Nienawiść silniejsza od pamięci? Serokomla i wojna z tablicami, które miały tylko przypominać

wschodni24.pl 4 godzin temu

Zbezczeszczenie miejsca pamięci jest w Polsce przestępstwem. Mówi o tym jasno Kodeks karny a dokładnie artykuł 261 kk Za znieważenie pomnika lub miejsca upamiętniającego wydarzenie historyczne grozi choćby do dwóch lat więzienia. Prawo istnieje. Przepisy są jasne.

Ale potem przychodzi życie.

I pojawia się pytanie dużo trudniejsze niż sam zapis ustawy.

Czy naprawdę umiemy szanować pamięć o zamordowanych?

Czy umiemy oddzielić historię od nienawiści?

Czy umiemy pochylić głowę nad tragedią ludzi tylko dlatego, iż byli ludźmi?

Sprawcy aktów wandalizmu rzadko są odnajdywani. Czasem ponoszą konsekwencje. Jednak w wielu przypadkach pozostaje cisza, bezradność i poczucie, iż zło znowu wygrało z pamięcią.

Tak jest dziś w Serokomli.

Serokomla. Miejsce mordu

To nie jest abstrakcyjna historia z podręcznika. To konkretne miejsce. Konkretni ludzie. Konkretna śmierć.

Historyk Christopher R. Browning opisywał wydarzenia w Serokomli w sposób wstrząsający. Setki Żydów, mieszkańców tej ziemi, zostało wyłapanych i zamordowanych. Kobiety, dzieci, starsi. Bez wyjątku.

Nie było procesu. Nie było litości.

Były strzały oddawane z bliskiej odległości i ludzie patrzący na śmierć swoich rodzin chwilę przed własną egzekucją.

To wydarzyło się tutaj. Na polskiej ziemi. Ofiarami byli polscy obywatele żydowskiego pochodzenia. Zamordowani przez Niemców.

I dziś choćby symboliczne przypomnienie o tej tragedii wywołuje agresję.

Tablice, które przeszkadzają

Prof. KUL dr hab. Sabina Bober podjęła się zadania, które dla wielu wydaje się niemożliwe. Projekt 124 tablic upamiętniających miejsca mordów mieszkańców Polski pochodzenia żydowskiego miał być próbą przywrócenia pamięci.

Nie polityki.

Nie ideologii.

Pamięci.

Do dziś udało się zamontować 71 tablic. Każda z nich oznacza miejsce tragedii. Miejsce, obok którego często przechodzimy nieświadomie.

Ale po ostatnim akcie wandalizmu rozpętała się fala nienawiści. Internetowe ataki, agresja, oskarżenia, kpiny. Atmosfera zrobiła się tak ciężka, iż dalsze działania stanęły pod znakiem zapytania.

Miejsca pod kolejne tablice są przygotowane.

Ale pojawił się strach.

Strach przed tym, iż ktoś znowu przyjdzie nocą i zniszczy pamięć.

Patrząc na tę historię trudno nie odnieść wrażenia, iż profesor Sabina Bober podjęła się misji niemożliwej.

Samotna walka.

Pod wiatr.

Przeciwko emocjom, które coraz częściej zastępują refleksję.

Bo przecież łatwiej krzyczeć niż zrozumieć. Łatwiej niszczyć niż budować. Łatwiej wzbudzać nienawiść niż zwyczajnie zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, iż w tych miejscach ginęli ludzie.

Nie symbole.

Nie hasła.

Ludzie.

Sienkiewicz i filozofia Kalego

I właśnie tutaj wraca coś, co wszyscy znamy z powieści Henryka Sienkiewicza

Słynna „filozofia Kalego”.

„Jak Kali ukraść krowę, to dobrze. Jak Kalemu ukraść krowę, to źle”.

Dziś bardzo często funkcjonujemy dokładnie według tego mechanizmu. Domagamy się pamięci dla własnych ofiar, własnych tragedii i własnej historii. I mamy do tego pełne prawo.

