Od misji ONZ do walki z systemem. Historia Weteranów z Towarzystwa Myśliwskiego Rosomak

3 godzin temu

Rozmowa z Markiem Bublejem – prezesem Towarzystwa Myśliwskiego Rosomak.

Skąd się wzięła inicjatywa powołania „Towarzystwa Myśliwskiego Rosomak”?

Środowisko żołnierzy zawodowych to ludzie bardzo różni, ale łączy nas jedno – służba i silne poczucie więzi. Szczególnie wśród żołnierzy uczestniczących w misjach pokojowych ONZ czy operacjach NATO rodzą się relacje, które zostają na całe życie. Wyjazd na misję nigdy nie był przypadkiem, wymagał wielomiesięcznego przygotowania, selekcji i ogromnej odporności psychicznej.

Podczas misji w południowym Libanie wielu z nas, poza służbą, wracało myślami do Polski, do lasu, łowiectwa i normalnego życia. Wspólne rozmowy o polowaniach, przyrodzie i rodzinnych stronach pomagały odreagować trudne doświadczenia wojny i rozłąki. Z czasem pojawiła się idea stworzenia środowiska skupiającego myśliwych-weteranów.

Decyzja o powołaniu Towarzystwa Myśliwskiego Polskiego Kontyngentu Wojskowego zapadła symbolicznie w Jerozolimie, przy III Stacji Drogi Krzyżowej, wybudowanej przez polskich żołnierzy. Później inicjatywa rozwijała się podczas kolejnych misji w Libanie, a po latach przerodziła się w działające dziś Towarzystwo Myśliwskie Rosomak.

Nasza działalność od początku była oparta na wspólnych wartościach: służbie, tradycji, pamięci o żołnierzach-weteranach i umiłowaniu łowiectwa rozumianego nie tylko jako polowanie, ale także więź z naturą i drugim człowiekiem.

W 2019 roku oficjalnie powstało Koło Łowieckie Towarzystwo Myśliwskie Rosomak, a rok później przekazano mu cały dorobek i tradycję Towarzystwa Myśliwskiego PKW. Nazwa „Rosomak” nie jest przypadkowa – symbolizuje siłę, wytrwałość i waleczność. Tak samo jak zwierzę, ale też polski transporter bojowy, z którym wielu z nas było związanych.

Największym problemem pozostaje dziś brak własnego obwodu łowieckiego. Od lat składamy wnioski o dzierżawę, jednak obecne przepisy praktycznie uniemożliwiają nowym kołom uzyskanie choćby niewielkiego obwodu. A dla nas własny teren to nie kwestia prestiżu, to fundament dalszego rozwoju i możliwość realnego działania na rzecz weteranów.

Chcemy stworzyć miejsce integracji, wsparcia i odbudowy dla żołnierzy wracających z misji. Miejsce, gdzie człowiek po trudnych doświadczeniach będzie mógł wrócić do natury, spokoju i rozmowy z ludźmi, którzy rozumieją jego przeżycia bez zbędnych słów.

Czy koło łowieckie miało być pewną formą terapii dla weteranów?

Wyjazd na misję wojskową nigdy nie był „delegacją” ani przygodą. To ogromna odpowiedzialność, stres i doświadczenia, które zostają z człowiekiem na całe życie. W Libanie wielokrotnie byliśmy świadkami ostrzałów, alarmów i skutków działań wojennych. Widzieliśmy śmierć, cierpienie cywilów i zniszczenia, których nie sposób zapomnieć.

Wojna nie jest obrazem z filmu ani relacją w telewizji. To trauma, która wraca po latach, czasem w snach, czasem w zwykłych codziennych sytuacjach. Wielu żołnierzy po powrocie z misji nie mówi o swoich doświadczeniach rodzinie czy znajomym. Najczęściej rozumie ich tylko drugi weteran, żołnierz powracający z misji najczęściej jest człowiekiem zamkniętym i nie ufnym. Powrót do poprzedniego stanu sprzed wyjazdu na misję wymaga czasu, czasu i odpowiednich ludzi, którzy potrafią zrozumieć, wysłuchać a czasami pomóc- temu właśnie miało by służyć spotkanie w znajomym środowisku ludzi na własnym terenie.

Dlatego uważam, iż środowisko myśliwych-weteranów może mieć ogromne znaczenie terapeutyczne. Kontakt z naturą, wspólne rozmowy i obecność ludzi mających podobne doświadczenia pomagają odzyskać wewnętrzny spokój. Łowiectwo dla wielu z nas nie jest wyłącznie polowaniem. To możliwość wyciszenia się, oderwania od trudnych wspomnień, czasami bardzo traumatycznych i powrotu do normalności.

Oczywiście ciężkie przypadki PTSD wymagają profesjonalnej pomocy medycznej i psychologicznej. Jednak wierzymy, iż odpowiednio prowadzone środowisko wsparcia może realnie pomagać żołnierzom wracającym z misji.

