Nowe doniesienia ws. wybuchu granatnika. Tajemniczy mail po łotewsku

15 godzin temu

Gabinet szefa policji otrzymał mail po łotewsku, który ostrzegał przed podłożonym ładunkiem wybuchowym. Wiadomość miała dotrzeć pięć dni przed wybuchem granatnika w Komendzie Głównej Policji w grudniu 2022 roku - poinformowały media. W odpowiedzi na te ustalenia ówczesny gen. insp. Jarosław Szymczyk stwierdził, iż wcześniej nikt mu tego nie przekazał.

Jak podała w czwartek "Rzeczpospolita", e-mail przyszedł na adres mailowy gabinetu szefa polskiej policji dwa dni przed jego wyjazdem do Kijowa. W stolicy Ukrainy gen. insp. Jarosław Szymczyk otrzymał w prezencie granatnik, który miał być "pustą tubą", a jednak 14 grudnia 2022 roku eksplodował w budynku Komendy Głównej Policji.

Gazeta ustaliła, iż przesłaną wiadomość, zatytułowaną "Bomba" i napisaną po łotewsku, potraktowano jako "fałszywy donos o alarmie bombowym". Co więcej, nie powiązano sprawy z późniejszym incydentem.

Sprawa granatnika. "Nikt mnie nie poinformował"

Tłumacząc się dziennikarzom, rzecznik komendy stołecznej przekazał, iż wiadomość nie precyzowała miejsca podłożenia ładunku, wobec czego działania, jakie podjęto, dotyczyły kontroli pirotechnicznej w budynku KGP. Nie stwierdzono zagrożenia i na tym zamknięto sprawę z mailem. Ponadto za "fałszywością" wiadomości przemawiać miało to, iż był adresowany także do kilku innych instytucji na Łotwie.

Pytany przez "Rzeczpospolitą" o te ustalenia gen. insp. Jarosław Szymczyk stwierdził, iż nie miał o tym pojęcia. - Jestem w totalnym szoku, także dlatego, iż nikt mnie o tym nie poinformował - wyjaśnił.

ZOBACZ: "Toksyczne towarzystwo". Minister o kulisach narady u prezydenta

Służby odpowiedzialne za przygotowanie wyjazdu ówczesnego szefa policji do Kijowa - w odpowiedzi dla "Rzeczpospolitej - zapewniły z kolei, iż gdyby wiedziały o owym mailu, do wizyty w Ukrainie najpewniej by nie doszło. Natomiast gazeta dodała, iż "w ramach głębokiego audytu prowadzonego w Komendzie Głównej Policji już przez MSWiA pod rządami ministra Michała Kierwińskiego, sprawa e-maila nie wyszła na jaw".

Wątpliwości wokół wybuchu w KGP. Zdjęcie możliwym dowodem?

Z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika również, iż w sprawie pojawiło się więcej wątpliwości. W gabinecie komendanta mógł eksplodować granatnik inny, niż ten podarowany przez ukraińskie służby. Dziennik poddaje, iż w związku z tym w lipcu 2025 roku Prokuratura Regionalna powołała biegłego z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Zehna w Krakowie.

ZOBACZ: Kobiety nie zgadzają się z decyzją prezydenta. Napisały "list sprzeciwu"

Dziennikarze napisali: "Niezwykle cennym dowodem okazało się pamiątkowe zdjęcie zrobione podczas wizyty w Ukrainie przez będącego w składzie polskiej delegacji ówczesnego rzecznika KGP, które utrwaliło moment przekazania 'podarunku' - jak się okazuje dziś, uwieczniony na nim granatnik wygląda inaczej niż ten, który eksplodował w gabinecie komendanta w Warszawie".

W sprawie wybuchu toczą się dwa śledztwa - jedno prowadzone przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie, a drugie przez Prokuraturę Okręgową. W drugiej instytucji gen. Jarosław Szymczyk występuje jako oskarżony.

WIDEO: Michał Kołodziejczak ostro o tzw. ustawie wiatrakowej. Apeluje do prezydenta
Idź do oryginalnego materiału