Odpady z likwidowanego składowiska na Śląsku trafiły pod Warszawę? Akcja służb

2 godzin temu

Na jednej z nieruchomości w Wołominie znaleziono zbiorniki z odpadami, pochodzącymi z likwidowanego przed kilkoma laty składowiska w Mysłowicach. Zamiast zostać zutylizowane, zostały przewiezione w inne miejsce – wynika z ustaleń śledztwa Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Nielegalne składowisko w Wołominie

Oględziny nieruchomości w Wołominie, w tym wnętrz budynków i wiaty magazynowej, przeprowadzono w środę i w czwartek, z udziałem prokuratora, policjantów z komendy wojewódzkiej w Katowicach, biegłego z zakresu chemii i ochrony środowiska oraz przedstawicieli Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie.

„Czynności dotyczyły wątku badanego w toku śledztwa w sprawie składowania, zbierania, przetwarzania, transportowania i unieszkodliwiania w okresie od maja 2021 roku do marca 2022 roku w Mysłowicach i innych miejscowościach na terenie kraju, odpadów niebezpiecznych oraz ich składowania w sposób zagrażający życiu lub zdrowiu” - poinformował rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach Michał Binkiewicz.

Podczas oględzin znaleziono zbiorniki typu mauzer pojemności tysiąca litrów, które zidentyfikowano jako odpady pochodzące z likwidowanego w 2021 r. składowiska w Mysłowicach. „Celem precyzyjnej identyfikacji ujawnionych substancji pobrano próbki do analizy chemicznej. Zebrany dotychczas materiał dowodowy wskazuje, iż większość odpadów pochodzi z jednego ze składowisk zlokalizowanych w Mysłowicach. Nie zostały one zutylizowane” - dodał rzecznik.

Prokuratura, tłumacząc to dobrem postępowania, na razie nie ujawnia ile mauzerów znaleziono w Wołominie ani jaka część z nich pochodzi ze składowiska w Mysłowicach. Wiadomo jedynie, iż jest ich „bardzo dużo”.

Śledztwo ws. mafii śmieciowej

Jak zaznaczył prok. Binkiewicz, oględziny poprzedziła długotrwała analiza dokumentacji, a Wołomin to kolejne miejsce porzucenia odpadów wykryte przez śląskich śledczych. Zapowiedział, iż postępowanie w śledztwie dotyczącym tzw. mafii śmieciowej na tym się nie kończy. Prokuratura apeluje do osób, które mają wiedzę na temat transferu odpadów z Mysłowic do Wołomina oraz do innych miejscowości, by zgłaszały się do organów ścigania.

Jak dowiedziała się PAP, odpady znalezione w Wołominie pochodzą z mysłowickiej dzielnicy Brzezinka, gdzie porzuconych zostało ok. 8 tys. ton niebezpiecznych substancji, m.in., rozpuszczalników. Nielegalne składowisko powstało w pobliżu szkół, przeszkoli, ośrodka rehabilitacyjno-opiekuńczego i firmy zatrudniającej setki osób. Odpady trafiły do miasta w 2018 r. na podstawie zgód wydanych przez ówczesne władze. Prace likwidacyjne rozpoczęły się w maju 2021 r. Ich łączny koszt to ok. 100 mln zł. Uprzątnięcie składowiska było możliwe dzięki pomocy rządu oraz zaangażowaniu funduszu ochrony środowiska: narodowego i wojewódzkiego.

W grudniu 2021 r. śląscy policjanci wkroczyli do Urzędu Miasta w Mysłowicach, by zabezpieczyć dokumentację i nośniki elektroniczne w związku z postępowaniem dotyczącym nieprawidłowości przy likwidacji składowiska. Prokuratura wszczęła wówczas śledztwo pod kątem oszustwa na szkodę miasta. Chodziło m.in. o wyjaśnienie, czy firmy, które podjęły się utylizacji odpadów, faktycznie miały możliwości przeprowadzenia tych prac. Prezydent Mysłowic przyznał wtedy, iż jeden z podwykonawców mógł złamać prawo, nie dochowując staranności przy utylizacji odpadów. Jak zapewniał, nie było nieprawidłowości po stronie lokalnych władz.

Prok. Binkiewicz powiedział, iż ten wątek jest w dalszym ciągu badany w ramach toczącego się śledztwa dotyczącego składowiska w Mysłowicach. - Na chwilę obecną postępowanie toczy się w sprawie. Nikomu nie przedstawiono ani nie ogłoszono zarzutów - powiedział.

Idź do oryginalnego materiału