Nie oceniały – ratowały. Strażniczki z Gniezna i dramat kobiety po spożyciu alkoholu

7 godzin temu

Czwartkowe popołudnie przy Parku Kościuszki w Gnieźnie nie zapowiadało się na nic niezwykłego. Do czasu, gdy funkcjonariuszki straży miejskiej zauważyły kobietę siedzącą na przystanku autobusowym. Była senna, traciła świadomość, a przy sobie miała nie tylko piwo i wino – ale najprawdopodobniej sięgnęła też po denaturat.

W takich sytuacjach każda minuta na wagę złota. Denaturat to nie zwykły alkohol. To trucizna przemysłowa, która w organizmie działa błyskawicznie i wyniszczająco. Interweniujące strażniczki miejskie od początku postawiły na empatię. Zamiast pouczać, podeszły do kobiety, próbowały nawiązać kontakt, dbały aby nie straciła świadomości.

Empatia w mundurze nie jest w polskim dyskursie o służbach oczywistością. A jednak to właśnie ona – a nie procedura na odczepnego – zadecydowała o sprawnej pomocy.

Denaturat cichym zabójcą

Problem spożywania alkoholi nieprzeznaczonych do konsumpcji – denaturatu, płynów do chłodnic, rozpuszczalników – powraca w raportach służb co roku, szczególnie wśród osób w głębokim kryzysie uzależnienia, bezdomności lub ubóstwa. Jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego, w 2025 roku odnotowano w Polsce kilkadziesiąt zatruć metanolem i alkoholami przemysłowymi, z czego część zakończyła się zgonem lub trwałym uszczerbkiem na zdrowiu, np. ślepotą.

Denaturat zawiera m.in. metanol lub związki gorzkie. Metanol utlenia się w organizmie do formaldehydu i kwasu mrówkowego. To dosłownie wypala nerw wzrokowy i uszkadza mózg. Jeśli ktoś po jego spożyciu traci przytomność, potrzebuje natychmiastowej dializy albo intensywnej farmakoterapii. To nie jest „kac”. To walka o życie.

Wezwany Zespół Ratownictwa Medycznego zabrał kobietę do szpitala.

Nie tylko interwencja, ale też system

Gnieźnieńskie strażniczki zrobiły coś więcej, niż nakazuje regulamin. Udzieliły pomocy z zachowaniem godności osoby, która być może dawno zapomniała, jak wygląda bezinteresowny gest. Ale pytanie, które po tej interwencji powinno wybrzmieć głośno, jest systemowe: co dzieje się potem? Czy kobieta po wyjściu ze szpitala trafi pod odpowiednią opiekę, ośrodka interwencji kryzysowej, na oddział leczenia uzależnień? Czy znów wyląduje na przystanku z butelką denaturatu?

Empatia służb jest bezcenna, ale nie zastąpi polityki zdrowotnej i socjalnej. W Polsce wciąż brakuje długoterminowych programów dla osób z jednoczesnym uzależnieniem i bezdomnością. Straż miejska i ratownicy gaszą pożar, ale system nie daje im narzędzi, żeby zabezpieczyć dom.

Idź do oryginalnego materiału