Gdzie jest moja córka? powtórzyła Jolanta, czując, jak szczęka jej zębami nie tyle ze strachu, co z zimna.
Zostawiła swoją córkę, Emilkę, na urodzinach w pokoju zabaw wielkiego centrum handlowego w Warszawie. Rodziców solenizantki ledwie znała z widzenia, ale zostawiła Emilkę spokojnie nie pierwszy raz na takim dziecięcym spotkaniu, to nic nadzwyczajnego. Tylko tym razem spóźniła się autobus długo nie nadjeżdżał. Centrum stało na obrzeżach; wszyscy przyjeżdżali tu samochodami, ale Jolanta auta nie miała. Zawiozła więc córkę autobusem, wróciła do domu na korepetycje (musiała nie mogła odwołać lekcji), a potem znów ruszyła po Emilkę. Spóźniła się zaledwie kwadrans biegła przez oblodzony parking, już nie miała siły oddychać. Teraz matka solenizantki, niska kobieta o okrągłych błękitnych oczach, patrzyła na Jolantę z niedowierzaniem i powtarzała:
Przecież tata ją odebrał.
Ale Emilka nie miała ojca. A raczej miała, ale nigdy jej nie widział.
Z Bartkiem Jolanta spotkała się przypadkiem spacerowały z koleżanką Bulwarem Wiślanym, koleżanka skręciła nogę, chłopacy zaproponowali pomoc. Dokładnie jak w filmie, skłamali, iż studiują na Uniwersytecie Warszawskim, iż mają ojców generałów i profesorów. Po co takie kłamstwa? Młodzi i głupi. Gdy Jolanta zaszła w ciążę, a Bartek dowiedział się, iż ona studentka pedagogiki, a jej ojciec jeździ autobusami miejskimi, wcisnął jej pieniądze na aborcję i zniknął.
Jolanta aborcji nie zrobiła i nigdy nie żałowała Emilka to jej towarzyszka, poważna i rozsądna jak na swój wiek. Ich życie było wspólne, wesołe, podczas lekcji Jolanta pilnowała dzieci, a Emilka cicho bawiła się lalkami, potem razem gotowały zupę mleczną lub jajko w koszulce, piły herbatę z ciastkami posmarowanymi masłem. Pieniędzy nie było wiele, wszystko szło na wynajem, ale ani Jolanta, ani Emilka nie narzekały.
Jak mogliście oddać moją córkę komuś obcemu?!
Głos Jolanty drżał, łzy napłynęły jej do oczu.
Ależ obcemu? zirytowała się błękitnooka. No przecież to jej tata!
Jolanta mogła jej powiedzieć, iż żadnego taty nie ma, ale po co? Musiała biec do ochrony, upewnić się na kamerach i…
Kiedy to się stało?
Z dziesięć minut temu…
Jolanta odwróciła się i wybiegła. Ile razy tłukła Emilce do głowy nie odchodzić z obcymi! Ze strachu prawie ją nogi nie słuchały, świat przed oczami rozmywał się, kilka razy wpadała na ludzi, choćby nie przepraszała. W końcu, wiedząc instynktownie, zawyła:
Emilka! Emilka!!!
W głośnym food courcie nikt nie zwracał uwagi, ale kilka osób obejrzało się. Chwytając powietrze w spazmach, Jolanta nie wiedziała, gdzie biec najpierw. Może on jej jeszcze nie zabrał, może…
Mamusiu!
Nie mogła uwierzyć. Emilka w rozpiętej kurteczce, cała z buzią wymazaną lodami, biegła do niej. Jolanta chwyciła ją tak mocno, iż miała wrażenie, iż sama się przewróci jeżeli puści. Spojrzała w oczy mężczyźnie schludny, obcięty na jeża, w idiotycznym swetrze ze śnieżynką, trzymał lody. Wyraźnie czytał w jej oczach to samo, co Jolanta już miała powiedzieć, bo zaczął gwałtownie tłumaczyć:
Bardzo przepraszam, to moja wina! Powinienem był czekać na panią, ale te dzieciaki były okropne. Rozumie pani, wyśmiewali Emilkę! Gadali, iż nie ma taty, iż nikt po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! No i chciałem im pokazać, podszedłem i pytam: córeczko, póki mama nie przyszła, chodź, kupimy lody. Przepraszam, nie sądziłem, iż tak się pani przestraszy…
Jolantę trzęsło. Nie miała zamiaru wierzyć nieznajomemu. Ale może faktycznie dzieci wyśmiewały Emilkę? Spojrzała w oczy córce, ta już zrozumiała pytanie pociągnęła nosem, uniosła podbródek.
