Po operacji już nigdy nie stanął na nogi
Piotr Gruszczyński wychowywał się na olsztyńskim osiedlu Nagórki. Jako dziecko prowadził zwyczajne życie, bawił się z rówieśnikami i jeździł na rowerze. Wszystko zmieniło się w okresie dojrzewania. Chłopiec miał problemy zdrowotne, które wymagały leczenia operacyjnego. Według wspomnień jednego z sąsiadów początkowo chodziło o wadę ręki, którą lekarze mieli skorygować podczas zabiegu. Po operacji pojawiły się jednak poważne komplikacje. Od około szesnastego roku życia Piotr poruszał się na wózku inwalidzkim. Niepełnosprawność wymusiła na nim całkowitą zmianę codziennych przyzwyczajeń. Musiał nauczyć się funkcjonować w świecie, w którym choćby pokonanie schodów czy dotarcie do niektórych budynków stanowiło poważną przeszkodę. Nie zrezygnował jednak z nauki ani kontaktów z ludźmi. Ukończył szkołę średnią, podjął studia i angażował się w życie lokalnej społeczności. Znajomi wspominali nawet, iż podczas balu maturalnego uczestniczył w zabawie, poruszając się po parkiecie na wózku. Piotr był osobą głęboko wierzącą. Interesował się teologią, aktywnie uczestniczył w życiu Kościoła i chciał zostać księdzem. Z powodu niepełnosprawności nie został jednak przyjęty do seminarium duchownego. Nie oznaczało to końca jego działalności religijnej. Zaczął pomagać w instytucjach kościelnych, a z czasem zaangażował się w pracę na rzecz osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Współpracował między innymi z Caritas Archidiecezji Warmińskiej, gdzie zajmował się również organizowaniem pomocy i wspieraniem wolontariuszy. Bywało, iż na wózku pokonywał około ośmiu kilometrów z Olsztyna do Klebarka Wielkiego, gdzie pomagał w Domu Pielgrzyma. Angażował się także w działalność szkolnych kół Caritas, spotykał się z młodzieżą i zachęcał uczniów do wolontariatu. Dla wielu mieszkańców Nagórek stał się człowiekiem, którego kojarzono nie tylko z wózkiem, ale przede wszystkim z życzliwością. Pomagał innym, mimo iż sam każdego dnia musiał pokonywać liczne trudności. Jego życie rodzinne również nie było łatwe. Ojciec zmarł, a matka zachorowała na chorobę Alzheimera. Piotr starał się godzić własne obowiązki z troską o najbliższych. Mieszkał w mieszkaniu na Nagórkach, gdzie przez lata żył z rodzicami. Nie ukrywał, iż chciałby mieć własną rodzinę, żonę i dzieci, z którymi mógłby dzielić codzienność. Niepełnosprawność nie odbierała mu potrzeby bliskości ani przekonania, iż również może stworzyć szczęśliwy dom.
Kobieta z czwórką dzieci i piątym w drodze
Joanna pochodziła z niewielkiej miejscowości niedaleko Olsztyna. Jako szesnastolatka związała się z mężczyzną starszym od niej o dwanaście lat. Urodziła mu czworo dzieci, ale z czasem ich wspólne życie zaczęło się rozpadać. Partner nadużywał alkoholu, a kobieta znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Nie miała stabilnego miejsca zamieszkania, ani warunków pozwalających jej spokojnie wychowywać dzieci. Przez pewien czas mieszkała z nimi choćby w przyczepie kempingowej. W 2010 roku trafiła do Punktu Interwencji Kryzysowej w Szymonowie koło Małdyt. Pracownicy ośrodka próbowali pomóc jej znaleźć bezpieczne schronienie i zapewnić dzieciom odpowiednie