„Parkują za zgodą zarządcy”. Straż Miejska odpowiada na zarzuty ws. placu św. Wojciecha

13 godzin temu

Teren utwardzony – traktowany jak droga dojazdowa. Auta na trawie, przy schodach pod Wzgórzem Lecha, choćby obok podestu chóralnego. Mieszkańcy tracą cierpliwość, a Straż Miejska – po interwencji, na którą trzeba było czekać 50 minut – nie podjęła żadnych czynności. „Pojazdy parkują za zgodą zarządcy terenu” – tłumaczy w oficjalnym piśmie Tomasz Francuszkiewicz, komendant Straży Miejskiej w Gnieźnie. I dodaje, iż wjazd na plac możliwy jest za zgodą Urzędu Miejskiego, który teren ten użytkuje od Kurii Metropolitalnej. Sprawa jednak nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Bo tabliczki na placu mówią co innego, a zieleń – ta w miejscach, gdzie regularnie stają samochody – jest już wyraźnie zniszczona.

Do naszej redakcji trafił obszerny sygnał od Czytelnika, który od tygodni obserwuje, co dzieje się w weekendy na Placu św. Wojciecha w Gnieźnie. W swojej wiadomości opisał proceder: od udostępnienia placu do parkowania w związku z remontem ul. Łaskiego, przez wyraźne tabliczki informujące o zakazie parkowania na terenach zielonych, po – jego zdaniem – całkowitą bierność służb miejskich.

Zgłosiliśmy sprawę Straży Miejskiej. Otrzymaliśmy odpowiedź. I choć wyjaśnia ona formalne podstawy funkcjonowania tymczasowego parkingu, to pozostawia niedosyt – zwłaszcza w kwestii egzekwowania zasad i ochrony reprezentacyjnej przestrzeni.

Remont, użyczenie terenu i „zgoda zarządcy”

Straż Miejska w swoim piśmie wyjaśnia kontekst sytuacji. Na czas inwestycji przy ul. Tumskiej i Łaskiego (realizowanej przez Urząd Miejski w Gnieźnie) zmieniona została organizacja ruchu w okolicy katedry. Obowiązuje tam zakaz ruchu z wyłączeniami oraz całkowity zakaz parkowania w Strefie Zamieszkania.

W tym samym czasie – jak czytamy – Urząd Miejski, jako organ użyczający teren od Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie, na prośbę właściciela (czyli Kurii) wyznaczył tymczasowe miejsca do parkowania na Placu św. Wojciecha. Informacja została podana na stronach internetowych Miasta i Kurii.

Zgodnie z art. 144 § 1 kodeksu wykroczeń odpowiedzialności karnej podlega sprawca, który niszczy lub uszkadza roślinność na terenach przeznaczonych do użytku publicznego – przypomina komendant. I dodaje, iż plac św. Wojciecha to miejsce, gdzie regularnie realizowane są imprezy kulturalne, sportowe, rozrywkowe i religijne. Wjazd pojazdów – za zgodą Urzędu Miejskiego – jest tam możliwy wielokrotnie w ciągu roku.

Interwencja z 19 kwietnia: 50 minut oczekiwania, potem odjazd

Do zgłoszenia, które opisał nasz czytelnik, doszło 19 kwietnia 2026 roku około godziny 17:40. Mężczyzna wezwał numer alarmowy Straży Miejskiej, sygnalizując problem parkowania na terenach zielonych. Dyżurny zapewnił o wysłaniu patrolu. Patrol pojawił się po 50 minutach.

Co zrobili strażnicy? Wjechali na teren placu, zaparkowali (na szczęście na terenie utwardzonym), posiedzieli kilka minut w aucie po czym… odjechali. Nie podjęli żadnych działań. choćby nie pokwapili się wysiąść z samochodu – relacjonował czytelnik.

Straż Miejska w odpowiedzi na nasze pytania wyjaśnia, iż patrol udał się na miejsce zgodnie z kolejnością zgłoszeń, a po dotarciu na Plac św. Wojciecha ujawnił pojazdy parkujące za zgodą zarządcy terenu. I to zdanie jest kluczowe. Bo skoro „parkują za zgodą zarządcy”, to znaczy, iż – zdaniem straży – nie doszło do wykroczenia. A skoro nie doszło do wykroczenia, to nie było podstaw do interwencji. Żadnego mandatu, żadnego pouczenia, rozmowy z kierowcami.

Gdzie kończy się zgoda, a zaczyna niszczenie zieleni?