To co! Teraz i ja mam tatę!
Mężczyzna rozłożył nieśmiało ręce, Jolanta wciąż nie mogła wydusić słowa.
Chodźmy wydusiła wreszcie. Już późno, nie zdążymy na autobus.
Zaczekajcie! mężczyzna ruszył za nimi, zatrzymał się niepewnie, machnął ręką. Może was podwiozę? Sytuacja i tak już dziwna… Niech się pani nie boi, nie jestem wariatem! Na imię mam Tomasz. Naprawdę jestem w porządku! Tam siedzi moja mama, ona potwierdzi!
Pokazał kobietę z fiołkowymi lokami, czytała książkę za stolikiem.
Chodźmy do niej, ona ode mnie najlepszą rekomendację da!
Nie wątpię mruknęła Jolanta; najchętniej trzasnęłaby go w łeb. Dziękuję, poradzimy sobie!
Mamo… Emilka pociągnęła za rękaw puchówki. Niech oni zobaczą, iż tata nas odwozi!
Przy pokoju zabaw przez cały czas stały solenizantka z mamą oraz jeszcze jedna dziewczynka, Jolanta nie zapamiętała jej imienia. W oczach Emilki błagało tak wiele, a iść po śliskim chodniku w takim stanie byłoby ciężko. Jolanta podjęła decyzję.
Dobrze rzuciła.
Świetnie! Zaraz, tylko powiadomię mamę!
Maminsynek pomyślała złośliwie Jolanta. Akurat kobieta pomachała jej przyjaźnie, Jolanta więc odwróciła się szybko. Co za niedorzeczność…
W drodze starała się nie patrzeć Tomaszowi w oczy, ale musiała przyznać, iż z Emilką rozmawiał delikatnie i z empatią. Emilka śpiewała jak skowronek, tak rzadko się tak otwierała. Ale gdy zatrzymali się przed blokiem, Emilka nagle spoważniała.
Już więcej się nie zobaczymy? zapytała cicho Tomasza, patrząc w stronę mamy.
Jolanta poczuła jego wzrok, zrozumiała, iż czeka na zgodę. Prawie chciała powiedzieć nie, Emilka, to nie wypada, potem jednak spojrzała na jej smutną twarzyczkę, kiwnęła Tomaszowi głową.
jeżeli twoja mama pozwoli, mogę cię zaprosić powiedział w weekend na bajkę do kina. Byłaś kiedyś w kinie?
Naprawdę? Nie, nie byłam! Mamo, mogę iść z tatą do kina?
Jolanta poczuła się niezręcznie, więc zaczęła paplać:
Emilko, pozwolę, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze pamiętaj, iż nieładnie jest nazywać obcego pana tatą, mów mu wujek Tomek, dobrze? Po drugie na bajkę pójdę z wami. Powtarzałam ci, nie wolno chodzić z obcymi, choćby jeżeli wydają się mili!
Ja też jej to mówiłem wtrącił Tomasz. Oddzielnie i wyraźnie!
Więc mogę pójść?
Powiedziałam tak.
Hurra!!!
Rozum Jolanty podpowiadał, by od razu zakończyć te głupstwa, ale nie umiała. Emilka była jej całym światem. Jak dobrze byłoby spytać kogoś starszego, choćby mamy… Jolanta pamiętała ją mętnie zginęła, gdy Jolanta miała pięć lat, tyle ile Emilka. Chłopiec wpadał pod lód, wszyscy się bali, tylko ona ruszyła na ratunek. Dziecko ocaliła, ale sama… Zapadła na zapalenie, umarła tydzień później, miała cukrzycę, i tak problemów zdrowotnych miała sporo. Emilka także miała cukrzycę Jolanta się tym denerwowała, to ona przekazała córce swoje geny.
Do następnego weekendu Jolanta przemyślała wszystko dziesiątki razy, ale obawy okazały się niepotrzebne bo w kinie Tomasz przyprowadził swoją mamę.
Żeby pani myślała, iż nie jestem wariatem zaśmiał się Tomasz. Mama mnie zareklamuje!
Bo ty jesteś szalony rzuciła jego mama, z uśmiechem tak ciepłym, iż Jolanta od razu zrozumiała, iż kobieta ubóstwia syna.
I rzeczywiście, kiedy Tomasz oprowadzał Emilkę po popcorn, matka go zachwalała.
