W niemieckich miejscowościach przygranicznych doszło do serii kradzieży bydła - informuje reporterka Polsat News Dorota Wleklik. Jak wyjaśniła, problem występuje na terenie graniczącej z naszym krajem Brandenburgii. Tamtejsze służby podejrzewają, iż zwierzęta są wywożone z gospodarstw nocą i trafiają do Polski.
Niemieccy gospodarze obwiniają Polaków. Zniknęły setki sztuk bydła

Informując o tych incydentach, Dorota Wleklik podkreśliła, iż zdaniem niemieckiej policji trop prowadzi do Polski. Służby podejrzewają, iż nocą pod pastwiska przyjeżdżają samochody ciężarowe. Następnie zwierzęta są ładowane do tych pojazdów.
Póki co nie jest jasne, przed transportem są one usypiane, czy nie. Wiadomo jednak, iż chodzi o kradzież około 200 sztuk bydła z niemieckich gospodarstw. Kradzieże dotyczą zwierząt służących do rozrodu.
- Tym większy żal i frustracja niektórych gospodarzy, bo wiadomo, iż takie zwierzęta więcej kosztują - skomentowała reporterka Polsat News. Łączna wysokość strat do tej pory oszacowana została na około 125 tysięcy euro.
Afera w Niemczech. Zniknęły setki sztuk bydła, miały trafić do Polski
Niemieccy mundurowi podejrzewają, iż za kradzieże odpowiadają zorganizowane gangi złodziei z Polski. Ich przypadki zarejestrowano do tej pory na terenie Brandenburgii. Jest to land, który graniczy z województwami lubuskim i zachodniopomorskim.
WIDEO: Niemieccy gospodarze obwiniają Polskę. Zniknęły setki sztuk bydła

Chodzi dokładnie o kilka przygranicznych miejscowości leżących od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów od granicy z naszym krajem. Do tej pory strona niemiecka poinformowała o zintensyfikowaniu kontroli, jeżeli chodzi o przewóz żywych zwierząt z Niemiec do Polski.
ZOBACZ: Nowe obowiązki dla właścicieli psów i kotów. Za uchylenie się grzywna do 5 tys. zł
- Jak dotychczas strona niemiecka nie zwróciła się do Nadodrzańskiego Oddziału SG z prośbą o wsparcie i wzmożenie takich kontroli po stronie polskiej. Jednocześnie podkreślam, iż funkcjonariusze pełniący służbę w ramach przywróconej tymczasowej kontroli na polsko-niemieckiej granicy, reagują na wszelkie naruszenia prawa, także na przewóz przez granicę żywego inwentarza - wskazał rzecznik Nadodrzańskiego Oddziału SG.
Dodatkowo niemieccy gospodarze są zachęcani, by założyć monitoring. Jest to rozwiązanie, na które nie wszyscy mogą sobie pozwolić, w związku z czym wokół pastwisk i łąk organizują się patrole obywatelskie. W taki sposób ludzie próbują intensywniej pilnować swojego dorobku.
Polacy wyjaśniają: Skradzionych zwierząt nie ma jak zarejestrować
Strona polska zwraca uwagę na to, iż wprowadzenie bydła z Niemiec do obrotu za Odrą nie byłoby wcale taki proste. Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Gorzowie Wielkopolskim przekazał Polsat News, iż każde zwierzę ma swój paszport, dowód oraz dokumenty, a ponadto jest zakolczykowane. Oznacza to, iż o ile w polskich stadach znalazłyby się zwierzęta pochodzące z kradzieży, to wprowadzenie ich do stada stanowiłoby spore wyzwanie.
ZOBACZ: Rybacy nie wierzyli własnym oczom. Złowili zwierzę, które zdarza się raz na 50 milionów
- Przy nielegalnym transporcie zwierząt skradzionych praktycznie rzecz biorąc nie ma możliwości wprowadzenia ich do polskich systemów. Wymagałoby to dużych przedsięwzięć w postaci zmiany znaków, którymi są oznakowane. Musi być zgodność gatunkowa, zgodność wieku, z tego względu, iż wprowadzony jest system ewidencji bydła. Bydło każde jedno jest zarejestrowane pod indywidualnym niepowtarzalnym numerem, który znajduje się w jego dokumentacji i na kolczykach - przekazał Powiatowy Lekarz Weterynarii.
Polscy gospodarze rozumieją rozgoryczenie Niemców, ale podkreślają, iż w praktyce przetransportowanie skradzionych zwierząt do naszego kraju byłoby bardzo trudne. Zgodnie z obowiązującymi przepisami unijnymi, w ciągu siedmiu dni od chwili urodzenia każde cielę musi zostać zakolczykowane.


2 godzin temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·