sprawdź, czy podmiot nie znajduje się na liście ostrzeżeń publicznych. To baza firm działających bez zezwolenia.
  • Nigdy nie instaluj aplikacji na żądanie: jeżeli „konsultant” prosi Cię o zainstalowanie programu do zdalnego pulpitu (zdalnej pomocy), natychmiast się rozłącz. To żelazna zasada – pracownik banku nigdy o to nie poprosi.
  • Nie ulegaj presji czasu: Oszuści często twierdzą, iż „okazja zaraz przepadnie”, by zmusić Cię do szybkiej, nieprzemyślanej decyzji. Pośpiech jest w finansach najgorszym doradcą.
  • Chroń dane logowania: Nigdy nie podawaj nikomu swoich loginów i haseł do bankowości, choćby jeżeli rozmówca przedstawia się jako pracownik działu bezpieczeństwa.
Idź do oryginalnego materiału