warunki. Ostatecznie została skierowana do placówki prowadzonej przez Caritas w Olsztynie. Była już wtedy w ciąży z piątym dzieckiem. Właśnie tam poznała Piotra, który angażował się w pomoc osobom korzystającym ze wsparcia organizacji. Początkowo łączyły ich rozmowy i codzienny kontakt. Piotr zainteresował się sytuacją Joanny, a z czasem ich znajomość przerodziła się w uczucie. Mężczyzna nie traktował jej dzieci jako przeszkody w budowaniu wspólnego życia. Przeciwnie, angażował się w opiekę nad nimi i starał się zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Organizował posiłki, pomagał w codziennych sprawach i spędzał z nimi wolny czas. Znajomi wspominali później, iż zdarzało mu się wozić dzieci na swoim wózku, a podczas zabaw na osiedlu zawsze starał się mieć je na oku. Nie wszyscy z jego otoczenia popierali ten związek. Niektórzy współpracownicy i znajomi obawiali się, iż Piotr bierze na siebie zbyt dużą odpowiedzialność. Sam zmagał się z ograniczeniami wynikającymi z niepełnosprawności, a teraz zamierzał pomagać w utrzymaniu licznej rodziny. Próbowali przekonać go, by dokładnie przemyślał swoją decyzję. On jednak był zakochany i nie zamierzał rezygnować z Joanny. Wierzył, iż wspólnie poradzą sobie z trudnościami. Jesienią 2010 roku kobieta wraz z dziećmi zamieszkała w jego mieszkaniu. Przez pewien czas mieszkała tam również schorowana matka Piotra. Niewielki lokal musiał pomieścić rodzinę znacznie liczniejszą niż dotychczas, ale mężczyzna nie miał nic przeciwko temu. Chciał, aby Joanna i dzieci mogły wreszcie żyć w stabilnych warunkach. Niedługo później para postanowiła sformalizować związek.
Ślub miał być początkiem nowego życia
Piotr i Joanna wzięli ślub po około roku znajomości. Dla niego było to spełnienie długo odkładanego marzenia. Miał żonę, dzieci, którymi mógł się opiekować, i dom, w którym nie był już samotny. Osoby znające małżeństwo wspominały, iż początkowo sprawiali wrażenie szczęśliwych. Joanna pomagała mężowi w codziennych czynnościach, a on chętnie uczestniczył w wychowywaniu dzieci. Znajomi zauważali, iż Piotr wyglądał na bardziej zadbanego i zadowolonego z życia. Po ślubie rodzina przez cały czas mieszkała na Nagórkach, przy ulicy Barcza. Piotr był dobrze znany sąsiadom, którzy widywali go na osiedlu, podczas spacerów i spotkań z dziećmi. Utrzymywał się między innymi z renty, ale nie przestawał interesować się działalnością społeczną. Zależało mu, aby nowa rodzina miała wszystko, co niezbędne do codziennego funkcjonowania. Kiedy pojawiały się wydatki związane z prowadzeniem domu, starał się je pokrywać ze swoich środków. Z czasem małżonkowie zaprzyjaźnili się z sąsiadami mieszkającymi w tym samym bloku. Jednym z nich był Jacek P., mężczyzna mający własną rodzinę. Początkowo odwiedzał Gruszczyńskich jako znajomy domu. Spotkania stawały się jednak coraz częstsze, a relacja między nim a Joanną zaczęła wykraczać poza zwykłą sąsiedzką znajomość. Piotr zauważył zmianę w zachowaniu żony, choć początkowo nie chciał dopuścić do siebie myśli, iż może go zdradzać. Nie wiedział jeszcze, iż człowiek, którego wpuszczał do swojego mieszkania, odegra później kluczową rolę w tragedii jego rodziny.
