Nikt nie byłby w stanie mi tak potwierdzić, iż dr Emil Jędrzejewski mówił prawdę, jak właśnie Koalicja Obywatelska następnego dnia po wywiadzie we własnej osobie. Wściekłość, z jaką rzucili się na niewygodnego lekarza, jest wyjątkowo czytelna. Chyba po raz pierwszy, od kiedy dorwali się do władzy, prawdziwy strach zajrzał im w oczy. Oczywiście, zgodnie z doktryną Neumanna, Dawida Kacprzyka na razie jeszcze starają się chronić, jeszcze go nie poświęcają. Przy czym odnoszę wrażenie, iż to poświęcenie w rozumieniu polityków KO oznacza odrodzenie się za parę miesięcy w jakiejś spółce skarbu państwa – i to tylko pod warunkiem, iż znowu się trafi jakiś wścibski dziennikarz, któremu się coś tam nie spodoba. Dlatego o ratowanie „dobrego imienia” pana Kacprzyka powalczy mecenas Jacek Dubois. Jest chyba tylko jeden adwokat, który kojarzyłby się z Platformą bardziej niż pan Jacek. Nazywa się Roman Giertych.
Prokuratura wie lepiej
Dlatego już na wstępie mogliśmy dowiedzieć się, iż ten Kacprzyk to wcale nie jako ordynator był tam zatrudniony, tylko jako pan od grafiku. I za to miał otrzymać wynagrodzenie na 1,6 miliona złotych. Nic w tym dziwnego, bo poza tym, iż on grafikiem się zajmował, to jeszcze brał udział w zatrudnianiu lekarzy do tego szpitala. Czyli facet bez specjalizacji zatrudnia lekarzy ze specjalizacją, którzy chociażby z racji wykształcenia oraz przebytej drogi zawodowej znają się na tej robocie lepiej niż sam Dawid. Tak, to ma sens. Na zupełnie inne traktowanie ze strony prokuratury mógł liczyć pan Emil Jędrzejewski. Wydawać by się mogło, iż po takich słowach, jakie we wtorek wygłosił pan Jędrzejewski, prokuratura w pierwszej kolejności zainteresuje się panem Dawidem, a następnie zajmie się zabezpieczeniem całej dokumentacji z tego konkretnego szpitala. Zamiast tego na przesłuchanie ściągnięto lekarza, który ośmielił się o tych nadużyciach głośno mówić, przy czym jeszcze zanim do tego przesłuchania doszło, stwierdzono na wszelki wypadek, iż wszystko wskazuje na to, iż świadek jest niewiarygodny – przynajmniej w ocenie Donalda Tuska. Ale wiadomo, Emil Jędrzejewski jest tylko doświadczonym chirurgiem o nieposzlakowanej opinii, a Jacek Murański, postać znana, należał do Legii Cudzoziemskiej, więc widać jak na dłoni, kto cieszy się większym szacunkiem. Mimo iż sygnalista zgłaszał, iż nie zamierza odpowiadać na żadne pytania bez obecności swojego pełnomocnika, został wzięty na przesłuchanie, żeby potem można było ogłosić, iż owszem, chcieliśmy wyjaśnić sprawę teraz, zaraz i DO SPODU, ale świadek nie udzielił odpowiedzi na żadne pytanie. Czyli mieli rację, iż niewiarygodny!
Świadek jednak zeznaje
Kiedy jednak pan Emil już sobie adwokata załatwił, okazało się, iż wcale nie wzbrania się przed zeznaniami. Przesłuchanie trwało około dziewięć godzin, a potem stwierdzono, iż świadek istotnie podzielił się wieloma cennymi informacjami. Miła odmiana, zwłaszcza iż na początku prokuratura chyba zamierzała zrzucić na sygnalistę część swoich obowiązków, ponieważ otwarcie liczyli, iż Jędrzejewski przyniesie ze sobą dowody. W każdym razie, mimo tego, iż na tego biednego lekarza, rzuciło się od razu całe państwo (łaskawie pominę rewelacje, jakoby Jędrzejewski miał załatwiać z Kaczyńskim i Lewandowskim – tak, tym Lewandowskim – nielegalny zakup jakiejś działki, bo to się w ogóle kupy nie trzyma, a iż wyszło to spod pióra Romana Giertycha, uznałam, iż tym bardziej nie warto szukać tam sensu), wygląda na to, iż Koalicja za bardzo nie naprawiła nadszarpniętego wizerunku, bo do Naczelnej Izby Lekarskiej zaczęły spływać potwierdzenia na przynajmniej część słów Emila Jędrzejewskiego, które wypowiedział w Kanale Zero. Udało się również dotrzeć do lekarza, który został zmuszony oddać swój gabinet, ale nie otrzymał informacji na co został przeznaczony. Myślę, iż wszyscy się domyślamy. Ponadto pojawiły się również głosy, iż personel Szpitala Południowego był zastraszany. Ci ludzie bali się zgłaszać jakichkolwiek nieprawidłowości czy nadużyć. Cały szpital chodził tam praktycznie jak w zegarku pana Kacprzyka, dopóki jeden z lekarzy się nie zdenerwował. I w międzyczasie okazało się, iż toczyło się już inne śledztwo w sprawie fałszowania aktów zgonu, więc coraz ciekawiej się robi.
