REKLAMA
Rodzinie G. powodziło się kiepsko. Anna G. nie pracowała, Ryszard G. chwytał się najwyżej dorywczych zajęć. Mężczyzna nadużywał alkoholu, wszczynał w domu awantury. Rodzina trzymała się na uboczu, nie nawiązywała bliższych relacji z sąsiadami. Mieszkańcy wsi wręcz bali się Ryszarda G.Pod koniec sierpnia 2012 r. Jerzy D. wdał się w kłótnię z 9-letnim wówczas synem małżeństwa G., Bartłomiejem. Szarpał, popychał i bił chłopca. Dziecko powiedziało o tym matce, ta zagroziła wezwaniem policji. Jerzy D. się wściekł. Zaatakował kobietę, zadając jej kilka ciosów nożem w okolicę głowy, szyi i barku. Kobieta przeżyła, mężczyzna trafił do aresztu. Stwierdzono u niego zaburzenia urojeniowe i brak poczytalności; w związku z czym w kwietniu 2013 r. sąd umieścił Jerzego D. w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.
Zobacz wideo
"Mogłem pójść siedzieć". Fajbusiewicz o tzw. gangu kelnerów
Jerzy D. wychodził na przepustki. W szpitalu miał dobrą opinię, był spokojny i kontaktowy. Twierdził jednak, iż boi się wracać do domu, uskarżał się na dzieci małżeństwa G., które miały mu dokuczać, niszczyć jego ogród, pukać do jego drzwi. Złożył wniosek o skierowanie go do domu pomocy społecznej. Ryszard G. wielokrotnie po pijanemu miał wygrażać, iż "zaj**ie sąsiada". Jego żona obawiała się, iż rzeczywiście może dojść do tragedii i jej mąż oraz nastoletni już syn mogą pewnego dnia wyrządzić krzywdę Jerzemu D.
"W końcu zrobimy z nim porządek"Do kryzysu w sąsiedzkich relacjach doszło na przełomie września i października 2019 r. Jerzy D. oznajmił 16-letniemu Bartłomiejowi G., iż niedługo będzie hodował na swojej posesji kozy. Gdy chłopak skrytykował ten pomysł, Jerzy D. miał rzucić w kierunku nastolatka marchwią. Bartłomiej poskarżył się ojcu, kłamiąc dodatkowo, iż został przez Jerzego D. opluty. 46-letni wówczas Ryszard G. zadzwonił wtedy do swojego 32-letniego znajomego Dawida S. i oznajmił, iż razem rozprawią się z sąsiadem. Kazał swojemu synowi pojechać po Dawida S., podczas gdy sam poszedł do Jerzego D. i uderzył go pięścią w głowę. Mężczyzna upadł na ziemię.Niedługo potem 16-letni Bartłomiej G. i Dawid S. pojawili się na posesji. Mężczyźni wepchnęli Jerzego D. na tylne siedzenie auta, obok niego usiadł Dawid S. Ruszyli. Jerzy D. próbował wysiąść, ale 32-latek kilkukrotnie uderzył go w twarz. Zarówno Ryszard G. jak i Dawid S. byli pod wpływem alkoholu. Jedynie nastoletni Bartłomiej G. był trzeźwy.
Dojechali na skraj lasu w gminie Przeworno w powiecie strzelińskim, niewidoczny z asfaltowej drogi. Bartłomiej G. i Dawid S. trzymając Jerzego D. pod pachami, zaciągnęli mężczyznę w głąb. Ryszard G. wziął z kolei szpadel i zaczął kopać dół, potem robili to na zmianę Bartłomiej G. i Dawid S.Gdy Jerzy D. zaczął krzyczeć, Dawid S. zasłaniał mu usta ręką. Mężczyzna prosił Ryszarda G. o wybaczenie, ten jednak odpowiedział, iż "w końcu zrobią z nim porządek". Dawid S. wrzucił żywego Jerzego D. do wypełnionego częściowo wodą dołu. Mężczyzna upadł twarzą do ziemi. 32-latek uderzył 59-latka szpadlem w tył głowy, kolejny cios zadał Bartłomiej G.Ryszard G. uznał, iż jego syn i znajomy niczego nie potrafią zrobić porządnie. Sam chwycił za szpadel, przyłożył w okolicach szyi Jerzego D. i stanął na szpadlu obiega nogami. "Po tym ciosie głowa Jerzego D. bardziej zanurzyła się w bagnistym podłożu i przestał dawać jakiekolwiek oznaki życia" - czytamy w orzeczeniu Sądu Okręgowego we Wrocławiu.