Romans, którego nie próbowała choćby ukrywać
Relacja Joanny G. z Jackiem P. gwałtownie przerodziła się w romans. Mężczyzna był od niej starszy, miał własne dzieci i mieszkał niedaleko. Z czasem coraz częściej przebywał w mieszkaniu Gruszczyńskich, również pod nieobecność gospodarza. Piotr widział, iż żona jest zainteresowana innym mężczyzną, ale początkowo próbował ratować małżeństwo. Sytuacja stawała się jednak coraz bardziej upokarzająca. Kobieta przestała ukrywać bliskość z kochankiem, a znajomi Piotra widywali ich choćby trzymających się za ręce. W mieszkaniu zaczęło dochodzić do kłótni. Joanna coraz częściej zachowywała się wobec męża agresywnie, a sąsiedzi wzywali policję z powodu awantur. Bywało, iż Piotr musiał opuszczać własny dom i szukać schronienia u znajomych. Przez pewien czas mieszkał poza swoim lokalem, choć przez cały czas opłacał rachunki i przekazywał pieniądze na utrzymanie rodziny. Joanna kontaktowała się z nim, przypominając o kolejnych wydatkach, a on regulował należności ze swojej renty. Według relacji bliskich trudno było mu pogodzić się z rozpadem związku, ponieważ mimo wszystko przez cały czas kochał żonę. Pod koniec stycznia 2013 roku jedna z domowych awantur zakończyła się interwencją policji. Joanna oskarżała męża o niewłaściwe zachowanie wobec niej, ale zebrane wówczas informacje nie potwierdziły jej zarzutów. Sąsiedzi zapamiętali Piotra, który podczas kłótni wyjechał wózkiem na klatkę schodową, podczas gdy kobieta krzyczała za nim. Konflikt nie był już prywatną sprawą małżonków, ponieważ coraz częściej stawali się jego świadkami inni mieszkańcy bloku. Piotr próbował jeszcze rozmawiać z żoną i przekonywać ją do zakończenia romansu. W tym okresie okazało się, iż Joanna jest w kolejnej ciąży. Ojcem dziecka był Jacek P., a nie jej mąż. Dla Piotra była to wiadomość, po której zdecydował się na bardziej stanowcze działania. Złożył pozew rozwodowy i zapowiedział, iż Joanna wraz z kochankiem będzie musiała wyprowadzić się z należącego do niego mieszkania. Jednocześnie, jak wspominali jego znajomi, przez cały czas dopuszczał możliwość pojednania, gdyby kobieta zerwała pozamałżeńską relację. Joanna nie zamierzała jednak rezygnować z Jacka.
Rozwód oznaczał utratę mieszkania
Decyzja Piotra stworzyła dla Joanny poważny problem. Mieszkanie, w którym przebywała z dziećmi, należało do jej męża. Rozwód i konieczność wyprowadzki oznaczałyby utratę dotychczasowego miejsca zamieszkania. Kobieta obawiała się, iż nie będzie miała dokąd pójść, a utrzymanie licznej rodziny stanie się jeszcze trudniejsze. Z ustaleń śledczych wynikało, iż właśnie wtedy zaczęła rozmawiać z kochankiem o pozbyciu się Piotra. Jacek P. miał szukać osoby, która pomoże mu w rozprawieniu się z niepełnosprawnym mężczyzną. Podczas późniejszego procesu świadkowie zeznawali, iż proponował im udział w pobiciu człowieka, z którym pozostawał w konflikcie. Nie wszyscy zgodzili się na taką propozycję. Ostatecznie do planu dołączył jego znajomy, 31-letni Łukasz K., pracujący dorywczo i mający już wcześniej problemy z prawem. Zebrane w sprawie dowody wskazywały, iż trójka zaczęła przygotowywać zasadzkę na Piotra, a Joanna miała odegrać w niej kluczową rolę. Kobieta wiedziała, iż mąż przez cały czas darzy ją uczuciem. Postanowiła wykorzystać tę okoliczność, aby wyprowadzić go z mieszkania w miejsce, gdzie będą czekać dwaj mężczyźni. Skontaktowała się z Piotrem, dając mu do zrozumienia, iż ich małżeństwo być może uda się jeszcze uratować. Zaproponowała spotkanie i rozmowę. Mężczyzna zgodził się, ponieważ nie porzucił nadziei na pojednanie. Nie wiedział, iż osoby, które znał, przygotowały już plan brutalnego ataku.