Problem w tym, iż – jak wynika z relacji czytelnika i załączonych zdjęć – nie wszystko, co dzieje się na placu, można nazwać „parkowaniem za zgodą zarządcy”. Przy wjeździe na plac wiszą bowiem tabliczki (które zresztą sam czytelnik opisał), informujące o tym, iż pojazdy należy parkować wyłącznie na terenie utwardzonym, a parkowanie na terenach zielonych jest zabronione. Tabliczki te – jak podkreślił mieszkaniec – są czytelne i mają podkreśloną oraz wytłuszczoną czcionkę.

Tymczasem, według jego obserwacji:

  • auta regularnie stają na trawniku wewnątrz placu,

  • parkują po prawej stronie od wjazdu,

  • stają obok podestu chóralnego,

  • a najbardziej bezczelni kierowcy ustawiają pojazdy zaraz przy schodach na Wzgórze Lecha.

Zdaniem mieszkańca, teren utwardzony jest traktowany nie jako miejsce parkingowe, ale jako droga dojazdowa do „miejsc” na trawie.

Dopiero regularny, cotygodniowy festiwal rozjeżdżania trawy sprawi, iż na placu pojawią się miejsca, w których zamiast trawy będziemy mieć piach, błoto i koleiny. Już teraz zieleń w miejscach, gdzie stawiane są auta, jest w widocznie gorszym stanie – ostrzega.

I to jest sedno sporu: czy zgoda zarządcy terenu obejmuje także parkowanie na trawnikach? A jeżeli tak – to po co w ogóle tabliczki z zakazem? jeżeli nie – to dlaczego służby nie reagują?

Kto jest zarządcą? Urząd Miejski i Kuria, a obok nich Zakład Zieleni Miejskiej

Straż Miejska w piśmie wyjaśnia, iż w imieniu Miasta Gniezna Placem św. Wojciecha opiekuje się Zakład Zieleni Miejskiej, który codziennie dba o porządek. To ten sam zarządca – jak należy rozumieć – który „wyznaczył miejsca do parkowania” i który – teoretycznie – mógłby egzekwować zakaz parkowania na trawie. Tyle iż Zakład Zieleni Miejskiej nie jest uprawniony do karania kierowców mandatami. To zadanie straży miejskiej i policji. A straż – jak wynika z odpowiedzi – stoi na stanowisku, iż parkowanie odbywa się za zgodą. Czy wobec tego tabliczki z zakazem są tylko „dobrą radą”, a nie podstawą do interwencji? To pytanie, które powinien wyjaśnić zarządca terenu – czyli Urząd Miejski w porozumieniu z Kurią.

Czytelnik: to nie złośliwość, tylko troska o dobro wspólne

Nasz rozmówca w swojej wiadomości wyraźnie podkreślił, iż jego motywacje nie wynikają ze złośliwości.

Chodzi o zwyczajną troskę o dobro wspólne. Plac Świętego Wojciecha to miejsce reprezentacyjne. Niemal każdy turysta, który przyjeżdża do Gniezna, odwiedza plac lub patrzy na niego ze Wzgórza Lecha.

I trudno się z tym nie zgodzić. Gniezno – Pierwsza Stolica Polski – ma prawo oczekiwać, iż jego najważniejsze przestrzenie będą szanowane. choćby jeżeli w grę wchodzi tymczasowe udogodnienie dla wiernych i mieszkańców.

Dodatkowo – jak wskazuje czytelnik – w okolicy katedry istnieją alternatywne miejsca parkingowe: parkingi przy ul. Łaskiego (miejski i prywatny), parking katedralny na Słomiance, miejsca na ulicach w pobliżu, a także potencjalnie parking przy ul. Kolegiaty lub na terenie seminarium.

Tabliczki, trawa i strażnicy, którzy nie wysiedli z auta

Sprawa placu św. Wojciecha to klasyczny przykład konfliktu między doraźnymi potrzebami (parking dla wiernych w czasie remontu) a długofalową ochroną reprezentacyjnej przestrzeni. Nie bez znaczenia jest też kwestia egzekwowania prawa – jeżeli tabliczki z zakazem wiszą, to powinny być respektowane. A jeżeli nie są, to służby powinny reagować.

Tymczasem – jak wynika z relacji – strażnicy przyjechali po 50 minutach, popatrzyli z samochodu i odjechali. Czy to była adekwatna reakcja? Każdy może ocenić sam.

Jedno jest pewne: jeżeli zasady nie będą egzekwowane, a kierowcy nie poniosą konsekwencji (choćby w postaci mandatu lub pouczenia), proceder będzie się nasilał. Trawa zniknie. Pojawią się koleiny, błoto i piach. A turysta, który przyjedzie obejrzeć gnieźnieńską katedrę, zobaczy nie zadbany plac, ale parking.

Idź do oryginalnego materiału