Ryszard G. wyjął jeszcze z kieszeni Jerzego D. portfel i telefon komórkowy. Wziął kilkaset złotych, dokumenty zakopał w ziemi. Mężczyźni zasypali ciało i przykryli miejsce zbrodni gałęziami.Prawda wychodzi na jawRyszard G. za pieniądze zabrane Jerzemu D. kupił alkohol. Po kilku dniach poszedł skontrolować miejsce, w którym ukryli ciało Jerzego D. Zwłoki były częściowo widoczne, więc Ryszard G. umieścił tam dodatkowo betonowy bloczek i większą liczbę gałęzi. Wyciął z auta zakrwawione elementy tapicerki, spalił je wraz z zabrudzonymi ubraniami całej trójki. Samochód został potem pocięty i sprzedany na złom.Niedługo po zabójstwie z Jerzym D. próbowała skontaktować się pracowniczka socjalna. Gdy zaniepokoiło ją otwarte okno w domu i pozostawiony bałagan, powiadomiła dzielnicowego, a potem złożyła zawiadomienie o zaginięciu. Mieszkańcy nic nie wiedzieli. Żona Ryszarda G., Anna, powiedziała wtedy policjantowi, iż Jerzy D. być może wyjechał do rodziny.
Niecałe dwa lata później dzielnicowy w trakcie przypadkowego legitymowania Bartłomieja G. zaczął wypytywać go o zaginięcie Jerzego D. Chłopak zrobił się nerwowy. Powiedział funkcjonariuszowi, iż związek ze sprawą ma jeden ze znajomych jego ojca, który miał wywieźć Jerzego D. nad zalew i uderzać go kamieniem w głowę. Przeprowadzono eksperyment procesowy, jednak Bartłomiej G. nie był w stanie wskazać miejsca, w którym ukryte były zwłoki. Anna G. zeznała w listopadzie 2021 r., iż Jerzy D. najprawdopodobniej uciekł ze szpitala psychiatrycznego i iż jej bliscy nie mają nic wspólnego z zaginięciem. Kobieta podejrzewała jednak, iż jej mąż i syn mogli dokonać zbrodni, dzieliła się tymi obawami w rozmowach z kuzynką. Do przełomu doszło po niespełna trzech latach od zbrodni, pod koniec lipca 2022 r. Przypadkowa osoba znalazła zwłoki Jerzego D. Część szczątków znajdowała się na powierzchni. W protokole oględzin opisano m.in. rozległy ubytek tkanek miękkich tułowia i odsłonięty od tyłu kręgosłup w odcinku szyjnym, dość luźno połączony więzadłami z czaszką.
Ryszard G., Bartłomiej G. i Dawid S. zostali zatrzymani po dwóch miesiącach, trafili do aresztu. Zatrzymano również Annę G. w związku z zarzutami dotyczącymi ukrywania przez nią informacji o okolicznościach zaginięcia Jerzego D. "Paraliż racjonalnego myślenia"Biegli uznali, iż mężczyźni w chwili zdarzenia byli poczytalni. U Ryszarda G. i Dawida S. stwierdzono uzależnienie mieszane od alkoholu i marihuany. Bardziej skomplikowana była sytuacja Bartłomieja G. Zauważono, iż wychowywał się w pełnym przemocy domu, na przestrzeni lat był przez ojca poniżany, zastraszany i karany. "Podejrzany działał pod przymusem zewnętrznym, który wpływał na niego deprymująco. Natomiast obniżone możliwości poznawcze, lęk i strach jaki odczuwał wobec osoby ojca, powodowały paraliż racjonalnego myślenia i całkowite podporządkowanie się jego poleceniom. (...) Był ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej ze strony ojca przez wiele lat, co powodowało szczególną podatność i uległość wobec ojca" - wskazał potem sąd.