Zaufanie do prokuratury
W obliczu tego, jak na alarm pana Jędrzejewskiego zareagował rząd, nie dziwię się natomiast, dlaczego chirurg nie skierował sprawy bezpośrednio do prokuratury. Sygnalista „dla dobra śledztwa” otrzymałby nakaz milczenia, sprawa toczyłaby się w żółwim tempie, a na końcu śledztwo by unieważniono. Gdyby zaś pan lekarz dalej naciskał, mógłby dostać zawału (no co, stresująca praca), ewentualnie odwiedziliby go smutni panowie, bo ja naprawdę nie wiem, jak daleko sięga ta zgnilizna moralna naszego obecnego rządu. Ponieważ jednak pan Jędrzejewski zaczął mówić wcześniej, przez najbliższy czas nic mu nie mogą zrobić. Mogą go tylko próbować ośmieszyć, ale dzięki Bogu – na razie wychodzi im to mocno tak sobie. Chyba tylko najbardziej fanatyczni wyznawcy Giertycha wierzą w to, co zostało na temat lekarza wyprodukowane. Na szczęście posłowie Koalicji wciąż wykazują niesamowity talent do ośmieszania samych siebie. Talent wcale nie taki rzadki w polskiej polityce, jednak politycy rządzącego obozu podnieśli go już do rangi sztuki.
Rewelacje Arłukowicza
Tym razem na pierwszą linię frontu wyszedł Bartosz Arłukowicz. Złapał facet wiatr w żagle i ewidentnie usiłuje się na tym skandalu wybić, bo ostatnio trochę ciszej o nim było, a polityka ciszy nie lubi. Postanowił się zatem skompromitować dwukrotnie. Najpierw zarzucił Patrykowi Słowikowi, który jako pierwszy zajął się tą sprawą i odpowiednio ją nagłośnił, iż nie przekazał żadnego dokumentu z listą osób korzystających z saloniku VIP do NFZ-u. Dziennikarz odpisał, iż to prawda, nie zrobił tego, ponieważ przekazał listę nazwisk bezpośrednio osobie, która została upoważniona do tego typu komunikacji. Arłukowicz postanowił więc zacytować tylko fragment odpowiedzi Słowika: „To prawda. Nie przekazałem pisma do NFZ” dumny z siebie, iż tak tego wrednego pismaka zaorał. Do autokompromitacji musiał dołączyć oczywiście Roman Giertych, który przekazał wpis Arłukowicza Krzysztofowi Stanowskiemu z triumfalnym podpisem: „Co Pan na to, Panie Stanowski?”. Nie wiem, czemu ci ludzie sobie to robią, nie jestem w stanie tego zrozumieć. Ja bym na ich miejscu schowała się do jakiejś najgłębszej, najciemniejszej dziury i udawała, iż nie istnieję – wzorem pani minister zdrowia, która powinna być żywo zainteresowana wyjaśnieniem afery, ale całkiem rozsądnie woli udawać, iż jej nie ma. I nigdy nie było. Panu Bartoszowi jednak ciągle mało, bo później sam udał się na wywiad do Kanału Zero, gdzie stwierdził, iż przecież tomografię na zwłokach nie są niczym nowym, bo robiono ją Tutanchamonowi. Powiedzieć, iż to daleko idąca, obrzydliwa wręcz bezczelność wobec rodzin ludzi, którzy zmarli w tym szpitalu i które teraz pewnie zastanawiają się, czy ich bliskich udałoby się uratować, gdyby trafili do innego szpitala i pod opiekę innych lekarzy, to nic nie powiedzieć. Zadziwiająca lekcja, jak zrobić z siebie idiotę i jednocześnie pozbawionego jakiejkolwiek empatii cynika, jednym tylko zdaniem.
M.
https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

1 dzień temu





English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·