Odkąd byłam małą dziewczynką, słyszałam od rodziców w naszym polskim domu, iż nikt mnie nie potrzebuje i iż jestem do niczego — ale mimo braku wsparcia mamy, która zawsze gasiła moje marzenia, wyjechałam z rodzinnego miasta do Warszawy, by udowodnić, iż potrafię osiągnąć wszystko: własne mieszkanie, firmę, szczęśliwą rodzinę i wiarę w siebie!

polregion.pl 1 tydzień temu

Odkąd pamiętam, odkąd biegałam po podwórzu w kolorowych rajtuzach, moi rodzice powtarzali, iż świat jest zbyt ciasny dla kogoś tak zbędnego jak ja. Mówili, iż jestem jak stara gazeta, niepotrzebna nikomu i wszystkim zawadzająca.

Mówi się w Polsce, iż rodzina to świętość, a matka to najbliższy człowiek ta, która nosiła mnie pod sercem przez dziewięć żurawiowych miesięcy, tuliła, kiedy śnieg zasypywał okna. Matki są niczym opiekunki ogniska. U mnie jednak to ognisko tylko dymiło i szczypało w oczy, a żadne ciepło nie chciało przejść przez palce.

Moja mama i ja dwie zupełnie odrębne galaktyki, które tylko przypadkiem krążą wokół siebie. Nie znalazłyśmy wspólnego języka, chociaż w polskim jest tyle słów i przyśpiewek. Zamiast mi dodawać skrzydeł, ucinała je jednym spojrzeniem lub krytyką, zostawiając mnie w zawieszeniu między snem a jawą.

Dla mamy byłam tylko nietrafioną biedronką, która zawsze myli drogę do grządki. W jej oczach nic nie umiałam, nic nie osiągnę, a złotówki zawsze będę wydawać bez sensu. Nie mogłam pojąć, skąd tyle chłodu. Jednak, gdy czegoś potrzebowała na przykład przynieść chleb z piekarni albo naprawić starą lampę nagle stawałam się nieodzowna, praktyczna jak woda w czajniku. Tak, ta córka, co do niczego się nie nadaje, okazywała się być najlepszą pomocnicą od czarnej roboty. Na szczęście miałam ojca Grzegorza jego piękne ciepło zawsze otulało mnie delikatnie, choćby gdy deszcz bił o parapet.

Pewnej nocy, kiedy księżyc wyglądał zza kominów jak okrągły pieróg ruskie, podjęłam decyzję czas opuścić rodzinny Przemyśl i pojechać do Warszawy, śnić własny sen i może zwariować na swoje konto. Matka, kiedy usłyszała tę wiadomość, dostała ataku furii krzyczała, mówiła, iż bez niej zupełnie zginę, iż dla niej jestem cenną złotówką, którą ktoś chce jej ukraść. Ale jej słowa odbijały się we mnie jak echo w pustym kościele i zrobiłam to, czego pragnęło moje serce.

Teraz istnieje taki czas i taka ja, której nikt się nie spodziewał. Mam przytulne mieszkanie w Warszawie, z okna widok na Wisłę, własną firmę, dwójkę rumianych dzieci i męża Bartosza który patrzy na mnie jak na czarownicę, co potrafi zamienić zwykły dzień w święto. Mama powtarzała: nic z ciebie nie wyrośnie. Ale ja po swojemu wyrosłam. jeżeli ktoś w Polsce potrafi zakryć uszy przed złymi wróżbami i chociaż na chwilę uwierzyć w siebie, to i on może zamienić szary sen w kolorowy realny świat.

Idź do oryginalnego materiału