73-letni senior ponad rok czekał na proces o zabójstwo, do jakiego doszło 27 listopada 2024 roku w jednym z mieszkań przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie w mieście Głuchołazy.
Nic nie zwiastowało tragedii. Zarówno 73-letni w tej chwili Jerzy K., jak i jego ofiara – Andrzej R. – byli znani lokalnej społeczności. Głównie z powodu przesiadywania w centrum miasta i spożywania alkoholu. Żaden z panów nie miał jednak sprawiać większych problemów.
Głuchołazy – najpierw pili alkohol, potem była kłótnia i zabójstwo
Z ustaleń śledczych z prudnickiej prokuratury wynika, iż w chwili poprzedzającej zabójstwo, mężczyźni od godzin porannych pili alkohol. Około południa panowie udali się do lokum Andrzeja R., gdzie kontynuowali spożywanie alkoholu.
W pewnym momencie między nimi wywiązała się kłótnia. Gospodarz mieszkania zażądał, by Jerzy K. opuścił lokal. Oskarżony poczuł się tym urażony, ponieważ – jak twierdził – to on kupił „flaszkę”. Wówczas doszło do ataku. Jerzy K. uderzył Andrzeja R. pięścią w twarz, a następnie bił go wielokrotnie, także wtedy, gdy ten był już bezbronny i tracił przytomność.
Sekcja zwłok wykazała rozległe obrażenia twarzy, w tym złamanie nosa z przemieszczeniem oraz krwawienie w strukturach mózgu. To one doprowadziły do śmierci mężczyzny Andrzeja R.
Głuchołazy – Jerzy K. się przyznał i zaznaczył, iż zabójstwo nie było jego celem
W piątek 16 stycznia przed Sądem Okręgowym w Opolu rozpoczął się proces 73-latka. Oskarżony przyznał się do winy, ale podkreślił , iż nie zamierzał nikogo zabić.
– Przyszedłem tam nie w celu zabicia. Tylko na chwilę. Poczęstowałem wódką pokrzywdzonego. Nie chciałem mu nalać więcej i zaczęły się wyzwiska. Uderzyłem go kilka razy. I tyle pamiętam – mówił początkowo na swoją obronę.
Potwierdził tym samym swoje wcześniejsze wyjaśnienia ze śledztwa. Przyznał, iż uderzył Andrzeja R. około dziewięciu razy, gdy ten siedział na wersalce.
– Uderzyłem może trzy razy pięścią, a potem tylko otwartą dłonią. Potem Andrzej spadł z kanapy – relacjonował.
Na sali rozpraw obecna była córka zmarłego. – Jest dla mnie niepojęte, iż ktoś bije drugiego człowieka, gdy ten prosi, żeby przestał – mówiła.
Przypomniała, iż jej ojciec przez lata zmagał się z problemem alkoholowym, ale w ostatnim czasie był spokojny i schorowany. Wspomniała również o relacjach świadków, którzy mieli słyszeć groźby zabójstwa podczas awantury.
Na bójkę zareagował sąsiad. Było już za późno
Zeznania złożył także sąsiad ofiary. Potwierdził, iż słyszał prośby gospodarza skierowane do oskarżonego. Podniesione głosy skłoniły sąsiada do podejścia bliżej drzwi wejściowych.
– Usłyszałem odgłosy bicia i wołanie, żeby przestał. Zadzwoniłem pod 112. Gdy go wynosili, charczał i był cały siny – relacjonował świadek.
W toku postępowania przygotowawczego biegli psychiatrzy nie stwierdzili u oskarżonego zaburzeń, które wyłączałyby lub ograniczały jego poczytalność. Sam Jerzy K. mówił podczas rozprawy, iż leczył się psychiatrycznie, ale nie potrafił wskazać schorzenia.
Oskarżony o zabójstwo w mieście Głuchołazy wyraził skruchę i przeprosił córkę zmarłego.Na zakończenie swoich wyjaśnień oskarżony przeprosił córkę zmarłego. – Bardzo żałuję tego, co się stało. Nie miałem zamiaru nikogo pozbawić życia – powiedział.
Jerzy K. odpowiada za zbrodnię zabójstwa. Zgodnie z kodeksem karnym grozi mu kara od 10 do 30 lat więzienia albo dożywocie. Sprawa jest w toku.
Czytaj też: Nikola K. oskarżona o usiłowanie zabójstwa w Opolu przed sądem
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

3 godzin temu








English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·