Ong Bak

aleksandra.jursza.net 1 dzień temu

Dzień dobereł, a dzisiaj prawie kino bollywoodzkie z prawie Johnem Wickiem.

„Ong Bak” to kino kopane z Tajlandii, ale niektóre ujęcia są powtarzane dwukrotnie, by pokazać cios bohatera. Zresztą, wydaje mi się, iż frajda z kiczowatych scen walk jest całkiem niezła, choć film na początku wymaga Oświetlonej Cierpliwości, bo po prostu pomału się rozkręca.

Zaczyna się od małego WTF, przynajmniej dla europejskiego widza.

Widzimy stado ludziów, którzy wspinają się na drzewo i się ze sobą biją. Na szczęście potem się dowiadujemy, iż to taka tradycja, niedługo lokalne święto szczęścia, a w ogóle akcja jest na wiosce, która bardzo sobie ceni głowę Buddy, zwaną Ong-Bakiem.

Problem polega na tym, iż w nocy ta głowa została ukradziona. Nasz bohater, Ting (Tony Jaa) decyduje się udać do Bangkoku, by ją odzyskać. I od tej pory widza czekają całkiem zabawne sceny walk.

Cóż, było miło w trakcie seansu.

Powstały jeszcze dwie części, ale ja sobie odpuszczę.

Idź do oryginalnego materiału