I właśnie dlatego tak ważna jest dla nas walka o własny obwód łowiecki. Bez własnego miejsca trudno budować długofalowy projekt skierowany do weteranów. Nie chcemy być jedynie formalnym kołem łowieckim funkcjonującym „na papierze”. Chcemy stworzyć realną przestrzeń dla ludzi, którzy po latach służby często zostają sami ze swoimi doświadczeniami.

Niestety przez lata spotykaliśmy się także z niezrozumieniem. Po powrocie z misji słyszałem choćby głosy, iż żołnierze nie powinni wyjeżdżać na zagraniczne operacje wojskowe. Takie słowa bolą szczególnie wtedy, gdy człowiek wraca po doświadczeniach, których nie da się wymazać z pamięci.

Mimo tego nie zamierzamy się poddawać. Towarzystwo Myśliwskie Rosomak powstało dzięki ludziom, których połączyły służba, trudne doświadczenia i wspólne wartości. Dziś chcemy tę ideę rozwijać dalej również po to, by pomagać kolejnym weteranom odnaleźć spokój po powrocie do domu.

Jak Twoi koledzy – weterani traktują łowiectwo i czym dla nich jest ta forma spędzania czasu?

Żołnierz to nie tylko człowiek wyszkolony do walki. To również człowiek wrażliwy na piękno przyrody, ciszę lasu i spokój, którego często brakuje po doświadczeniach wyniesionych z misji. Wielu z nas odnajduje w łowiectwie coś znacznie głębszego niż samo polowanie.

To poranki spędzone w lesie, odgłosy jeleni na rykowisku, przelatujące żurawie, wschody i zachody słońca, kontakt z naturą i chwila wyciszenia. Dla wielu weteranów właśnie te momenty pozwalają choć na chwilę oderwać się od trudnych wspomnień i codziennych problemów.

Łowiectwo nie jest dla nas wyłącznie pozyskaniem zwierzyny i realizacją planów łowieckich. Czasami samo spotkanie ze zwierzyną czy obserwacja przyrody daje człowiekowi więcej niż oddanie strzału. To także wspólnota ludzi, którzy rozumieją się bez zbędnych słów.

Wielokrotnie podczas misji wspominaliśmy właśnie takie chwile — polskie lasy, pola, wspólne polowania i atmosferę, która dawała nam namiastkę normalności z dala od domu i wojny. Te rozmowy pomagały przetrwać najtrudniejsze momenty.

Dziś, mimo zmieniającej się rzeczywistości i problemów, z jakimi mierzy się współczesne łowiectwo, przez cały czas wierzymy, iż jego najważniejszym elementem pozostaje więź człowieka z naturą oraz drugim człowiekiem.

W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, iż Polska nie powinna uczestniczyć w misjach zagranicznych. Co jako kraj zyskujemy wspierając naszych sojuszników poza granicami Polski?

Jako żołnierz zawsze wykonywałem swoje obowiązki zgodnie z przysięgą i rozkazami przełożonych. Nigdy nie zajmowałem się polityką i nie chciałbym oceniać decyzji politycznych. Mogę jednak powiedzieć jedno – udział polskich żołnierzy w misjach pokojowych i stabilizacyjnych ma sens.

Jako członek ONZ i NATO Polska bierze współodpowiedzialność za bezpieczeństwo międzynarodowe. Misje pokojowe nie są działaniami ofensywnymi, a ich celem jest stabilizacja, ochrona ludności cywilnej i ograniczanie skutków konfliktów zbrojnych.

Patrząc na tragedie, jakie rozgrywały się choćby w Rwandzie, Libanie czy innych regionach świata, trudno pozostać obojętnym. jeżeli Polska ma możliwość pomagać poprzez udział w misjach pokojowych, powinna to robić.

Wojna zawsze oznacza cierpienie zwykłych ludzi, śmierć, strach, utratę domu i bliskich. Niezależnie od narodowości czy miejsca na świecie ludzkie życie ma taką samą wartość. Dlatego pokój i bezpieczeństwo pozostają wartościami, , które należy chronić za wszelką cenę.

Przeglądając Waszą stronę internetową trudno nie zauważyć silnego przywiązania do tradycji i wartości. Jakie były największe dokonania Towarzystwa?

Od początku naszym celem było budowanie środowiska skupiającego żołnierzy-weteranów związanych z łowiectwem oraz promowanie polskiej kultury łowieckiej poza granicami kraju.

Już podczas misji w Libanie staraliśmy się integrować żołnierzy różnych narodowości wokół wspólnych zainteresowań. Organizowaliśmy spotkania, tworzyliśmy materiały i budowaliśmy rozpoznawalność naszego Towarzystwa. Początkowo działalność ta była traktowana z dużą ostrożnością, jednak z czasem dowództwo przekonało się, iż inicjatywa przynosi pozytywny efekt i dobrze wpływa na środowisko żołnierzy.