Ale gdy trzeba okazać szacunek cierpieniu innych, pojawia się problem, kpina albo agresja.

Przecież sami jako naród od lat walczymy o godne upamiętnienie Polaków pomordowanych na Wołyniu. Domagamy się prawdy, krzyży, ekshumacji, miejsc pamięci.

Dlaczego więc część ludzi nie potrafi zaakceptować tablic przypominających o zamordowanych polskich Żydach?

Czy pamięć ma narodowość?

Czy cierpienie można hierarchizować?

Czy jedne ofiary zasługują na ciszę i modlitwę, a inne na farbę i zniszczone tablice?

Spiralę nienawiści widać wszędzie

Żyjemy dziś w rzeczywistości nieustannego konfliktu. Internet nauczył nas pogardy. Polityka nauczyła nas podziałów. Media społecznościowe nagradzają agresję bardziej niż empatię.

Coraz częściej nie rozmawiamy.

Oceniamy.

Wyśmiewamy.

Atakujemy.

I może właśnie dlatego zwykła tablica z nazwiskami pomordowanych potrafi wywołać aż tyle emocji.

Bo pamięć wymaga ciszy i refleksji.

A z tym mamy dziś ogromny problem.

A gdzie przypowieść o miłosiernym Samarytaninie?

W tym wszystkim gubimy coś jeszcze. Podstawową ludzką przyzwoitość.

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie nie pyta przecież o narodowość, poglądy czy religię człowieka leżącego przy drodze. Najpierw jest człowiek. Dopiero potem cała reszta.

Może właśnie dlatego tak trudno dziś patrzy się na to, co dzieje się wokół miejsc pamięci.

Bo jeżeli choćby wobec zamordowanych nie potrafimy zachować elementarnego szacunku, to dokąd adekwatnie zmierzamy jako społeczeństwo?

Bo jeżeli zrezygnujemy, wygra zło

Najłatwiej byłoby odpuścić. Powiedzieć: „nie warto”. Nie stawiać kolejnych tablic. Nie wracać do trudnej historii. Nie drażnić ludzi.

Tylko wtedy naprawdę wygra zło.

Nie to historyczne sprzed kilkudziesięciu lat.

To współczesne.

Codzienne.

Rosnące w komentarzach, wyzwiskach i aktach wandalizmu.

Bo cywilizacja zaczyna się tam, gdzie człowiek potrafi pochylić głowę nad cudzym cierpieniem. choćby jeżeli dotyczy ono ludzi innej religii, pochodzenia czy historii.

Nasza redakcja będzie wracać do historii zniszczonych, zapomnianych i niechcianych miejsc pamięci. Bo to nie jest już tylko opowieść o jednej tablicy w Serokomli.

To opowieść o tym, jak współczesny świat reaguje na pamięć.

Dziś komuś przeszkadza tablica .

Jutro cmentarz.

Pomnik.

Nazwisko na ścianie.

Aż w końcu ktoś uzna, iż najlepiej byłoby, gdyby po tych ludziach nie został żaden ślad.

Będziemy pytać o opór wobec upamiętnień.

O strach samorządów.

O milczenie instytucji.

O ludzi, którzy wolą odwrócić wzrok, żeby nie mieć problemów.

Bo pamięć historyczna nie kończy się na uroczystych przemówieniach i zniczach składanych raz w roku. Prawdziwy test zaczyna się wtedy, gdy trzeba mieć odwagę stanąć po stronie pamięci mimo presji, hejtu i politycznych emocji.

I pozostało cena.

Cena za pamięć.

Coraz częściej są nią internetowy hejt, publiczne ataki, wyzwiska, próby ośmieszania, a czasem choćby utrata pracy czy społeczny ostracyzm.

To chyba najważniejsze pytanie tej historii…. Czy tak musi być?

Idź do oryginalnego materiału