Bartłomiej G., już 19-letni, przyznał się do udziału w zabójstwie, podał szczegółowe informacje na temat przebiegu zdarzenia. Nie starał się minimalizować kwestii swojej roli. Ryszard G. do winy się nie przyznawał. Przed sądem częściowo zasłaniał się niepamięcią, twierdził, iż zostawił żyjącego Jerzego D. w lesie ze swoim synem i Dawidem S., sam miał za to wrócić do domu i nie interesować się już potem, co stało się z sąsiadem. Sąd w te wyjaśnienia nie uwierzył. Za częściowo wiarygodne uznano wyjaśnienia Dawida S."Inicjatorem zbrodni był Ryszard G."W czerwcu 2023 r. przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu zapadł wyrok. Ryszarda G. skazano na dożywocie, Dawida S. - na 25 lat więzienia, a Bartłomieja G. - na 8 lat pozbawienia wolności. Annę G. za składanie fałszywych zeznań skazano na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na 2 lata.
W odniesieniu do Ryszarda G., sąd uznał, iż "jest osobą zdemoralizowaną, nierespektującą podstawowych zasad współżycia społecznego, jego życie na wolności sprowadza się do permanentnego spożywania alkoholu, niepodejmowania jakiejkolwiek pracy, bezwzględnemu traktowaniu i zastraszaniu członków rodziny"."W tej sytuacji możliwości resocjalizacyjne w jego przypadku są minimalne, a zatem to właśnie represja przy wymiarze kary musi być wysunięta na pierwszy plan" - czytamy w uzasadnieniu wyroku.Bartłomiejowi G. nadzwyczajnie złagodzono karę ze względu na "wiek oskarżonego oraz jego szczególną sytuację, związaną z relacją z ojcem". Według sądu istnieje też ryzyko, iż "zbyt surowe traktowanie sprawcy młodocianego może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, czyli zamiast jego resocjalizacji, pogłębienie jego demoralizacji".Prokurator wnioskował jeszcze o zadośćuczynienie na rzecz synów Jerzego D. Sąd się nie zgodził, bo żaden z nich nie zaangażował się w organizację pogrzebu. Koszty pokryła gmina.
Obrońcy i prokuratura wnieśli apelacje. W październiku 2023 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu obniżył wyrok Bartłomieja G. z 8 do 6 lat. Anna G. została uniewinniona. Sąd Apelacyjny uznał, iż nie ma dowodów na to, iż naprawdę wiedziała, co się wydarzyło. A w związku z tym nie mogła składać fałszywych zeznań. Poza tym, miała na uwadze dobro swoich bliskich, a zeznania członków rodziny są traktowane przez prawo szczególnie. "Inicjatorem zbrodni był Ryszard G. , to on zdecydował o pozbawieniu życia sąsiada, wydawał dyspozycje, polecenia Dawidowi S. i Bartłomiejowi G. W istocie, gdyby nie jego decyzja, inicjatywa, którą zaaprobowali współoskarżeni, determinacja w realizacji czynu, to do zbrodni by nie doszło" - zauważył sąd II instancji. Ryszard G. i Dawid S. szukali jeszcze pomocy w Sądzie Najwyższym. Ich kasacje zostały jednak uznane za bezzasadne. Urząd Gminy w Grodkowie odmówił portalowi Gazeta.pl udzielenia informacji na temat miejsca, w którym pochowano Jerzego D., tłumacząc to ochroną prywatności rodziny.

1 dzień temu



![Jechała po chodniku z pieszym na masce. Policja zmienia zdanie: zamiast pouczenia wniosek do sądu [VIDEO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/page-10.jpg)



English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·