Ważnym elementem było również promowanie polskiego łowiectwa i tradycji myśliwskich. Dzięki wsparciu ludzi związanych z Lasami Państwowymi i środowiskiem łowieckim udało się stworzyć bibliotekę materiałów dostępnych dla żołnierzy pełniących służbę na misji.

Nasze Towarzystwo gwałtownie zaczęło przyciągać nie tylko Polaków, ale również żołnierzy z innych kontyngentów, między innymi z Francji, Irlandii czy Ghany. Pokazało to, iż wspólne wartości, pasje i szacunek do tradycji potrafią łączyć ludzi niezależnie od pochodzenia.

Dziś naszym najważniejszym celem pozostaje rozwój Towarzystwa Myśliwskiego Rosomak oraz walka o możliwość dzierżawy własnego obwodu łowieckiego. Bez własnego miejsca trudno realizować projekty związane ze wsparciem weteranów, integracją środowiska czy działaniami społecznymi.

Uważamy, iż koło łowieckie może pełnić znacznie szerszą rolę niż tylko organizacja polowań. Może być miejscem budowania wspólnoty, pielęgnowania tradycji i realnej pomocy ludziom po trudnych doświadczeniach wojennych.

Czy nie macie poczucia, iż kiedy byliście potrzebni państwu — państwo o Was pamiętało, a dziś, gdy od siedmiu lat walczycie o możliwość dzierżawy własnego obwodu łowieckiego i stworzenia miejsca dla weteranów, zostaliście z tym sami?

Tak, mamy takie poczucie. Od wpisania naszego koła do ewidencji w 2019 roku złożyliśmy 17 wniosków o dzierżawę lub utworzenie obwodu łowieckiego, a także przedstawialiśmy inne propozycje działań na rzecz gospodarki łowieckiej. Przez siedem lat nie doczekaliśmy się jednak realnego wsparcia ani ze strony Polskiego Związku Łowieckiego, ani instytucji państwowych, mimo licznych wystąpień do ministerstw, Rzecznika Praw Obywatelskich. Przez to wieloletnie marginalizowanie nas mamy poczucie, iż staliśmy się nikomu nie potrzebni, odtrąceni i zapomniani, obdarci ze swojej godności. A wystarczyło pochylić się bliżej nad tematem, bądźmy precyzyjni – rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z 18 stycznia 2021.nie jest dobrym przepisem stwarza on – wchodząc trochę w terminy medyczne – wiele patogennych zachowań. Daje ono szeroki zakres nadużyć jakie mogą zaistnieć w rozpatrywaniu wniosków i wnioskodawców tego dowodem jest choćby artykuł dokładnie opisujący takie nieprawidłowości w czasopiśmie Brać Łowiecka ze stycznia 2023 pt. „Dzierżawy po koszalińsku”.

Tym bardziej boli to, iż nasze środowisko tworzą weterani misji ONZ. Już podczas służby poza granicami kraju pielęgnowaliśmy polskie tradycje łowieckie, reprezentowaliśmy Polski Związek Łowiecki i budowaliśmy relacje z myśliwymi z różnych państw. Dla wielu z nas wspomnienia polskich lasów, łowów i rodzinnego domu były czymś, co pomagało przetrwać tysiące kilometrów od ojczyzny. Czuliśmy się ambasadorami polskiej kultury łowieckiej i byliśmy z tego dumni.

Po powrocie przez cały czas działaliśmy społecznie, pielęgnowaliśmy tradycje wojskowe i łowieckie oraz byliśmy za tę działalność wyróżniani. Dlatego trudno zrozumieć, dlaczego dziś środowisko wywodzące się wprost z weteranów Wojska Polskiego jest marginalizowane i od lat pozbawione możliwości normalnego funkcjonowania poprzez dzierżawę własnego obwodu łowieckiego. Gdzie jest lokalny patriotyzm, chyba, iż są jakieś zobowiązania o których głośno się nie mówi, iż dopuszcza się przyznanie obwodu dla koła łowieckiego, które funkcjonuje na przykład przy granicy z Czechami a obwód dostaje nad morzem…?

Nie walczymy wyłącznie o obwód. Walczymy o miejsce dla weteranów, o szacunek dla naszej służby i o możliwość kontynuowania działalności, którą prowadzimy od blisko trzech dekad. Mamy poczucie, iż gdy byliśmy potrzebni państwu, pamiętano o nas. Dziś, gdy prosimy jedynie o równe traktowanie i szansę na rozwój, zostaliśmy z tym problemem sami.

Z myśliwskim pozdrowieniem Darz Bór – Marek Bublej

Idź do oryginalnego materiału