29 kwietnia 2013 roku. Spacer, z którego Piotr nie wrócił
Tego wieczoru, około godziny 23, Joanna wyprowadziła męża na wózku inwalidzkim w okolice placu zabaw przy ulicy Barcza w Olsztynie. Było już ciemno, a miejsce znajdowało się w pobliżu zarośli. Kobieta prowadziła Piotra w stronę ścieżki, przy której czekali Jacek P. i Łukasz K. Mężczyzna nie spodziewał się ataku. Przyjechał przecież porozmawiać z żoną, z którą zamierzał rozwiązać małżeński konflikt. Napastnicy rzucili się na Piotra i założyli mu na szyję skórzany pasek. Zaciskali go tak długo, aż stracił przytomność. Następnie ściągnęli go z wózka i zaczęli brutalnie bić oraz kopać, także po głowie i twarzy. Piotr próbował się bronić, ale jego ograniczona sprawność ruchowa uniemożliwiała skuteczną ucieczkę. Według ustaleń śledczych otrzymał kilkanaście uderzeń, a odniesione obrażenia doprowadziły do jego śmierci. Miał zaledwie 31 lat. Po zabójstwie sprawcy przeciągnęli ciało w pobliskie zarośla, gdzie zamierzali je ukryć. Przewrócili również wózek inwalidzki, pozostawiając go w pewnej odległości od zwłok. Aby zatrzeć ślady, zdjęli z Piotra ubrania i spalili je w pobliskim opuszczonym budynku. Zabrali także jego telefon komórkowy, który wrzucili do studzienki kanalizacyjnej, próbując stworzyć wrażenie, iż doszło do napadu rabunkowego. Nie zauważyli jednak, iż podczas przenoszenia ciała z kieszeni ofiary wypadł portfel z dokumentami. Najbardziej wstrząsające było zachowanie sprawców bezpośrednio po zbrodni. Jacek i Łukasz wrócili do mieszkania, w którym przebywała Joanna. Cała trójka zaczęła pić alkohol, choć kilka chwil wcześniej uczestniczyła w wydarzeniach, które zakończyły się śmiercią jej męża.
Ciało znalazł przypadkowy przechodzień
30 kwietnia 2013 roku, około południa, jeden z mieszkańców zauważył ciało mężczyzny leżące w zaroślach niedaleko osiedlowego placu zabaw. Natychmiast powiadomił policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze zastali ofiarę z licznymi obrażeniami twarzy i głowy. Niedaleko znajdował się przewrócony wózek inwalidzki, a oględziny wskazywały, iż mężczyzna padł ofiarą brutalnego przestępstwa. Policjanci zaczęli zabezpieczać ślady biologiczne i przeszukiwać najbliższą okolicę. W trakcie oględzin znaleziono portfel, a znajdujący się w nim dowód osobisty pozwolił gwałtownie ustalić tożsamość zamordowanego. Funkcjonariusze udali się pod wskazany adres, gdzie zastali Joannę G. oraz Jacka P. Oboje początkowo zachowywali się tak, jakby nic nie wiedzieli o tragedii. Policjanci zaczęli jednak dostrzegać nieścisłości w ich wyjaśnieniach. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęły się zatrzymania osób, które miały związek ze śmiercią Piotra Gruszczyńskiego.
Przyznali się do zabójstwa, później zaczęli zmieniać zeznania
Policjanci potrzebowali zaledwie kilku godzin, aby zatrzymać trzy osoby podejrzewane o udział w śmierci Piotra Gruszczyńskiego. Wśród nich znaleźli się jego żona Joanna G., jej kochanek Jacek P. oraz znajomy mężczyzny, Łukasz K. Podczas pierwszych przesłuchań cała trójka przyznała się do udziału w przestępstwie. Prokuratura przedstawiła im zarzuty współudziału w zabójstwie, za które groziła kara dożywotniego pozbawienia wolności. Podejrzani zostali tymczasowo aresztowani, a śledczy rozpoczęli szczegółową analizę ich wcześniejszych kontaktów i okoliczności konfliktu małżeńskiego. Sytuacja skomplikowała się, kiedy zatrzymani zaczęli zmieniać swoje wyjaśnienia. Każde z nich przedstawiało inną wersję wydarzeń, a prokuratorzy musieli ustalić, kto rzeczywiście uczestniczył w przygotowaniu zbrodni i jaki był zakres odpowiedzialności poszczególnych osób. Szczególnie ważne stało się rozróżnienie między zamiarem pozbawienia Piotra życia a spowodowaniem jego śmierci podczas pobicia. Nie chodziło wyłącznie o szczegóły przebiegu zdarzenia, ale również o kwalifikację prawną czynu, od której zależał możliwy wymiar kary. Zebrane dowody wskazywały jednak, iż tragedia nie była skutkiem przypadkowej awantury. 9 maja 2013 roku odbył się pogrzeb Piotra. Msza żałobna została odprawiona w parafii Miłosierdzia Bożego na olsztyńskich Nagórkach, a następnie zmarłego pochowano na cmentarzu w Dywitach. Przybyły tłumy przyjaciół, sąsiadów i znajomych, którzy nie potrafili pogodzić się z jego śmiercią. Wśród żałobników byli również ludzie związani z działalnością charytatywną, w którą angażował się przez lata. Wspominano jego życzliwość, pogodę ducha i gotowość do pomocy. Dla wielu uczestników uroczystości szczególnie trudna była świadomość, iż za tragedią mogły stać osoby należące do najbliższego otoczenia zmarłego.
