Pewna starsza kobieta miała pieska. Syn podarował jej niezwykle drogą, maleńką, wręcz filigranową suczkę, chcąc ją wesprzeć po ciężkim zawale. Chciał, żeby mama miała coś, co ją rozweseli i odciągnie od smutnych myśli. Pomogło starszej pani wyraźnie się polepszyło. Z dnia na dzień stawała się pogodniejsza. Wychodziła na spacery z Mikrusią, prowadziła ją na cieniutkiej smyczy lub nosiła w specjalnej torebce. Mikrusia bo naprawdę była malutka, ledwie większa od chomiczka. Przemiła, posłuszna i bardzo zabawna psinka.
Któregoś dnia, kiedy pani Janina bo tak miała na imię wyszła z Mikrusią zaczerpnąć świeżego powietrza, podjechał obok nich luksusowy samochód. Siedzieli w nim młody chłopak z dziewczyną. Zachwycili się Mikrusią i poprosili, by mogli ją pogłaskać. Pani Janinie nie bardzo się to podobało, ale głupio jej było odmówić. Podała więc pieska do okna samochodu. Dziewczyna momentalnie wyrwała Mikrusię z rąk, chłopak dodał gazu i w mgnieniu oka odjechali.
Starsza pani rzuciła się za nimi, wołając i szlochając. W biegu przewróciła się, mocno się potłukła i straciła przytomność. Sąsiedzi zobaczyli co się stało, wezwali pogotowie, a karetką zabrano ją do szpitala. Syn przybiegł natychmiast, zastał mamę bardzo słabą, z sinymi ustami, cichutko wyszeptującą tylko imię swojej psinki. Płakała żałośnie i powtarzała: Mikrusiu.
Syn pan Tomasz nie odpuścił. Sąsiedzi zapisali numer rejestracyjny samochodu i domyślili się, gdzie młodzi mogą mieszkać. Tomasz miał znajomych w policji, którzy gwałtownie ustalili, kto jest właścicielem auta i gdzie mieszka. Okazało się, iż to bogaty dom w jednej z ekskluzywnych dzielnic Warszawy, samochód drogi, łatwo rozpoznawalny.
Tomasz pojechał na miejsce. Wszedł do domu nieważne jak się to stało. Zobaczył Mikrusię była bardzo chora, od momentu kradzieży nie chciała ani jeść, ani pić, wyłącznie żałośnie skamlała, a potem już tylko cicho popiskiwała. Syn zabrał ją z powrotem do siebie. Właściciele choćby nie protestowali, bo piesek im się znudził liczyli na zabawę, a przywieźli sobie chore, przestraszone zwierzątko, które tylko przeszkadzało i brudziło.
Na szczęście pani Janina wyzdrowiała, a Mikrusia powoli odzyskała formę. Teraz podczas spacerów trzymają się razem, nie reagują na nieznajomych, a piesek natychmiast chowa się do torebki, jeżeli ktoś się zbliża. Wszystko skończyło się dobrze.
Chciałbym powiedzieć jedno: nie wolno odbierać drugiemu człowiekowi jego szczęścia. Ani miłości. Często ktoś żyje tylko dla tego, co wydaje się nam maleńkie inny człowiek, stary rower, mały ogródek za miastem, zwycięstwo w jakimś drobnym konkursie Takie mikroskopijne rzeczy trzymają ludzi przy życiu. Nie zabierajmy dla kaprysu czyjejś ukochanej psinki. Skradzione szczęście nie przynosi nic dobrego, wręcz przeciwnie może zabić. Człowiek nierzadko żyje tylko dzięki tym maleńkim radościom, które dla niego stanowią cały świat. A dusza człowieka też przecież jest krucha, delikatna podobno waży zaledwie kilka gramów, a zawiera w sobie całe jego życie.

4 godzin temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·