Oskarżony przez przemytników, uniewinniony po 13 latach

slowopodlasia.pl 4 godzin temu
Postępowanie karne przeciwko 57-letniemu dziś mieszkańcowi Włodawy, Krzysztofowi Brańce, które rozpoczęło się w 2013 r., opierało się niemal w całości na zeznaniach osób skazanych za przemyt ludzi. Przez ponad dekadę sprawa przechodziła przez kolejne szczeble wymiaru sprawiedliwości, w tym Sąd Najwyższy, który w marcu 2023 r. zakwestionował rzetelność wcześniejszych rozstrzygnięć. W sprawie kluczową rolę w odkrywaniu prawdy odegrał dziennikarz śledczy, Rafał Zalewski. To właśnie jego wieloletnia determinacja i reportaże odegrały decydującą rolę w nagłośnieniu sprawy i obnażeniu słabości aktu oskarżenia. Orzeczenie lubelskiego sądu kończy 13-letni okres, w którym życie zawodowe i prywatne sławatyckiego oficera pozostawało pod ciężarem oskarżeń prokuratorskich, przywracając jego dobre imię.Czytaj też: Podniebny gang przemytników rozbity. Prokuratura postawiła zarzutyOd Szczytna do granicyKrzysztof Brańka do służby w formacjach mundurowych przygotowywał się w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Po ukończeniu nauki związał się ze Strażą Graniczną, w której służył przez ponad 23 lata. Piął się po szczeblach hierarchii zawodowej, osiągając stanowisko zastępcy komendanta placówki w Sławatyczach. Na tym odcinku granicy odpowiadał za zwalczanie nielegalnej migracji organizowanej przez grupy przestępcze. Za swoje sukcesy operacyjne był wielokrotnie nagradzany, a prezydent odznaczył go Brązowym Krzyżem Zasługi. Jeden z jego sukcesów zawodowych zaowocował przedterminowym awansem na stopień majora.Kluczowym momentem dla późniejszych wydarzeń był wrzesień 2005 r. Pod dowództwem Brańki przeprowadzono spektakularne zatrzymanie szajki przemycającej ludzi z Białorusi do Polski. Na gorącym uczynku ujęto wówczas Dariusza K. oraz Zbigniewa J. Podczas tej akcji funkcjonariusze zabezpieczyli przy przestępcach kwotę 28 000 dolarów, którą Krzysztof Brańka rzetelnie udokumentował i przekazał do depozytu. Po latach Brańka wspominał Dariusza K. na łamach programu „Państwo w Państwie” jako „bandziora wyrafinowanego, inteligentnego i niebezpiecznego”. Przestępcy w wyniku działań oficera zostali skazani na kary pozbawienia wolności.Czytaj też: Czekał w BMW w Piszczacu. Kurier imigrantów usłyszał wyrokPoranek we WłodawiePo odejściu na emeryturę w 2010 r., Krzysztof Brańka zamieszkał we Włodawie, ciesząc się spokojem wypracowanym po latach służby. Sytuacja uległa gwałtownej zmianie 21 października 2013 r. Wtedy to do jego domu wkroczyła grupa uzbrojonych antyterrorystów. W materiale programu „Państwo w Państwie” major z goryczą relacjonował przebieg akcji, podczas której szukano broni i narkotyków:– Żonie przystawili długą broń do głowy. „Stój k***o, bo cię zastrzelę” – tak powiedzieli do mojej żony. A przecież ani ona, ani ja nie jesteśmy żadnymi bandytami – wspominał.Mimo iż przeszukanie nic nie wykazało, oficer został zatrzymany na podstawie zeznań tych samych ludzi, których aresztował osiem lat wcześniej. Prokuratura oskarżyła go o przyjęcie łapówki w wysokości zaledwie 500 złotych w zamian za informacje o patrolach. Syn oficera, Kamil, w studiu Polsatu zauważył uderzający kontrast tej kwoty wobec faktów z 2005 r.: – To też było najśmieszniejsze w tej sytuacji, bo tata jak ich zatrzymał, znalazł 28 000 dolarów. Za 500 złotych miał zaryzykować całą swoją karierę? – zastanawiał się. Przełom nastąpił, gdy Dariusz K. w rozmowie z reporterem programu „Interwencja” przyznał, iż zeznał nieprawdę. Tłumaczył, iż miał małe dziecko w Ukrainie, a prokurator sugerowała mu, iż obciążenie Brańki uchroni go przed aresztem.– Żeby wyskoczyć do dziecka, to w śledztwie zeznałem, iż tam mu coś dawałem. Takie zagranie taktyczne – mówił Dariusz K. przed kamerami.Prawomocny finałW toku wieloletniego procesu ujawniono szereg innych dowodów na niewiarygodność oskarżeń. Przestępcy twierdzili, iż wręczali łapówki na parkingu, który w 2005 r. w ogóle nie istniał – zbudowano go dopiero pięć lat później. Co więcej, świadek, który rzekomo miał widzieć przekazanie 5000 złotych, nie żył już od dłuższego czasu w momencie wszczęcia sprawy. Mimo to, w styczniu 2020 r. zapadł pierwszy wyrok skazujący Krzysztofa Brańkę na dwa i pół roku więzienia. Major, obawiając się o życie w zakładzie karnym z ludźmi, których sam tam posłał, przez pewien czas ukrywał się w ekstremalnych warunkach, koczując na poddaszu magazynu docieplonego watą mineralną, bez dostępu do ogrzewania. Sypiał na dwóch paczkach styropianu owiniętych folią, o czym relacjonował później w programach współtworzonych przez Rafała Zalewskiego, opisując trudny do zniesienia chłód i całkowitą izolację od rodziny.Czytaj też: Przez „zieloną granicę” przemycali migrantów z Afryki i Azji. Właśnie zapadł wyrokPrzełom przyniósł marzec 2023 r., kiedy sprawą zajął się Sąd Najwyższy. Sędzia Adam Roch wydał orzeczenie uchylające wyrok skazujący, uniewinniając jednocześnie Brańkę od zarzutu udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. W ustnym uzasadnieniu sędzia Roch nie szczędził słów krytyki pod adresem sądów niższych instancji, stwierdzając, iż ocena dowodów, na podstawie której wcześniej skazano majora, była „niewłaściwa, nierzetelna i to w stopniu rażącym”. Sędzia podkreślił, iż orzeczenie Sądu Najwyższego w zakresie uniewinnienia od udziału w grupie przestępczej jest ostateczne i nie podlega dalszemu zaskarżeniu. Sąd Najwyższy uznał, iż proces w niższych instancjach toczył się z pogwałceniem zasad rzetelności, a zeznania przestępców zostały przyjęte bez krytycznej analizy ich motywacji. Pozostałe wątki dotyczące rzekomej korupcji zostały skierowane do ponownego rozpoznania. Ostateczne rozstrzygnięcie zapadło przed Sądem Apelacyjnym w Lublinie. Sąd wydał prawomocny wyrok uniewinniający, potwierdzając brak wiarygodnych podstaw do skazania mieszkańca Włodawy. Na sali sądowej i po procesie Krzysztof Brańka nie krył wzruszenia, podkreślając, iż po 13 latach batalii w końcu odzyskał spokój.
Idź do oryginalnego materiału