Przed sądem ujawniono szczegóły małżeństwa
28 lutego 2014 roku przed Sądem Okręgowym w Olsztynie rozpoczął się proces oskarżonych. Akt oskarżenia odczytała prokurator Aneta Molga, która przedstawiła ustalenia śledczych dotyczące przygotowania i przeprowadzenia zabójstwa. Na sali pojawili się dziennikarze, mieszkańcy Nagórek oraz krewni Piotra, uczestniczący w postępowaniu w charakterze oskarżycieli posiłkowych. Zainteresowanie sprawą było ogromne. Ze względu na dobro dzieci związanych z rodzinami oskarżonych sąd zdecydował jednak o wyłączeniu jawności podczas składania przez nich wyjaśnień. W kolejnych tygodniach przed sądem zeznawali świadkowie, którzy opowiadali o relacjach panujących w małżeństwie Gruszczyńskich. Zeznania dotyczyły między innymi zachowania Joanny, kontaktów z jej partnerem oraz sytuacji mieszkaniowej Piotra. Analizowano także wcześniejsze zawiadomienie złożone przez mężczyznę w związku z podejrzeniem stosowania wobec niego przemocy fizycznej i psychicznej. Postępowania w tej sprawie wówczas nie wszczęto. Ważnym elementem procesu była również decyzja Piotra z marca 2013 roku dotycząca wydziedziczenia żony i jej dzieci, która miała znaczenie dla ustalenia narastającego konfliktu. Obrońcy oskarżonych próbowali przekonać sąd, iż nie wszyscy uczestnicy zdarzenia działali z zamiarem zabójstwa. Podważali kwalifikację prawną przedstawioną przez prokuraturę i wskazywali, iż ich klienci powinni odpowiadać za mniej poważne przestępstwo, związane z pobiciem zakończonym śmiercią. Dla oskarżonych różnica była ogromna, ponieważ uznanie takiej argumentacji mogło doprowadzić do znacznego obniżenia kar. Prokuratura konsekwentnie utrzymywała jednak, iż zgromadzone dowody świadczą o świadomym działaniu zmierzającym do pozbawienia życia Piotra. W toku rozpraw omawiano także motywy, które miały kierować sprawcami. Sąd oceniał nie tylko kwestię mieszkania, ale również relacje seksualne łączące oskarżonych. W trakcie postępowania pojawiły się informacje dotyczące planowanego spotkania intymnego między Joanną, Jackiem i Łukaszem, na które Piotr nie chciał się zgodzić. Zebrane ustalenia pozwalały sądowi ocenić zarówno osobiste interesy oskarżonych, jak i ich wspólne działania poprzedzające przestępstwo. 14 maja 2014 roku Sąd Okręgowy w Olsztynie ogłosił wyrok. Joanna G. i Jacek P. zostali uznani za winnych zabójstwa i skazani na dożywotnie pozbawienie wolności. Łukasz K. usłyszał karę 15 lat więzienia. Sędzia Wacław Bryżys, uzasadniając orzeczenie, wskazał na motyw związany z mieszkaniem oraz seksualnymi relacjami między oskarżonymi. Sąd nie podzielił stanowiska obrońców, iż doszło jedynie do pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Dla rodziny Piotra był to pierwszy moment, w którym osoby odpowiedzialne za jego śmierć usłyszały najwyższe przewidziane wówczas kary.