Wiesz… możemy mówić na ty? On też był bez ojca. Ja byłam cztery razy mężatką, ostatni mąż idealny! Tomasz cały w niego. Ale los chciał inaczej nie zdążył wziąć synka na ręce. Zawał. Urodziłam przed terminem, przeszłam przez piekło. Pierwsi mężowie pomagali… Tak patrzysz? Z pierwszym mam świetne relacje, drugi woli mężczyzn, trzeci kocha kobiety, i żadnych wierności. Starali się zastąpić Tomaszowi ojca, ale ojciec to ojciec. Dlatego taki czuły dla Emilki jego też w szkole wyśmiewali. Ile ja do nauczycieli nie chodziłam! Bez skutku. Robił głupstwa na przekór, udowadniał, iż potrafi, raz prawie zginął…
Kobieta była fascynująca. Niska, żylasta, z fiołkowymi włosami, w kostiumie Chanel i z kryminałem Chmielewskiej w dłoni. Jolanta ją polubiła.
On nic złego nie planuje, jest dobrym człowiekiem dodała, puszczając oko. A i ty, widzę, wpadłaś mu w oko!
Jolanta się zarumieniła. Tego jej brakowało! Czuła przecież, iż powinna nic nie zaczynać, ale tak żal Emilki…
Po filmie podała Tomaszowi pieniądze za bilety, ale on pokręcił głową.
jeżeli zapraszam dziewczynę do kina, to sam płacę!
To Jolantę drażniło; zawsze płaciła za siebie, nie znosiła być od nikogo zależna. A iż wpadła mu w oko? Głupstwa.
Gdy Tomasz podwiózł je pod blok, Emilka spytała:
Tato, gdzie pójdziemy następnym razem?
Emilko! upomniała ją Jolanta.
Emilka zasłoniła usta dłońmi i zachichotała.
Myślę, iż możemy wybrać się do Muzeum Zoologicznego podłapał Tomasz jej błąd. Co ty na to?
Super! Mamo, pójdziesz z nami?
Idźcie beze mnie odpowiedziała chłodno Jolanta. Zaproście panią Wandę wspomniała, iż kocha motyle.
Pierwsza wyszła z auta, by gwałtownie to zakończyć. Uchwyciła kątem ucha, jak Tomasz szepcze Emilce:
Kiedy mama nie słyszy, możesz mówić na mnie tata.
Tak właśnie Emilka zyskała niedzielnego tatę. Czasem Jolanta szła z nimi, czasem puszczała Emilkę samą, jeżeli dołączyła pani Wanda przez cały czas uważała Tomasza za obcego i podejrzanego, choć Emilka zawsze opowiadała w zachwycie, jak Tomasz rozśmiesza całą grupę i ile ciekawych rzeczy pokazuje. Jolanta nieświadomie poddawała się temu entuzjazmowi, choć nie pozwalała sobie na więcej: przecież w prawdziwym życiu rycerze nie istnieją. A jego matka za każdym razem tak go zachwalała, iż Jolanta nie mogła powstrzymać pytania dlaczego? Czy matka naprawdę szuka synowi żony w kimś takim jak ja?
Z czasem jednak serce Jolanty miękło. Tomasz był delikatny zostawiał jej czekoladki na półce przy drzwiach, zawsze pytał o zgodę, zanim zabrał Emilkę na wycieczkę, szukał jej wzroku w aucie. Ale najbardziej polubiła Wandę była uroczą rozmówczynią! Gdyby nie syn, to z nią chciałaby Jolanta się zaprzyjaźnić.
Pewnego dnia Tomasz zadzwonił, coś mówił znowu o kinie. Emilka wyrosła zza jej blatu i szepnęła:
To Tomek?
Siadła roześmiana obok.
Tak, Emilka chętnie pójdzie odpowiedziała odruchowo.
Poczekaj… Bo ja nie do Emilki, to do pani… Chciałem, żebyśmy poszli razem. We dwoje.
W tle słychać było głos Wandy.
No nareszcie!
Mama, nie wtrącaj się! Przepraszam, Jolanto… Przepraszam. Ona wiecznie podsłuchuje.
W tej chwili Emilka szepnęła:
Zaprosił cię do kina?
Jolanta się roześmiała.
Ja tu też podsłuchuję. Tomek…
Proszę, nie odmawiaj… Jeden raz, obiecuję być prawdziwym rycerzem!
O oczy powiedz, Tomek, powiedz o oczach, jak mówiłeś mi kiedyś, iż ma oczy swojej matki…
Jakby ktoś oblał ją lodowatą wodą. Jolanta nic nie rozumiała co jej mama ma do tego?
Tomasz coś warknął do mamy, a potem powiedział:
Jolanto, przyjadę, wszystko wyjaśnię. Mogę?
