Nocny „popis” na elbląskiej starówce. Zamiast zabawy – zarzuty i widmo więzienia

elblag24.pl 1 godzina temu

Elbląska starówka, miejsce kojarzone z urokliwymi spacerami i turystycznym klimatem, stała się niedawno areną wyjątkowo bezmyślnego aktu wandalizmu. Trójka młodych ludzi, których „fantazja” została podsycona alkoholem, postanowiła urozmaicić sobie wieczór w sposób, który trudno wytłumaczyć jakimkolwiek logicznym argumentem. Efekt? Straty finansowe, interwencja policji i zarzuty, które mogą na zawsze zmienić ich życiorysy.

„Nie wiedzieli, co z nimi zrobić”

Wszystko zaczęło się od niewinnego – jak im się pewnie wydawało – spożywania alkoholu. Grupa składająca się z młodego mężczyzny oraz dwóch kobiet wędrowała ulicami Starego Miasta. W pewnym momencie ich uwagę przykuły metalowe kratki odwadniające wkomponowane w bruk. Zamiast przejść nad nimi obojętnie, postanowili sprawdzić swoją siłę.

Po wyjęciu ciężkich, żeliwnych elementów z ziemi, pojawił się jednak nieoczekiwany problem: brak pomysłu na ich dalsze zagospodarowanie. Zamiast odłożyć je na miejsce, sprawcy uznali, iż najprostszym rozwiązaniem będzie pozbycie się „dowodów” w pobliskiej rzece Elbląg. Kilka głośnych plusków zakończyło ich nocną eskapadę, ale jednocześnie rozpoczęło intensywną pracę policji.

Oko monitoringu nie śpi

Sprawcy liczyli na anonimowość i mrok nocy. Zapomnieli jednak o jednym z najważniejszych elementów nowoczesnej infrastruktury miejskiej – gęstej sieci monitoringu. Kamery zarejestrowały nie tylko sam moment dewastacji i wrzucania kratek do wody, ale także twarze i drogę ucieczki biesiadników.

– Osoby zostały rozpoznane przez policjantów właśnie dzięki nagraniom z kamer monitoringu – informuje nadkom. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy KMP w Elblągu.

Dzięki szybkiej analizie materiału wideo, funkcjonariusze bez trudu ustalili tożsamość „żartownisiów”. Zatrzymanie było jedynie kwestią czasu.

Gorzki rachunek za „głupi żart”

Podczas przesłuchania cała trójka nie potrafiła podać sensownego powodu swojego zachowania. Sami przyznali, iż ich czyn był po prostu „głupi”. Niestety, w świetle polskiego prawa, głupota nie jest okolicznością łagodzącą, zwłaszcza gdy idzie w parze ze stratami materialnymi. Skradzione i zniszczone mienie wyceniono na 1500 złotych. Zgodnie z Kodeksem karnym, za ten czyn grozi kara choćby do 5 lat pozbawienia wolności.

Wrzucenie metalowych elementów do rzeki to nie tylko strata finansowa dla miasta, ale również realne zagrożenie dla przechodniów. Otwarte studzienki odwadniające na starówce mogły stać się przyczyną poważnych wypadków, zwłaszcza po zmroku.

Ta historia to klasyczny przykład tego, jak brak wyobraźni w połączeniu z używkami prowadzi do fatalnych skutków. Trójka elblążan, która chciała jedynie „urozmaicić” sobie wieczorny spacer, musi teraz liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi. Ich sprawa trafi do sądu, a metalowe kratki – o ile uda się je wydobyć – będą musiały zostać zastąpione nowymi, za co ostatecznie zapłacą prawdopodobnie sami sprawcy w ramach naprawienia szkody.

Elbląska policja po raz kolejny przypomina: miasto jest monitorowane, a akty wandalizmu – choćby te motywowane „chwilowym impulsem” – będą surowo karane.

Porzucone i wyziębione. Policyjna interwencja ratuje życie dwóch psów
Idź do oryginalnego materiału