Wyrok nie zakończył jednak postępowania. Obrońcy całej trójki złożyli apelacje, domagając się zmiany rozstrzygnięcia. Sprawą zajął się Sąd Apelacyjny w Białymstoku, przed którym postępowanie odwoławcze zakończyło się 29 października 2014 roku. Sędziowie ponownie analizowali zarzuty dotyczące odpowiedzialności poszczególnych skazanych oraz wymierzonych im kar. Szczególne znaczenie miała ocena, czy Joanna mogła odpowiadać za zabójstwo jako współsprawczyni, mimo iż nie zadawała mężowi ciosów własnoręcznie. 5 listopada 2014 roku ogłoszono prawomocny wyrok. Sąd Apelacyjny utrzymał ustalenia dotyczące winy oskarżonych, ale zmienił kary wymierzone dwóm z nich. Joanna G. i Jacek P. zamiast dożywotniego więzienia zostali skazani na 25 lat więzienia. W przypadku Łukasza K. pozostawiono karę 15 lat. Sąd nie uznał argumentów obrony, iż odpowiedzialność sprawców należało ograniczyć do pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Decyzja o złagodzeniu kar wzbudziła duże emocje, zwłaszcza wśród osób pamiętających okoliczności zabójstwa. Rzecznik Sądu Apelacyjnego Janusz Sulima wyjaśniał, iż choć czyn miał wyjątkowo brutalny charakter, skazani nie zostali uznani za osoby tak dalece zdemoralizowane, aby konieczne było ich dożywotnie izolowanie od społeczeństwa. Zdaniem sądu istniała możliwość ich poprawy w przyszłości. Dlatego zdecydowano się na kary terminowe, pozostawiając jednocześnie ocenę winy bez zmian. Nowe rozstrzygnięcie oznaczało, iż Joanna i Jacek mogli ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po odbyciu co najmniej 15 lat pozbawienia wolności. Nie oznaczało to jednak automatycznego wyjścia na wolność po upływie tego okresu. Ewentualne zwolnienie wymagałoby osobnej decyzji sądu, poprzedzonej oceną zachowania skazanych i innych przewidzianych prawem okoliczności. Wyrok z 5 listopada 2014 roku stał się prawomocny, kończąc postępowanie dotyczące odpowiedzialności karnej całej trójki. Wśród tych, którzy śledzili proces, byli również ludzie znający Piotra z codziennego życia. Nie uczestniczyli w rozprawach wyłącznie z ciekawości. Dla nich za nazwiskiem pojawiającym się w dokumentach sądowych stał człowiek, z którym rozmawiali, spotykali się na osiedlu i współpracowali przy pomaganiu potrzebującym. Na sali sądowej dowiedzieli się, iż śmierć Piotra nie była przypadkową tragedią, ale konsekwencją działań zaplanowanych przez najbliższe mu osoby.
Źródła:
https://policja.pl/pol/aktualnosci/86473,Odpowie-za-zabojstwo-meza.html
https://tvn24.pl/polska/niewierna-zona-ze-wspolnikami-zabili-niepelnosprawnego-mezczyzne-ra322910-ls3431293
https://www.olsztyn.com.pl/artykul,zlagodzenie-kary-za-bestialski-mord-niepelnosprawnego-piotr-g-z-nagorek,17286.html
https://radioolsztyn.pl/proces-o-zabojstwo-niepelnosprawnego-31-latka/01110437
https://radioolsztyn.pl/wstrzasajaca-zbrodnia/01110446
https://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2013-05-14/kazala-zakatowac-meza-inwalide_1317329/
https://tko.pl/110150,2014,10,05,szatanski-plan-joanny-g
https://uwaga.tvn.pl/reportaze/szukal-milosci-a-znalazl-smierc-ls6690455
https://radioolsztyn.pl/pogrzeb-piotra-gruszczynskiego/0149082
https://buzz.gazeta.pl/buzz/7,156947,29755753,choc-sam-byl-niepelnosprawny-przyjal-ja-z-domu-samotnej-matki.html
https://www.rp.pl/kraj/art13073701-milosc-zazdrosc-i-smierc
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/zlecila-zabojstwo-meza-inwalidy-choc-ja-pokochal-i-przygarnal-z-5-dzieci/8czd4dc
https://www.olsztyn.com.pl/artykul,mieszkancy-nagorek-wciaz-w-szoku-po-bestialskim-zabojstwie-piotra,13459.html
https://www.se.pl/wiadomosci/polska/w-wiezieniu-urodzia-dziecko-zabojcy-swojego-meza-aa-SC7m-yaDM-jsmR.html#google_vignette

1 godzina temu













English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·