Wyjaśnień bardzo jej brakowało… Chodziła od ściany do ściany przez całą godzinę. Emilka rysowała cicho przy stoliku.
Powinienem był od razu się przyznać… zaczął Tomasz od progu. Chciałem, ale tak mi się pani spodobała… Nie chciałem, żeby pani myślała, iż to przez mamę. Pani mamę… Bałem się, iż mnie pani znienawidzi. Ona przecież przez mnie zginęła…
Mówił chaotycznie, przeskakiwał z tematu na temat, patrzył błagalnie. Jolantę znów trzęsło, jak wtedy, gdy myślała, iż Emilka zaginęła.
Czy mi wybaczysz?
Jolanta przez cały monolog nie powiedziała ani słowa, wydukała tylko:
Muszę pomyśleć.
Mamo, no, wybacz Tomkowi…
Tomasz spojrzał na Emilkę szeroko otwartymi oczami, przypominając o ich umowie. I znów na Jolantę. Powtórzyła:
Potrzebuję czasu. Chcę się zastanowić, rozumiesz?
Chciała go zapytać o milion rzeczy, ale nie mogła wydusić ani jednego pytania. Za to, gdy zadzwoniła Wanda, sprawy potoczyły się inaczej. Od niej Jolanta dowiedziała się wszystkiego.
Przecież on nie wiedział, iż ona zginęła chroniłam jego psychikę. Potem się wydało przypadkiem, i Tomek postanowił panią odszukać. Tamtego wieczoru chciał się zapoznać i pomóc, ale wszystko się skomplikowało z Emilką, z panią… On się zakochał od razu! Bał się, iż pani się pomyli. Nie winić go trzeba próbował przekonać chłopców, iż jest mężczyzną, choć nie ma ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, a on wszedł i…
Wanda nie naciskała, broniła syna. Ale Emilka naciskała i to jak.
Mamo, on jest dobry! I kocha cię, sam mi powiedział! Może być moim prawdziwym tatą, rozumiesz?
Jolanta rozumiała. Ale czy to miało sens? Było w tym coś… niepokojącego?
Minął prawie miesiąc, a Jolanta przez cały czas nie umiała z nim porozmawiać. Nie odbierała telefonu, nie czytała smsów. Im dłużej zwlekała, tym bardziej chciała zmienić decyzję. Ale robiło się coraz trudniej.
Emilka obudziła ją w nocy płakała, skarżyła się na ból brzucha. Wcześniej marudziła, Jolanta uznała to za efekt nieświeżego kefiru. Teraz jednak Emilka gorączkowała, termometr był zbędny.
Drżącymi dłońmi wykręciła numer pogotowia, a potem nie wie, po co Tomasza.
On przybył z pogotowiem. W dresach, rozczochrany, wyraźnie zaspany. Pojechał z nimi do szpitala, uspokajał, obiecywał, iż będzie dobrze. Ale sam się trząsł.
Zapalenie otrzewnej to nie jest aż tak straszne, będzie dobrze, naprawdę!
Jolanta sama złapała go za rękę może po to, by uspokoić go, a może siebie. W poczekalni było zimno, oboje bez kurtki, siedzieli tak blisko siebie, grzali się, jak potrafili.
On rzucił się do lekarza, wypytując o operację. Jolanta siedziała nieruchomo. Gdyby coś stało się Emilkce, nie przeżyłaby.
Ale wszystko skończyło się dobrze. Lekarze spisali się świetnie, Emilka okazała się dzielna walczyła jak lwica, choć jak powiedział lekarz, sprawa była krytyczna.
Jakby dobry anioł nad nią czuwał powiedział medyk. Jolanta szeptała: dziękuję, mamo!
Tomasz długo dziękował lekarzowi, ten jednak nakazał im wracać do domu do Emilki i tak nie wolno jeszcze wchodzić, jest na OIOM-ie, rodzice muszą odpocząć.
Podwiózł ją pod blok, Jolanta spodziewała się, iż poprosi o wejście, ale milczał. Wtedy powiedziała:
Świta już. Chcesz, zapraszam na kawę.
I zrozumiała, iż naprawdę chce go wpuścić. I żeby został. Na zawsze.
Emilka wracała do zdrowia w tempie niespotykanym wszyscy lekarze, pielęgniarki to podkreślali.
Bo mam mamę i tatę odpowiadała.
A nikt, poza Jolantą i Tomaszem, nie rozumiał, dlaczego ta dziewczynka była tak bardzo szczęśliwa…

5 godzin temu







English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·