Nie tylko Trump z Maduro. Paryż i Londyn też zaczęły "porządki" na świecie

1 dzień temu
Europa nie odpuszcza ISIS. Brytyjskie Typhoony i francuskie lotnictwo zaatakowały magazyny broni dżihadystów w górach w środkowej Syrii.


Noc z soboty na niedzielę upłynęła nad środkową Syrią pod znakiem skoordynowanej operacji państw europejskich. W misji wzięły udział myśliwce Typhoon FGR4 Królewskich Sił Powietrznych, którym towarzyszył samolot tankujący Voyager oraz francuskie lotnictwo. Celem były górskie rejony na północ od Palmyry, gdzie wywiad wskazywał rozbudowaną infrastrukturę ISIS.



Według brytyjskiego resortu obrony, to właśnie tam znajdować się miały magazyny broni i materiałów wybuchowych wykorzystywanych przez dżihadystów. Zamiast spektakularnego ostrzału miast celem stała się tym razem mniej efektowna na zdjęciach, ale kluczowa dla zdolności bojowych terrorystów sieć podziemnych kryjówek.

Tunele i magazyny ISIS na celowniku


Brytyjskie maszyny najprawdopodobniej użyły bomb kierowanych Paveway IV, zaprojektowanych do precyzyjnego rażenia dobrze rozpoznanych obiektów. Atak miał być wymierzony w system tuneli wykutych w górskich zboczach, które dotąd służyły ISIS jako magazyny uzbrojenia, skryte drogi przerzutu oraz bezpieczne punkty zborne dla bojowników.

Tego typu infrastruktura jest dla organizacji terrorystycznych bezcenna, bowiem pozwala przechowywać broń i materiały wybuchowe poza zasięgiem wzroku, a jednocześnie utrudnia klasyczne rozpoznanie z powietrza. Właśnie dlatego likwidacja sieci podziemnych korytarzy uderza w fundamenty logistyczne ugrupowania – ogranicza zapasy, utrudnia planowanie zamachów i zmusza bojowników do bardziej ryzykownego przemieszczania się po otwartym terenie.

Według wstępnej oceny skutków nalotu europejskim lotnikom udało się skutecznie trafić wskazane cele. Jednocześnie podkreślono, iż analiza nie wykazała oznak, by operacja stworzyła zagrożenie dla cywilów.

UE nie tylko patrzy na USA. Europejski wkład w walkę z ISIS


Atak Brytyjczyków i Francuzów pokazuje, iż robienie porządków w regionach dotkniętych wojnami nie jest jedynie domeną USA. Misja nad Syrią zbiegła się w czasie z informacjami o uderzeniach USA w bastiony Państwa Islamskiego w końcówce 2025 r. Razem tworzy to obraz szerokiego, skoordynowanego frontu, w którym amerykańskie działania nie stanowią już samotnego wyjątku, ale są uzupełniane przez lotnictwo sojuszników z Europy.

Dla wielu stolic UE to także sposób na pokazanie własnym opiniom publicznym, iż bezpieczeństwo kontynentu zaczyna się znacznie dalej niż na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej.

ISIS pokonane, ale nie zniknęło.

Państwo Islamskie utraciło swoje terytorialne kalifaty już w 2019 r., gdy koalicja międzynarodowa odebrała jej kontrolę nad miastami w Syrii i Iraku. Nie oznaczało to jednak końca zagrożenia. Pozbawieni własnego pseudopaństwa bojownicy wycofali się na peryferia, m.in. na syryjską pustynię, skąd wciąż są w stanie przeprowadzać ataki.

Dla służb wywiadowczych UE i NATO to klasyczny scenariusz przekształcenia się zorganizowanego quasi-państwa w bardziej rozproszoną strukturę terrorystyczną. Naloty na kryjówki, tunele i składy broni mają więc charakter utrzymywania presji: utrudniają odtwarzanie struktur dowodzenia, ograniczają możliwości szkolenia nowych bojowników i zmniejszają liczbę zasobów, którymi organizacja dysponuje.

Europejskie stolice doskonale zdają sobie sprawę, iż każdy sukces ISIS w Syrii w dłuższej perspektywie zwiększa ryzyko zamachów także na terenie Unii – czy to poprzez powrót radykalizowanych bojowników, czy inspirację dla lokalnych komórek. Właśnie dlatego udział w takich operacjach nie jest tylko gestem solidarności, ale elementem własnej polityki bezpieczeństwa.

Idź do oryginalnego materiału